Reklama

Lies of P - podobieństwa do Bloodborne nie są zamierzone

​Główny bohater przemierzający świat z bronią przypominającą piłę - przypadek? Gotycki klimat, ciasnego angielskiego miasta - przypadek? Souls-like'owa rozgrywka - też przypadek? Twórcy Lies of P twierdzą, że podobieństwa do Bloodborne nie były celowe. Jak tu im nie wierzyć?

Od razu jednak podkreślamy - wcale nie musi to być coś złego. W końcu i Bloodborne jest produkcją inspirowaną. A brać przykład z najlepszych, to żaden wstyd. Trudno też będzie zrozumieć, jeśli fani gry od From Software będą mieli to za złe studiu Round8. Jeśli gra będzie dobra, to każdy, kto czeka na niezapowiedzianą kontynuację Bloodborne, powinien być zachwycony. W końcu nie ma nic bardziej klimatycznego, niż ciasna, spowita mgłą angielska ulica, na której jedynym odgłosem jest stukot drewnianych nóg...

Lies of P był zresztą od dnia pierwszego trailera porównywany do genialnego tytułu From Software. Nie ma się co temu dziwić, podobna gatunkowo i stylistycznie gra zawsze będzie porównywalna do tytułów, które w przeszłości osiągnęły spory sukces i zapracowały na miano kultowego. Bloodborne bez wątpienia odcisnął spory ślad na branży gier komputerowych. Nie tylko za sprawą doskonałego klimatu, ale także oszczędnie snutej historii, genialnego level designu i projektu przeciwników.

Reklama

Twórcy Lies of P przyznają, że choć są hardkorowymi fanami gier souls-like, to świat, który stworzyli, nie był celowo inspirowany grą Bloodborn. Tym, co łączy obie gry, ma być przede wszystkim bardzo wysoki poziom trudności oraz kara za porażkę. Tyle tylko, że te dwa aspekty łączą w zasadzie wszystkie tego typu gry.

Trudno też oceniać grę na tym etapie. Twórcy zaprezentowali krótkie fragmenty rozgrywki, które dzieją się w otoczeniu, które faktycznie może kojarzyć się z Bloodborne. Taka stylistyka gotyckich, angielskich miast, to jednak przede wszystkim twór literatury i to z niej wszyscy twórcy czerpią inspirację. Na ostateczny werdykt w sprawie podobieństwa powinniśmy poczekać do czasu, gdy zobaczymy nieco więcej - nazwijmy to - biomów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy