Reklama

A gdyby nowy Xbox kosztował mniej niż PlayStation 4?

Dajmy ponieść się tej fali - na ten moment wszyscy zachwycają się nową konsolą Sony.

To zrozumiałe - PlayStation 4 to w końcu pierwsze urządzenie następnej generacji (Nintendo Wii U ze zrozumiałych względów nie bierzemy pod uwagę), które zostało zapowiedziane, a na ujawnienie którego gracze i deweloperzy oczekiwali już od dłuższego czasu. Emocje sięgają zenitu, autorzy nowego, stacjonarnego sprzętu do gier rozpływają się w pochwałach nad jego możliwościami, a menedżerowie studiów deweloperskich chwalą za przystępność i obiecują już przysłowiowe "cuda na kiju". Z tego wszystkiego można powoli wysnuwać jeden wniosek - następca wysłużonej już PlayStation 3 powinien spokojnie odnieść sukces komercyjny. I rzeczywiście z wielu powodów taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny.

Reklama

Co jednak, jeśli po drodze coś pójdzie nie tak? W końcu nowy Xbox jeszcze nie został oficjalnie zaprezentowany. Microsoft ujawni projekt swojego nowego systemu w przyszłym tygodniu. Chyba domyślacie się co to oznacza? Zgadza się, rozpoczęcie kolejnej "wojny" - tym razem już bez żadnych domysłów, straszenia plotkami, tylko całkiem na serio. Oczami wyobraźni widzimy już te krzyczące ze wszystkich stron nagłówki oraz banery reklamujące nowego flagowca giganta z Redmond. W całą tę machinę promocyjną wpleciony zostanie oczywiście zdezorientowany konsument - cóż w takiej sytuacji będzie miał począć, jak się odnaleźć? Pewnie w natłoku informacji z obu obozów zacznie się zastanawiać, aż w końcu będzie musiał podjąć tę trudną decyzję, której jednym z istotniejszych (jeśli nawet nie najważniejszym) czynnikiem będzie standardowo cena produktu.

Sony co prawda jeszcze nie zdradziło, po jaką ilość gotówki zamierza sięgnąć do naszych portfeli pod koniec tego roku, ale z ich stanowiska wynika, że nie zamierzają powielać błędów, które sporo kosztowały ich podczas wypuszczania na rynek poprzednich modeli swojej konsoli. Zespół specjalistów zajmujących się projektowaniem czwartej generacji PlayStation miał przed sobą bardzo ważne, ale i trudne zadanie - musiał z jednej strony dostarczyć producentom gier potężne technicznie, ale intuicyjne w pracy urządzenie (stąd pomysł na zastosowanie architektury z PC), z drugiej natomiast zadowolić klientów rozsądną ceną (używając tanich części), co być może uda się osiągnąć z kolei wprowadzając dwie wersje cenowe sprzętu.

Z doniesień z różnych źródeł wynika, że takie rozwiązanie jest bardzo prawdopodobne - według plotek japoński koncern miałby zaproponować dwie edycje za równowartość kolejno 400 i 500 dolarów. Niestety, nie wiadomo na razie, co w takim wypadku dzieliłoby oba wydania, tak samo jak trudno spekulować na temat tego, na ile taki plan ma jakąkolwiek szansę na urzeczywistnienie i ewentualny sukces - Sony na razie milczy w tej sprawie. To oczywiście tylko przypuszczenia, ale wydają się być całkiem prawdopodobne, tak samo jak to, że cena nowego Xboksa będzie ustanowiona na identycznym poziomie co PlayStation 4.

Taki obrót spraw jednak byłby zbyt piękny. Przyjmijmy więc zupełnie teoretycznie, że tak się nie stanie. Jak zareagowałby rynek na wieść o tym, że Microsoft posunął się jeszcze dalej i z produkowanej przez niego nowej konsoli przynajmniej jedna wersja jest tańsza od budżetowej edycji PlayStation 4? Czy taki zabieg byłby wystarczający do tego, by zachęcić was do sięgnięcia właśnie po urządzenie z rodziny Xbox? Zagorzali miłośnicy marki z Kraju Kwitnącej Wiśni w tym momencie na pewno zaprzeczą. Rzecz jednak w tym, że w dzisiejszych czasach, w dobie szalejącego kryzysu dla wielu osób koszt zakupu konsoli będzie podstawowym priorytetem.

Na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że nie każdy będzie mógł pozwolić sobie na zakup platformy następnej generacji zaraz po premierze. Nie mówiąc już o ewentualnym nabyciu obu systemów (PS4 i Xbox 720). Załóżmy teraz, że komuś z ciężko zarobionych i odkładanych przez jakiś czas pieniędzy uda się zebrać odpowiednią kwotę, to czy przypadkiem nie wybierze tego sprzętu, który po prostu będzie tańszy? A idąc dalej tym tokiem rozumowania, skoro ustaliliśmy już, że wiele może zależeć od ceny nowych urządzeń, to czy takie posunięcie ze strony giganta z Redmond, czyli sprzedawanie nowego Xboxa taniej niż PlayStation 4, mogłoby dać mu realną przewagę w zdobywaniu udziałów w rynku?

A czy wy, widząc w ulubionym sklepie dwie nowe konsole, których koszt różni się sumą ok. 200 złotych, nie skłonilibyście się do zakupu właśnie tej bardziej atrakcyjnej cenowo?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy