Lockme i Escape Tales, czyli jak z hobby stworzyć międzynarodowy biznes?

Oprac.: Łukasz Lasak

Seria Escape Tales
Seria Escape Talesmateriały prasowe
Serwis na początku powstał na własne potrzeby. Chodząc po escape roomach z czasem natrafiliśmy na ścianę. Mieliśmy problem z wyszukiwaniem nowych pokoi, w których jeszcze nas nie było. Postanowiliśmy to ułatwić, w przerwie świątecznej 2014 roku stworzyliśmy pierwszą wersję strony, a temat po prostu bardzo szybko "chwycił". Szybko pojawili się kolejni pasjonaci, którzy zaczęli z niego regularnie korzystać i całość zaczęła rosnąć organicznie.
mówi Bartosz Idzikowski, współtwórca Lockme
Seria Escape Tales
Seria Escape Talesmateriały prasowe
Escape Tales
Escape Talesmateriały prasowe

Naiwność oraz metoda prób i błędów

To była "partyzantka". Z perspektywy czasu dziwię się, że to w ogóle działało. Robiliśmy wszystko sami od A do Z, czyli od scenariusza do wykonania, budowania tych pokoi. Tego ostatniego etapu uczyliśmy się tak naprawdę od podstaw. Mieliśmy dość butne i naiwne podejście, a ratowało nas tylko i wyłącznie to, że wówczas oczekiwania nie były zbyt wysokie.
dodaje Idzikowski
Musieliśmy spojrzeć prawdzie w oczy. Skonfrontować się z tym, co umiemy, a czego nie. Dopiero w ten sposób zaczął rodzić się nasz faktyczny know-how, który pozwolił pójść w kilka nowych kierunków, tworzyć scenariusze, książki, gry planszowe, doradzać firmom od VR i tak dalej.
wyjaśnia Jakub Caban
Wciąż jednak mieliśmy wyobrażenie, jak się okazało mylne, że skoro Kuba jest mistrzem w łamigłówki, to na pewno z miejsca będzie tworzył świetne łamigłówki. A to są dwie różne rzeczy i trochę czasu zajęło mu dostosowanie swojej wiedzy do potrzeb graczy. Jednak jak już zaskoczył, to ruszyło lawinowo. Ja z kolei mam know-how graficzny, więc zająłem się warstwą wizualną. Wtedy uważaliśmy, że brakuje nam jedynie umiejętności wydawania: jak przygotować grę do produkcji, jak i gdzie ją wyprodukować, a później sprzedać. Zaczęliśmy szukać wydawcy i po dwóch telefonach... udało się. Board&Dice było na tyle szalone, że w nas uwierzyło. I dali nam project managera, który nas profesjonalizował. Pokazywał, jak tworzyć mechanikę, jakie są potrzeby graczy, gdzie są punkty newralgiczne. To był punkt zwrotny.
mówi Bartosz Idzikowski

Skrypty generujące i automatycznie tworzone prototypy

Poszliśmy dość trudną drogą: czyli w gry z bardzo rozwiniętą fabułą, które trwają długie godziny. To jednak okazało się przewagą i było bardzo doceniane przez graczy. A jak wyglądał warsztat? Pierwszą grę "narysowaliśmy" na kartkach ołówkiem. Powstał stos około 150 karteczek. Później to skanowaliśmy i opisywaliśmy grafikowi, co ma z tym dalej zrobić. Mało co było w Excelu czy Photoshopie. Sednem były jednak testy. Prototypy gier dawaliśmy grupom testowym, co przy tak długiej grze jeszcze bardziej wydłużało proces tworzenia. Towarzyszyliśmy każdej grupie (po 3-6 godzin), obserwowaliśmy i notowaliśmy, wprowadzaliśmy zmiany.
dodaje Jakub Caban
Chcieliśmy z nimi współpracować, ponieważ są absolutnie bezkompromisowi w tym, co chcą wyrazić poprzez grę i zagadki. Mają też ekstremalny focus i nigdy nie idą na łatwiznę. W branży gier planszowych jest wielu designerów, którzy potrafią tworzyć gry w różnych gatunkach: od ameritrashów przez euro-gry, kończąc na grach casualowych. Często zdarza się, że projektant potrafi między nimi przeskakiwać. Natomiast nawet najlepsi i najbardziej uznani designerzy, posiadający hity sprzedające się w milionowym nakładzie, mają kłopot z zaprojektowaniem gry typu escape room. To wymaga innego systemu operacyjnego, na którym działa umysł. Jakub i Bartek mają go tak dopracowanego, że tworzenie gier zagadkowych przychodzi im z wielką łatwością. A tym, co do reszty rozbija bank, jest fakt pracowania w zautomatyzowanym zestawie narzędzi i arkuszy dającym pełną kontrolę i płynność pracy.
mówi Filip Głowacz z Board&Dice
Podejście romantyczne i na “yolo" rzadko się sprawdza. Trzeba umieć zrobić brutalne reality check. I to im szybciej, tym lepiej. Warto rozmawiać z doświadczonymi ludźmi, którzy wytkną nam błędy i pokażą, co pilnie musimy poprawić. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli możemy sobie na to finansowo pozwolić, to warto eksperymentować. To, na ile nas naprawdę stać, potrafi być sporym zaskoczeniem.
dodaje Bartosz Idzikowski
Wyjście z Krypty! Serial, który spełnił nasze nadzieje - “Fallout”Interia.tv
materiały prasowe
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?