Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Microsoft chce filmu

Magazyn "Variety" poinformował, że firma Microsoft podpisała w tajemnicy milionowy kontrakt z Alexem Garlandem, autorem scenariusza do filmów "Niebiańska Plaża" i "28 Dni Później". W efekcie porozumienia Garland ma napisać scenariusz do filmu powstającego na podstawie znanej z konsoli Xbox gry "Halo".

Microsoft ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył tym informacjom, formułując ostrożne stwierdzenie, że mimo głośnego sukcesu serii "Halo" nie ma co prawda takich planów, ale jeśli zajmie się produkcją filmu ogłosi to oficjalnie.

Mimo tak enigmatycznych wypowiedzi Microsoftu, wieści te wydają się być bardzo prawdopodobne, a zekranizowane "Halo" może wzbudzić ogromne zainteresowanie, ponieważ druga część gry - "Halo 2" - odniosła spektakularny sukces.

Microsoft, wynajmując do przekształcenia gry w film kogoś talentu i sławy Garlanda, budzi nadzieję, że będzie to dobrze zrobiona adaptacja. Niestety, gwarancji na to nie ma, a obawy wynikają stąd, że stworzenie filmu na bazie gry jest niezwykle trudne i czasem efektem są jedynie pełne politowania produkcje. Takim filmom nie pomagają nawet szeroko zakrojone akcje promocyjne we wszystkich możliwych mediach. Przykładem jest choćby film "House of the Dead" i naturalnie "Tomb Raider", który - mimo iż został oparty na całkiem dobrej bazie - w filmowej formie był totalną klapą. W odniesieniu sukcesu kinowej wersji "Tomb Raidera" nie pomogła nawet piękna Angelina Jolie.

Jednak porażki filmów powstałych na kanwach gier komputerowych nie zdopingowały niektórych do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Przykładem jest Uwe Boll, niemiecki producent i reżyser, który swoimi adaptacjami gier do formy kinowej doprowadza widzów wyłącznie do śmiechu.

Jak zawsze w takich przypadkach pozostaje kilka pytań. Czy Garland wyjdzie naprzeciw fanom gry? Czy uda mu się stworzyć scenariusz filmu, który będzie lepiej odebrany niż niektóre ekranizacje gier komputerowych, jak np. "Alien vs Predator"?

Możemy jedynie trzymać za Garlanda kciuki i wierzyć, że jego dzieło będzie bardziej udane od "potworków" Bolla.

Dowiedz się więcej na temat: firma | magazyn | Microsoft

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje