Reklama

Chris Avellone odniósł się do zarzutów o molestowanie

​Avellone to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie gier wideo. Amerykański projektant i scenarzysta współtworzył m.in. takie gry, jak Fallout 2, PlaneScape: Torment, Pillars of Eternity czy Star Wars Jedi: Upadły Zakon.

Jednak w ubiegłym roku twórca otrzymał mocny wizerunkowy cios z powodu zarzutów dotyczących molestowania i napaści na tle seksualnym. W efekcie z Avellone'em rozstali się m.in. Paradox Entertainment (projektant współpracował przy Vampire: The Masquarade - Bloodlines) oraz rodzimy Techland (Amerykanin tworzył scenariusz dla Dying Light 2: Stay Human).

Na jakiś czas mężczyzna zniknął z życia publicznego oraz mediów społecznościowych, by pozwolić sobie na chłodną analizę sytuacji. W końcu odniósł się do skierowanych w jego stronę zarzutów. Na łamach platformy Medium przedstawił swoją wersję wydarzeń. Najwięcej miejsca poświęcił niejakiej Karissie, która miała mu sprawić najwięcej problemów.

Reklama

To od jej wpisów cała sprawa nabrała tempa. Kobieta skierowała w stronę Avellone'a poważne zarzuty, ale według samego oskarżonego były one fałszywe. Według niego, do odpowiedzialności powinien zostać pociągnięty także prokurator, który zajmował się sprawą, ponieważ nie sprawdził wiarygodności rzekomej poszkodowanej.

Avellone przytacza wiele wpisów Karissy, które w jego opinii rozmijają się z prawdą. Ponadto twierdzi, że kobieta namawiała swoje przyjaciółki do składania fałszywych zeznań. Jedną z nich była Christy Dena, która miała spędzić noc z projektantem gier w 2013 roku, ale nie było to możliwe, ponieważ w podanym czasie... przebywali na innych kontynentach.

Według Avellone'a atak, który przypuściła Karissa, to rewanż za to, że mężczyzna nie chciał związać się bliżej z jej przyjaciółką. Para poznała się wprawdzie bliżej, ale rzekomo oboje zgodnie uznali, że nie chcą się ze sobą wiązać.

Avellone ma żal do deweloperów, którzy rozwiązali z nim umowy po tym, jak zarzuty kobiet o molestowanie trafiły do opinii publicznej. Według niego zleceniodawcy zareagowali zbyt alergicznie, zwalniając go w ciągu dwóch dni, na podstawie wpisów opublikowanych na Twitterze.

Podobno przedstawiciele firm nawet nie chcieli z nim rozmawiać, co można uznać za jeszcze bardziej niesprawiedliwe, jeśli weźmie się pod uwagę, że Avellone pracował dla nich na długo przed powstaniem afery.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje