Reklama

Władca Pierścieni: Podbój

Władca Pierścieni: Podbój to najnowsza produkcja firmy EA w całym jej dorobku gier bazujących na filmach ze studia New Line Cinema. W stosunku do poprzednich tytułów tym razem deweloper oferuje nam nieco bardziej okazałe walki oraz pełnoprawny tryb wieloosobowy.

Niestety, pomimo usilnych starań tytuł ten nie jest w stanie dostarczyć nam niezapomnianych wrażeń i satysfakcji płynących z przemierzania u boku słynnych bohaterów kolejnych epickich krain. Pewnie to sprawka złego Saurona.

Niemniej jednak od recenzowanego tytułu bije uderzające podobieństwo do dwóch ostatnich produkcji z Hobbitami w tle oraz serii Star Wars: Battlefront. Z racji bardzo małej rozbieżności w stosunku do formuły Battlefronta, nie oczekujcie zbyt wielkiej głębi czy świeżych pomysłów. Mimo to gra oferuje widowiskowe walki oraz niezłą ilość wyzwań. Pozwala nawet stanąć po stronie zła i poprowadzić do boju ciemne siły Lorda Saurona.

Reklama

Tytułowy Podbój umożliwia nam rozegranie 16 misji podzielonych równo między dwie kampanie zatytułowane: The War of the Ring oraz Rise of Sauron. W naszych rękach spoczywają losy wojny pomiędzy siłami zła i dobra. Możemy stać się częścią najbardziej spektakularnych bitw, jakie oglądaliśmy na srebrnym ekranie i zmienić ich przebieg, odkrywając alternatywną historię. Co więcej, obie te kampanie możemy ukończyć zarówno samodzielnie lub też grając na podzielonym ekranie w towarzystwie aż trzech przyjaciół.

Poziomy dostępne w kampaniach Podboju pełne są misji opartych na schemacie prostych zadań. W gruncie rzeczy rozgrywka polega na przemieszczaniu się z jednego punktu kontrolnego do drugiego, walcząc przy okazji z napotkanymi przeciwnikami i zdobywając terytorium. System walki został mocno uproszczony i sprowadza się do wyprowadzania kolejnych kombinacji wyświetlanych w podpowiedziach na ekranie. Chociaż oglądanie wciąż tych samych animacji ciosów jest monotonne, to samo sterowanie jest bardzo intuicyjne. Przeprawa przez tereny pełne wrogich jednostek i odpieranie ich nieustannych ataków na myśl przywołuje serię Dynasty Warriors. Graficznie tytuł ten prezentuje się w miarę przyzwoicie. Na nic jednak zdają się te kosmetyczne zabiegi, bowiem po pewnym czasie ogarnia nas wszechobecna nuda. Powód jest prosty - rozgrywka szybko przemienia się w jedno wielkie naciskanie przycisków na oślep.

Łaskawie producenci postanowili uratować sprawę oferując nam cztery standardowe klasy postaci, możliwość przejęcia kontroli nad filmowymi bohaterami, a nawet rozmaitymi stworami (np. Drzewcami). Podstawowe jednostki, jakimi najczęściej przyjdzie nam się poruszać, dzielą się na wojowników, łuczników, magów oraz skrytobójców. Każda z wymienionych klas posiada unikalne umiejętności, które pomagają urozmaicić rozgrywkę. Wojownicy to standardowo najbardziej "przypakowani" jegomoście, którzy potrafią zadawać śmiertelne ciosy przy pomocy swoich mieczy, przez co idealnie sprawdzają się w bezpośredniej walce. Łucznicy zwykle stoją na tyłach, z dala od prawdziwej rzeźni, gdzie używając serii zatrutych i podpalonych strzał starają się wspierać w boju dzielnych piechurów. Czarodzieje do walki z przeciwnikami wykorzystują siły natury, takie jak błyskawice czy ogień, ale to nie wszystko, bowiem mogą oni także używać niewidzialnej tarczy oraz leczenia, które chronią sprzymierzeńców przed rychłą śmiercią. Skrytobójcy z kolei stosują niewidzialność do zajścia wrogich jednostek od tyłu i zadania krytycznych ataków. Mogą oni także miotać granatopodobnymi garnkami z ogniem lub też niczym wojownicy wyprowadzać finezyjne kombinacje przy pomocy dwóch sztyletów.

W miarę zaliczania kolejnych zadań uzyskujemy dostęp do nowej klasy: bohaterów. W trakcie całej gry będziemy mogli wcielić się w między innymi Aragorna, Gandalfa czy też Króla Nieumarłych, a nawet samego Saurona. Umiejętności tych "nadwojowników" - wzorem wyżej wymienionych klas - różnią się od siebie w zależności od profesji bohatera. Główna różnica pomiędzy jednostkami ze standardowych klas a bohaterami jest taka, że ci drudzy dominują na polu bitwy, a do ich powalenia potrzebna jest spora ilość przeciwników.Żeby tego było mało, otrzymujemy także możliwość prowadzenia walki na grzbietach takich stworzeń, jak konie, warg, czy olifanty, a także przejmowania kontroli nad gigantami, np. trollami czy entami. Kierowanie tymi rozmaitymi jednostkami odświeża monotonną rozgrywkę i ciężko nie zachwycić się tym, jak bardzo różnią się w prowadzeniu poszczególne klasy. Tutaj punkt dla producenta!

Przechodzenie gry poziom po poziomie może stać monotonne. Przede wszystkim dzieje się tak dlatego, że obie kampanie (dobra i zła) są w mniejszym lub większym stopniu identyczne. Oczywiście ratowanie hobbitów przed okrutnymi orkami początkowo daje pewną satysfakcję, ale po chwili staje się chlebem powszednim. W gruncie rzeczy uczestniczenie w obu kampaniach, jest jak udział w grze wyścigowej, która oferuje 20 rozmaitych tras, z czego połowa stanowi odwrócone wersje.

Kolejnym problemem jest sama rozgrywka, która choć nie jest zbyt wymagająca, to potrafi bardzo frustrować podczas samodzielnej gry. Głównym powodem takiego stanu rzeczy są nieodpowiednio zbalansowane jednostki przeciwnika i słaba sztuczna inteligencja naszych sojuszników. Na wyższych poziomach trudności, samotni gracze powinni przywyknąć do ciągłego powtarzania poziomów, dopóki w końcu nie nastąpi jakiś przełom w walce.

Największą bolączką jest jednak to, że przyjaźni nam wojownicy nie zachowują się w sposób, który pozwalałby nam wykorzystać specjalne umiejętności cechujące kierowaną postać. Wybierając łucznika lub maga, przeważnie marzy nam się jakaś ochrona, która nie dopuści do nas wrogów. Niestety, absolutnie nie możemy liczyć tu na naszych sprzymierzeńców, bowiem zajęci są oni bezmyślnym rozbieganiem się we wszystkie strony i atakowaniem kogo popadnie. Najlepszym rozwiązaniem w tym przypadku jest dobranie sobie odpowiedniego kompana, żywą osobę, z którą będziemy mogli wprowadzać w życie wymyślone wcześniej taktyki i strategie. A trzeba przyznać, że tytuł ten wyróżnia się doskonałą funkcjonalnością jeśli chodzi o grę na podzielonym ekranie.

Jako miłośnik trylogii wydanej w formie książek oraz filmów, musze podkreślić, że producent mocno "podkoloryzował" aspekt magii obecnej w obu adaptacjach. Pomysł na obdarzenie nieokrzesanych orków tajemniczymi mocami czy udostępnieniem zwykłym wojownikom zaklinania swojego oręża i wyprowadzania nim magicznych ataków nieco odbiega od kanonu Świata Śródziemia przedstawionego w książkach i filmach. Jednak pomimo tej niezgodności, zabieg wzbogaca doznania i nieco bardziej angażuje do walki.

Rozgrywka wieloosobowa okazała się wolnym od lagów, stabilnym trybem, w którym jedynym problemem jest znalezienie odpowiednich sprzymierzeńców. Gracze mogą wybrać pomiędzy Drużynowym Deathmatchem, tytułowym Podbojem oraz opcją Capture the Ring. Podczas gdy Drużynowy Deathmatch jest na tyle oczywistym trybem, że nie trzeba go tłumaczyć, Podbój przeciwstawia drużyny przeciwko sobie i polega na zdobyciu i utrzymaniu kontroli nad większą ilością punktów zbiorczych. Drużyna, która pierwsza uzyska z góry określony wynik, wygrywa. Podobnie jest z Capture the Ring, który jest wariacją trybu Capture the Flag, gdzie nasza drużyna zdobywa punkty za objęcie kontroli nad Pierścieniem. Wszystkie wyżej wymienione typy rozgrywki sprawiają mnóstwo zabawy, ale nie da się ukryć, że do pełni szczęścia brakuje tu większej ilości opcji. Cała nadzieja w dodatkach, które może w przyszłości wprowadzą mały powiew świeżości do rozgrywki wieloosobowej.

Osobiście przypadło mi do gustu to wirtualne odzwierciedlenie świata stworzonego przez J.R.R. Tolkiena. Pomimo słabych tekstur i detali, otoczenie i pola walk są rozległe i dosyć interesujące. Nie zmienia to jednak faktu, że oczekiwanie na wciąż te same, niekończące się animacje ciosów zaczyna drażnić po pewnym czasie. Graficznie obyło się bez fajerwerków. Na szczęście oprawa dźwiękowa, przygotowana przez Howarda Shore, idealnie wpasowała się w klimat gry. Podsumowując, trzeba przyznać, że producentowi udało się w pewnym stopniu uchwycić wygląd, dźwięk, a co za tym idzie klimat Władcy Pierścieni wykreowanego przez Petera Jacksona.

Władca Pierścieni: Podbój to lekki i przyjemny tytuł, które powinien zainteresować szczególnie najbardziej zagorzałych fanów (w szczególności tych młodszych). Jeśli oczekujecie czegoś poza bezmyślnym klepaniem w przyciski, to oprócz nieskomplikowanej i miejscami frustrującej rozgrywki nie znajdziecie w tym produkcie nic więcej. Poza bardzo dobrym trybem gry wieloosobowej na podzielonym ekranie oraz opcjom gry online, Podbój nieznacznie odróżnia się od gier wydawanych 5 lat temu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje