Reklama

Klątwa trwa dalej - film Uncharted stracił szóstego reżysera

​Gdy wydawało się, że wszystko jest już na najlepszej drodze do sukcesu, klątwa ciążąca nad kinowym filmem "Uncharted" ponownie dała o sobie znać. Planowano już nawet rozpoczęcie zdjęć, lecz nic z tego - pozyskany w październiku tego roku reżyser rezygnuje z prac, tłumacząc się terminarzem.

W sierpniu ubiegłego roku cieszyliśmy się już, że po latach zawirowań i przeróżnych problemów, kinowa produkcja bazująca na popularnej serii Uncharted może wkrótce trafić do produkcji. Prequel miał już wtedy głównego aktora i scenariusz - z młodym Drake’em w roli głównej.

"Najbliżej rozpoczęcia jest Uncharted, a to wielki tytuł. Mamy teraz dobry scenariusz oraz główną gwiazdę w osobie Toma Hollanda. Teraz to tylko kwestia opracowania harmonogramu i dobrania reszty obsady. Ale obecnie to projekt najbliższy realizacji" mówił wtedy sam Shawn Levy.

Reklama

Nic z tego. Z nieznanych powodów produkcja nie ruszyła, a Levy - widocznie nie lubiąc bezczynności - zaangażował się w projekt komedii "Free Guy", także czerpiącej garściami ze świata gier wideo. Ten projekt właśnie rusza, więc reżyser nie może dłużej udawać, że będzie miał czas też na "Uncharted".

W październiku w prace zaangażował się Travis Knight, odpowiedzialny ostatnio za reżyserię całkiem udanego "Bumblebee", a wcześniej debiutował w roli reżysera za pośrednictwem animacji "Kubo i dwie struny". Być może to on w końcu zdoła ukończyć pechowy projekt? - wierzyli fani.

Nic z tego. Jak informuje teraz serwis Deadline, Travis ma tak napięty harmonogram, że musi zrezygnować z adaptacji Uncharted. Gdyby tylko mógł to przewidzieć, gdy akceptował zadanie... Ci bardziej złośliwi mówią, że kalendarze nagle wypełnił się, gdy Travis przeczytał scenariusz.

Prawa do kinowej adaptacji posiada wytwórnia Sony Pictures, już od wielu lat starając się cokolwiek z nimi zrobić. Pierwotnie o tytule mówiło się jeszcze w... 2011 roku, gdy zaangażowany był reżyser David O. Russell, a w główną rolę miał wcielić się sam Mark Wahlberg.

Warto przypomnieć, że pierwsza zapowiedź odbyła się jeszcze wcześniej, bo już w czerwcu 2009 roku. W 2010 roku ten sam David O. Russell zapewniał, że obok Wahlberga chce między innymi Scarlett Johansson, ale także Roberto De Niro i Joe Pesciego. Prawie jak "Irlandczyk".

W maju 2011 roku Russell stracił stanowisko, a wkrótce potem rolę reżysera i scenarzysty objął Neil Burger. Jako jednego z kandydatów na główną rolę wymieniano wtedy popularnego Nathana Filliona. Minął nieco ponad rok, a Burger także opuścił projekt.

Po przejściu przez kilku kolejnych scenarzystów, w 2014 roku reżyserem został Seth Gordon, który zapewniał, że chce rozpocząć zdjęcia w 2015 r. Premierę ustalono wtedy na 2016 r., wkrótce potem znaleziono autora skryptu i wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze do sukcesu.

W czerwcu 2015 roku projekt stracił reżysera, a scenariusz wrócił do punktu wyjściowego, czyli do pustej kartki. Dopiero rok później tworzeniem opowieści zajął się Joe Carnahan, a tymczasem Sony potwierdziło, że nici z premiery w 2017 r. Do projektu dołączył też Shawn Levy.

Rok temu ujawniono, że w główną rolę wcieli się Tom Holland, czyli filmowy Spider-Man. Wtedy ujawniono też, że opowieść będzie prequelem i przedstawi wydarzenia sprzed tych znanych z serii gier. Na tym na razie stanęło.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje