Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Koszmar rodziny gracza

Kiedy ktoś znika i nie daje znaku życia przez 10 lat, trudno nie myśleć o najgorszym. Jednak jak się okazało, pesymistyczne scenariusze nie były przeznaczeniem Xiao Yun, młodej Chinki, które całą dekadę spędziła w... kafejce internetowej.

Wiele osób może się nieco zdziwić na wieść o tym, że kafejki internetowe nadal działają. W końcu mamy koniec 2015 roku i zdążyliśmy już przywyknąć do łatwego i stabilnego dostępu do sieci z poziomu najrozmaitszych urządzeń elektronicznych.

Reklama

Jednak mimo to takie miejsca nadal można spotkać na mapach większych miast (i nie tylko). Może w Polsce to nie jest tak bardzo zauważalne - większość tego rodzaju punktów wymarło lub siłą rzeczy zostały zmuszonych do rozszerzenia działalności o dodatkowe usług, jak m.in. ksero czy sklepy z elektroniką. W takich miejscach dostęp do internetu traktowany jest awaryjnie, w razie tzw. nagłej potrzeby. Jednak są na świecie jeszcze tego rodzaju punkty, które ludzie odwiedzają nie ze względu na przyzwyczajenie, sentyment czy wyjątkowe okoliczności.

Mowa tu o krajach azjatyckich  - kafejki internetowe są stosunkowo powszechną "ozdobą" tamtejszego krajobrazu. W szczególności wykorzystywane są do grania, a to ze względu na to, że wyposażone są w szybkie łącza internetowe, do których dostęp w typowym gospodarstwie domowym nie jest łatwo uzyskać.

Zastanawialiście się kiedyś, jak dużo czasu ktoś może spędzić w takim miejscu? Z rodzimych doświadczeń można śmiało założyć, że prawdopodobnie ładnych kilka godzin lub nawet całą noc, co jest i tak długim okresem. Jednak Chińczycy mają co do tego zupełnie odmienne podejście - kilka godzin dziennie to dla zagorzałych zawodników jedynie rozgrzewka. Dowodem na to, jak bardzo tamtejsze społeczeństwo związane jest grami  i kafejkami internetowymi może być bohaterka nagłówków największych serwisów internetowych na świecie, które od kilku dni donoszą o tym, jak młoda Xiao Yun spędziła na graniu w kawiarni internetowej aż dziesięć lat!

Dramat w Hangzhou

Xiao Yun śmiało można zaliczyć do profesjonalnych graczek - dziewczyna do tego stopnia zatraciła się w wirtualnym świecie, że przez dziesięć lat nie dawała bliskim żadnego znaku życia. Pomimo pesymistycznych scenariuszy (porwanie/morderstwo), jej rodzina nigdy nie dała za wygraną i kontynuowała poszukiwania. W tym samym czasie młoda Xiao Yun oddawała się swojemu hobby - grze CrossFire - sieciowej strzelance z widokiem z perspektywy pierwszej osoby. Pomimo tego, że w trakcie swojego 10-letniego okresu zaginięcia nigdy nie opuściła granic rodzinnej prowincji Zhejiang, w której była ostatni raz widziana przed uznaniem jej za zaginioną, rodzicom nie udało się wpaść na jej trop, aż do teraz.

Jak donosi redakcja Qianjiang Evening News, Xiao Yun została uznana za zaginioną w wieku 14 lat po tym, jak uciekła z domu w trakcie sprzeczki z matką. Od tamtej pory wszelki ślad po niej zaginął, przepadała niczym przysłowiowy "kamień w wodę", nikt z jej znajomych jej nie widział, a do rodziny zaczęły docierać myśli, że mogła zostać ofiarą morderstwa lub zginąć w jakimś wypadku. Tymczasem, po dekadzie od momentu tamtych dramatycznych wydarzeń, 24-letnia już Xiao Yun najzwyczajniej w świecie postanowiła w końcu wyjść z internetowej kafejki. Cała i zdrowa. No może nie do końca z własnej woli.

"Przygody" Xiao Yun związane z życiem w kafejce internetowej nie są do końca znane, w momencie opuszczenia miejsca, w którym "mieszkała" przez ostatnią dekadę, a następnie odnalezieniu jej przez funkcjonariuszy miejscowej policji okazało się, że dziewczyna posługiwała się fałszywym dokumentem tożsamości. Wydaje się, że dziesięć lat spędziła na przemieszczaniu się pomiędzy kolejnymi kawiarniami z dostępem do internetu i graniem w CrossFire. Żyła przede wszystkim z jałmużny, korzystając z dobroduszności innych graczy oraz właścicieli kafejek, w których przebywała. Dorabiała sobie jako kasjerka w sklepach, czasami pomagała w kafejkach, gdzie spędzała większość czasu.

Odnalazła się zupełnie przypadkowo. Właściwie to Xiao Yun mogłaby zostać niezauważona prawdopodobnie przez kolejne dziesięć lat, gdyby nie rutynowa kontrola policji w jednej z kawiarni, mieście Hangzhou, stolicy prowincji Zhejiang, w której akurat przebywała młoda Chinka. Okazało się, że posługiwała się fałszywym dowodem, co stanowiło wystarczający powód, do tego by podejrzaną dziewczynę przewieźć na komisariat w celu przesłuchania.

Podczas rozmowy policjanci poznali jej smutną historię. Po nałożeniu grzywny w wysokości 1000 juanów (ponad 600 złotych) za sfałszowany dokument tożsamości, Xiao Yun ostatecznie spotkała się z rodziną - policja powiadomiła matkę, korzystając z numeru, który zapisała sobie dziewczyna w momencie ucieczki na wszelki wypadek. Nie było wiadomo, czy będzie on nadal aktywny, ale jak się okazało matka umyślnie nie zmieniała go, bo cały czas wierzyła, że córka się od niej odezwie.

"Jestem uparta i mam trudną osobowość, więc musiałam ją wtedy skarcić. Jednak to było 10 lat temu, teraz jest dorosła. Nigdy więcej tego nie zrobię" - powiedziała mama Xin Yun w rozmowie z redakcją The Star Online.

Rodzina 24-letniej Chinki zapewniała policję, że Yun nie była nigdy źle traktowana i jest mile widziana w swoim domu.

Chiński Matrix

W chińskich realiach spędzanie większości wolnego czasu, a nawet zaniedbywanie obowiązków przez gry jest na porządku dziennym. Przykłady zjawiska przedawkowania gier sieciowych można mnożyć, ale w tym miejscu przytoczę jeden, który dosadnie prezentuje obraz tej smutnej sytacji. Na początku tego roku pewien mężczyzna, 32-letni Tajwańczyk, Hsieh, zmarł po trzech dniach grania non stop w kafejce. Może nie wywołałoby to jakiegoś większego zaskoczenia - takie zgony już zdarzały się nie raz. Wartym uwagi jest tutaj fakt, że jego śmierć została dostrzeżona dopiero po kilku godzinach.

Oczywiście mężczyzna nie był tzw. niedzielnym graczem na scenie Internetowych kafejek. Często widywano go w takich miejscach - miał opinię osoby, która grała "do upadłego". Jeśli był zmęczony, osuwał się na krześle lub opierał głowę o biurko. Tego dnia organizm postanowił się zbuntować - Hsieh zmarł z powodu nadmiernego zmęczenia, co prawdopodobnie doprowadziło do zatrzymania akcji serca.

Jego znajomi, którzy siedzieli po sąsiedzku byli tak zajęci rozgrywką, że zupełnie nie zwrócili na to uwagi. Podejrzenia wzbudziły dopiero pracownika kafejki, który dostrzegł go w bezruchu, położonego w nienaturalnej pozycji na stole. Nikt tak naprawdę nie był pewien, jak długo zwłoki mężczyzny leżały tam, zanim ktoś zauważył, ale z relacji świadków wynikało, że prawdopodobnie przynajmniej kilka godzin. Jak powiedzieli później funkcjonariusze policji, którzy przybyli na miejsce zdarzenia wraz z ratownikach medycznymi - gracze przebywający w kafejce w ogóle nie przejęli się tą dramatyczną sytuacją. Jak gdyby nic, wrócili do swoich "obowiązków" w wirtualnym świecie.

Niebezpieczna gra

W Chinach uzależnienie od gier wideo jest oficjalnie klasyfikowane jako zaburzenie psychiczne. Uważa się, że 24 miliony chińskich dzieci gra nałogowo. Aby walczyć z tym stanem, niektórzy decydują się na wysłanie dzieci do swego rodzaju obozów wojskowych, które pomagają im odnaleźć sens i pokazują, że istnieje życie poza ekranem komputera/telewizora.

Gry w charakterze rozrywki są źródłem mnóstwa zabawy, ale warto zachować umiar, jak w przypadku wszystkiego, zrobić sobie przerwę. W szczególności jeśli od dłuższego czasu nie mieliście okazji spotkać się w realnym świecie ze swoimi bliskimi.


Dowiedz się więcej na temat: Crossfire

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje