Reklama

Keanu Reeves nie chce, by John Wick i Neo zostali bohaterami Mortal Kombat

​Keanu Reeves wcielając się w role kultowych bohaterów akcji lubi kopać filmowych przeciwników. Jednak nie wyobraża sobie, żeby grane przez niego postaci dostawały solidny wycisk. Nawet jeśli miałyby być wirtualne. Zapytany o obecność w Mortal Kombat dwóch z jego wcieleń - Neo z Matrixa i Johna Wicka - udzielił zaskakującej odpowiedzi.

Mortal Kombat ma jedną rozpoznawalną cechę. Niczego się nie boi. Twórcy gry dodają do swojego uniwersum nawet najbardziej niepasujących bohaterów (patrzymy na ciebie, Robo-Cop’ie), a fanom w to graj! Któż jako mały dzieciak nie chciał się wcielić w Rambo, Predatora, albo Terminatora? Dzięki Mortal Kombat wszystko jest możliwe, a brutalna kreatywność twórców już dawno przegoniła nawet najbardziej wymyślne pułapki Johna Rambo.

Keanu Reeves został niedawno zapytany przez jednego z fanów o to, co powiedziałby, gdyby Neo lub John Wick mieli stanąć do walki w turnieju Mortal Kombat. Pytanie było nawiązaniem do pewnych przymiarek, które robił Ed Boon przy okazji DLC do Mortal Kombat 11 i sugerował, że John Wick stanie się grywalnym wojownikiem.

Reklama

Ku zaskoczeniu pytającego, Keanu przyznał, że by się na to nie zgodził. Dość ciekawe było wytłumaczenie. Keanu stwierdził, że NeoJohn Wick robią swoje, a Mortal Kombat swoje. Czyli co? Bo o ile nam wiadomo, to wszystko sprowadza się do kopania przeciwników po głowach. W Matrixie z dodatkową filozoficzną otoczką.

Odpowiedź jest o tyle zaskakująca, że John Wick pojawił się już na przykład w Fortnite. Można by dowcipkować na temat tego, co wspólnego ma jego bohater z pozyskiwaniem surowców do budowy barykad, ale przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że ostateczne słowo należy do właścicieli marek (Lionsgate w kwestii Johna Wicka i Warner Bros w sprawie Neo), a nie aktora.

Keanu był też twarzą naszej rodzimej produkcji - Cyberpunk 2077, gdzie wcielił się w Johnego Silverhand’a. Być może popremierowe rykoszety trafiły go tak mocno, że tym razem wolałby trzymać się od wirtualnych bijatyk z dala. Tymczasem czekajmy spokojnie na Mortal Kombat 12.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje