Reklama

Activision pozwało Netflix za "podprowadzenie" pracownika

​Czas na kolejne starcie korporacji. Serwis Deadline informuje, że Activision Blizzard zamierza pozwać Netflix za zatrudnienie Spencera Neumanna. Ten był dyrektorem do spraw finansowych w tej pierwszej firmie, lecz przeszedł do producenta filmów i seriali jeszcze przed zakończeniem kontraktu.

Do transferu doszło pod koniec 2018 roku, lecz z jakiegoś powodu na pozew zdecydowano się dopiero teraz. Może prawnikom się nudzi. Neumann zaczął pracę w Activision w maju 2017 roku, a jego kontrakt miał obowiązywać do kwietnia przyszłego roku, lecz nie został nigdy wypełniony.

Wydawca Call of Duty nie domaga się oczywiście, by sąd orzekł, żeby mężczyzna wrócił do byłego pracodawcy. Firma ubiega się zamiast tego o stały nakaz sądowy, w ramach którego Netflix nie będzie mógł w przyszłości przejąć od Activision żadnego innego pracownika z aktywnym kontraktem.

Reklama

Oczywiście, korporacja domaga się także odszkodowania. Ważną częścią ujawnionego przez Deadline pozwu nie jest jednak sprawa samego Neumanna. Dlaczego zajęcie się sprawą zajęło całe dwa lata? Otóż Netflix ma podobno szerzej interesować się branżą gier wideo, stąd czynności zapobiegawcze.

Skąd takie wnioski? Activision argumentuje, że przedstawiciele firmy odwiedzili targi E3 w 2019 roku, gdzie wzięli udział w panelu dyskusyjnym o wiele mówiącym tytule "Jak tchnąć życie w ulubione seriale: przekształcanie serii Netflix w gry wideo". Być może wkrótce zobaczymy pierwsze efekty.

Dalej w pozwie mowa o grze na bazie popularnego serialu "Stranger Things", wydanej w ubiegłym roku. W lutym było też The Dark Crystal: Age of Resistance Tactics, ale czy na tej podstawie można faktycznie uznać, że platforma intensyfikuje oblężenie rynku gier wideo? To raczej dość naciągane.

Oczywiście nie można wykluczyć, że Netflix zacznie szerzej inwestować w tej sferze, tworząc na przykład własne studia deweloperskie. A te można by zasilić na przykład pracownikami Activision Blizzard i wydaje się, że cały ten pozew ma właśnie zapobiec takiej sytuacji. Co na to sędzia?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy