Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Codename: Panzers Faza Pierwsza

Producent: Stormregion
Wydawca: CDV
Dystrybutor PL: Cenega Poland
Gatunek: strategia / RTS
Data wydania PL: 27 sierpnia 2004
Wymagania sprzętowe: PIII 750, 256 MB RAM, karta grafiki 32 MB
Cena detaliczna: 119,90 PLN
Ocena: 9/10

Tak się tworzy historię

O "Codename" było głośno na długo przed polską premierą gry. Polską, bo gra na zachodzie Europy ukazała się ponad dwa miesiące wcześniej i od razu wspięła się na szczyty list przebojów, szczególnie w rankingach sklepów w krajach niemieckojęzycznych. Tuż przed wydaniem polskiej wersji "Codename" jeden z żądnych sensacji dziennikarzy znalazł w produkcji węgierskiego studia Stormregion pewną "nieścisłość" historyczną. Według badającego sprawę redaktora fabuła "Codename Panzers" zawierała przekłamania historyczne, twierdząc, że to nie Niemcy, lecz Polacy wywołali II wojnę światową. Co ciekawsze, za nieszczęsnym "redaktorzyną" rewelację podał "Głos Szczeciński", a później nawet sam PAP i inne media. Sfałszowanie historii miało nastąpić podczas wstępu do kampanii niemieckiej, w której w rozkazie do niemieckich żołnierzy pada stwierdzenie, że to Polska sprowokowała wybuch II wojny światowej. Nie dość tego - redaktor, by jeszcze bardziej ubarwić swoją niesłychaną nowinę, dowodził, że Polacy przedstawieni w grze to... tchórze i pijacy. Osoba odpowiedzialna za całą tę aferę zapomniała o jednym. Po pierwsze niemieccy żołnierze, a przynajmniej większość z nich, przystępowali do wojny ze świadomością, iż to właśnie ich wschodni sąsiedzi sprowokowali naród Hitlera (incydent gliwicki) do podjęcia działań zbrojnych. W przekonaniu przeciętnego germańskiego żołdaka tak właśnie było, a że podczas kampanii niemieckiej wcielamy się w taką postać, autorzy gry z godną podziwu wiarygodnością pokazali efekt hitlerowskiej propagandy. Szkoda tylko, że dali się na nią nabrać nie tylko żądni "gorących" tematów dziennikarze, ale także warszawska prokuratura i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Czyżby obie instytucje miały w okresie wakacyjnym za mało pracy?
Polski dystrybutor gry, firma Cenega, w obawie przed zakazem sprzedaży tej świetnie zapowiadającej się produkcji, wycofał sporną notkę z rodzimej wersji "Codename Panzers", a także umieścił w pudełku broszurę informującą niedowiarków, kto tak naprawdę stoi za wywołaniem największego konfliktu XX wieku.

Teraz - kiedy już wiadomo, że "Codename" nie tylko nie przekłamuje historii, lecz wręcz dokładnie ją odzwierciedla - możemy przejść do tego, co przygotowali graczom węgierscy programiści.

Opowieści z frontu

Trzon węgierskiej gry stanowią trzy rozbudowane kampanie - niemiecka, rosyjska i aliancka, które łącznie oferują 30 rozbudowanych misji. Każdy ze scenariuszy opowiada historię bohaterów poszczególnych stron. W przypadku Niemiec jest to Hans von Grobel, w kampanii rosyjskiej poznajemy losy Aleksandra Władimirowa, natomiast podczas wykonywania misji wojsk sprzymierzonych przyjdzie wam kierować postaciami Jeffereya Wilsona (Amerykanin) oraz Jamesa Barnesa (Anglik). Kampanie umieszczone zostały w różnych okresach II wojny światowej - niemiecka to początek konfliktu (począwszy od inwazji na Polskę, skończywszy na oblężeniu Stalingradu), radziecka obejmuje największe starcia z siłami Hitlera (w tym Bitwę na Łuku Kurskim i wyzwolenie Stalingradu), a aliancka rozpoczyna się podczas lądowania w Normandii i kończy zajęciem Orlego Gniazda. Misje poprzedzane są opisem aktualnej sytuacji na froncie oraz relacji na temat losów bohaterów poszczególnych scenariuszy. Trzeba przyznać, że po jakimś czasie można polubić każdego z nich, nie bacząc na to, po której stronie konfliktu stoi.

"Codename: Panzers" prócz trybu kampanii zawiera jeszcze inne opcje rozgrywki. Wśród nich znajdują się: samouczek, obóz szkoleniowy oraz multiplayer. Pierwszy tryb stanowi swoiste wprowadzenie do bardziej zaawansowanej gry oraz pozwala zapoznać się ze światem i możliwościami węgierskiej produkcji. Obóz szkoleniowy to nic innego, jak pojedyncza batalia, której parametry dobieramy sami, co stanowi pewnego rodzaju trening. "Codename" oferuje także opcję gry wieloosobowej (LAN, bezpośrednio połączenie IP lub za pomocą serwisu GameSpy) przy pomocy następujących trybów: drużynowy deatmatch, dominacja, szturm i współpraca.

"Codename: Panzers Faza Pierwsza" to dosyć nietypowa strategia czasu rzeczywistego - po pierwsze brakuje w niej charakterystycznego dla gatunku RTS wydobywania surowców, a po drugie gra posiada opcję "aktywnej pauzy", która pozwala wstrzymać rozgrywkę, zaplanować i zrealizować dalsze plany. Każdorazowo przed rozpoczęciem misji gracz wybiera rodzaj jednostek, które towarzyszyć mu będą na polu bitwy, a których jest w grze ponad 100! Selekcji dokonuje się na podstawie punktów prestiżu. Te zaś uzyskać można wypełniając poszczególne cele misji (podstawowe, dodatkowe, ukryte). Jednostki podzielono na cztery grupy: piechota, czołgi, ciężarówki i działa. Najlepsze oraz najbardziej uniwersalne oddziały kosztują najwięcej punktów prestiżu, dlatego czasem warto zastąpić dwa średnie czołgi jednym ciężkim. Możliwa jest także wymiana sprzętu na lepszy, co tylko nieznacznie uszczupli budżet PP. Za niezwykle ważne punkty prestiżu można także doposażyć oddziały piechoty m.in. w granaty, miny, ładunki wybuchowe, Koktajle Mołotowa, wykrywacze min, lornetki i pontony.
Ważnym elementem w grze jest doświadczenie poszczególnych oddziałów. Bardziej wartościową jednostką jest ta obyta w walce. Autorzy "Codename" umieścili ten charakterystyczny głównie dla gier RPG element, dzięki czemu bardziej doświadczeni wojacy posiadają lepsze współczynniki odzwierciedlające ich faktyczną przydatność na polu walki.
Po zakończeniu zadania i wypełnieniu przynajmniej podstawowych założeń misji otrzymujemy informację o ocenie prowadzonych działań, statystykach strat naszych wojsk i wojsk wroga (także w rozbiciu na poszczególne typy jednostek) oraz ewentualnie odznaczenia, jeśli wykazaliśmy się wojskowym kunsztem.

Walki w terenie

Duże brawa należą się dla autorów i projektantów zadań - nie dość, że jest ich całkiem sporo, to na dodatek są bardzo ciekawe. Często bierzemy udział w symulacjach największych batalii II wojny światowej (albo raczej ich wycinków, gdyż maksymalnie posiadać można 25 różnego rodzaju oddziałów, co raczej do realnych odwzorowań wielkich starć nie należy), akcjach dywersyjnych, zasadzkach, obronie pozycji, zadaniach z limitem czasowym itp. Jeśli chodzi o zróżnicowanie misji to "Codename: Panzers" jest pod tym względem jedną z najciekawiej wykonanych gier. Akcja obserwowana na ekranie cechuje się ciągłą dynamiką i nie sposób się nudzić podczas prowadzenia rozgrywki. Sposobów na pomyślne wypełnianie zadań jest mnóstwo - sami odkryjecie, jakie jednostki gdzie się przydają, jak ważne są ich poszczególne atrybuty czy też jak odpowiednio wykorzystać wsparcie lotnicze i artyleryjskie.
Niewielkie zastrzeżenia mam do jednego z najważniejszych, wpływających na końcową ocenę jakości zabawy czynników. Chodzi mianowicie o sztuczną inteligencję komputera. Generalnie drobne błędy w skryptach odpowiadających za zachowania naszych, sterowanych przez komputer żołnierzy, a także wirtualnych przeciwników, nie są aż tak widoczne, żeby zniechęcać do gry. Jednak rewolucji w tym wymiarze nie zobaczycie - często oddzielnie trzeba kierować każdym oddziałem, bo nasza brygada potrafi mieć problemy z przemieszczaniem się względem siebie, blokując sobie drogę przejazdu. Dziwią też czasem zachowania wroga, którego oddziały potrafią z wysiłkiem uciekać od naszych kul do... krawędzi mapy. Wystarczy ich zapędzić w kozi róg i wystrzelać do nogi, bowiem tam są potulnie jak baranki. A można było stworzyć otwarte plansze i po problemie...

Rewolucja graficzna?

Pod względem graficznym "Codename Panzers" to majstersztyk i nowe pojęcie jakości. Rozgrywka toczy się w przepięknym i bardzo szczegółowym trójwymiarze. Scenerie - tak jak misje - są bardzo zróżnicowane. Istnieje możliwość obrotu kamery o pełne 360 stopni, tak by idealnie ustawić obraz w stosunku do istniejącej na ekranie sytuacji. Można także zmieniać nieznacznie kąt pochylenia kamery. Jak już wspomniałem, oprawa graficzna "Codename" zachwyca. "Faza Pierwsza" to jedna z najpiękniejszych i najbardziej dopracowanych pod względem grafiki produkcji tego roku. A wszystko to stworzone w oparciu o autorski engine węgierskich producentów - ten, dzięki któremu powstała wydana dość dawno temu gra... "Ś.W.I.N.I.A.". Zapewniam Was, że to nie żart. Łyżkę dziegciu do końcowej oceny oprawy wizualnej "Codename" dodają bardzo przeciętne wstawki filmowe. Nie dość, że nie są one najwyższych lotów, to jeszcze postaci podczas wypowiadania kwestii mówionych nie poruszają ustami. Brzuchomówcy?
Muzyka i dźwięki w "Codename" stoją na dobrym poziomie i nie odbiegają od przyzwoitych standardów. Z utworami muzycznymi spotykamy się najczęściej w menu oraz czasem podczas wykonywania misji. Z kolei dźwięki brzmią jak powinny, a głosy postaci również ciężko coś zarzucić. Może przydałoby się więcej animuszu polskim lektorom podkładającym głosy pod czołowe postaci.

Krajowej lokalizacji gry podjęła się warszawska firma Cenega. Wspominałem już o szumie medialnym, który towarzyszył węgierskiej produkcji w ostatnich tygodniach przed jej polską premierą. Może on spowodował, że spolszczenie produktu stoi na bardzo średnim poziomie. O ile sama treść gry przetłumaczona jest w miarę poprawnie, o tyle instrukcja zawiera masę błędów rzeczowych, niedopuszczalnych w przypadku tak ważnego tytułu. Cenega dalej nie może nauczyć się, że przynajmniej te najlepsze gry trzeba wydawać w pełni profesjonalnie. W przeciwnym wypadku nie ma się co dziwić powszechnie znanej opinii o jednym z największych dystrybutorów gier w Polsce.

Podsumowując...

Węgierskiej grupie Stormregion należą się słowa ogromnego uznania za stworzenie świetnej gry strategicznej. Nie jest może ona idealną grą wojenną, ale za to niesie ze sobą mnóstwo przedniej zabawy, okraszonej przepiękną grafiką. Mimo iż pełna wersja "Codename Panzers: Faza Pierwsza" nie uniknęła kilku zauważalnych błędów, to z ręką na sercu mogę stwierdzić, iż jest to jedna z najlepszych gier strategicznych, z jakimi do tej pory zetknąłem się. Polecam wszystkim, także osobom, które uwielbiają dociekać prawd historycznych, gdyż dzięki "Codename" mogą się jeszcze sporo dowiedzieć.

Wakabajaszi

Dowiedz się więcej na temat: oddziały | wojsko | wydawca | dystrybutor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje