The Expendables 2 : Videogame

Och, jak my uwielbiamy się znęcać. A jednym z najlepszych obiektów do tego rodzaju aktywności są zdecydowanie gry wideo na podstawie filmów. W szczególności takie, jak The Expendables 2.

To adaptacja obrazu kinowego znanego w naszym kraju jako "Niezniszczalni 2". Wiecie, tego, w którym występują chyba wszystkie największe gwiazdy kina akcji - Van Damme, Schwarzenegger, Stallone, Willis, Norris... Trudno się było po nim spodziewać wybitnego dzieła, którym w ani jednym promilu się nie okazał, a tym bardziej nie mogliśmy tego oczekiwać po grze na jego podstawie. Chyba nie ma osoby, która decydowałaby się na jej zakup z nadzieją, że przeżyje wirtualną przygodę życia.

Jeśli miałbym ocenić, kto sięgnie po The Expendables 2, nie powiedziałbym na pewno, że są to gracze, którym zależy (przynajmniej w danym okresie) na wyjątkowo głębokiej fabule czy rozbudowanym systemie rozwoju postaci. Chodzi im raczej o pełne adrenaliny strzelanie, opatrzone całym mnóstwem graficznych wodotrysków, bez jakichkolwiek wstawek logicznych czy fabularnych. W takiej sytuacji The Expendables 2 wygląda na teoretycznie dobry wybór, ale - niestety - w praktyce okazuje się być strzałem niczym kulą w płot. Tak kiepskiej gry akcji nie widziałem już dawno. A widziałem ich naprawdę wiele...

Reklama

W The Expendables 2 czeka na nas dwadzieścia etapów, rozgrywających się - podobnie jak poszczególne części filmowego pierwowzoru - w różnych zakątkach świata. Przyjdzie nam strzelać w Somalii, w Birmie czy na Bałkanach. W misjach jednocześnie bierze udział czwórka bohaterów, co - jak się pewnie domyślacie - pozwala na wspólną zabawę wraz z trójką innych śmiałków (i to dosłownie, bo kto bez zapędów masochistycznych chciałby brać w tym udział?). Naszym celem jest eliminowanie całych hord przeciwników przy użyciu różnego rodzaju sprzętów, karabinów czy granatów. Nic skomplikowanego. Ani przyjemnego.

W zamyśle studia Zootfly The Expendables 2 miało być oldschoolową strzelanką, w której brniemy naprzód małym żołnierzykiem i strzelamy do wszystkiego, co się rusza. Pomimo że czasy się zmieniły, taka konwencja wciąż potrafi bawić, czego wiele przykładów znajdziemy na Steamie, w Xbox LIVE czy w PlayStation Network. Ale nie tutaj. Autorzy tego... czegoś popełnili tyle błędów, że jakakolwiek przyjemność, którą można by czerpać, przemierzając Birmę czy Somalię z giwerami w dłoniach, płonie w ogniu beznadziejności.

Przede wszystkim spartaczono to, co chyba najważniejsze, a więc system celowania. Ten opracowany przez Zootfly nie pozwala na jakąkolwiek precyzję, przez co frustracja dopada nas tutaj szybciej niż Stallone w ringu (aj, to nie ten film). Na ekranie widać niewielki celownik, ale on w niczym nie pomaga. Pociski, które wylatują z naszej broni, latają jak chcą i ciągle musimy liczyć na łut szczęścia. A o ten naprawdę trudno - jeśli liczysz na to, że trafisz akurat w to miejsce, w które chcesz trafić... to najprawdopodobniej w nie nie trafisz.

Sterowanie nadaje się do kosza. Lewą gałką poruszamy się bohaterem, a prawą celujemy... przepraszam, próbujemy celować w przeciwników. Przy całym harmiderze, który ma miejsce na ekranie (tysiące wrogów, dziesiątki wybuchów etc.), to już jest sporo. A do tego musimy jeszcze cały czas trzymać przycisk odpowiedzialny za strzelanie czy zmieniać broń. Już zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby nasza postać strzelała automatycznie, bez przerwy. Podobnie jak w wielu oldschoolowych strzelankach tego typu, którym Zootfly starało się dorównać.

Żeby jeszcze przemierzanie kolejnych lokacji dawało coś więcej niż kolejne, bliźniaczo podobne strzelaniny, to jeszcze można by było z The Expendables 2 spędzić wieczór czy dwa. Mam na myśli - na przykład - ciekawe przerywniki filmowe, zabawne gagi czy różnorodne zadania. Na nic takiego nie liczcie. Jeśli macie nadzieję na jakąkolwiek zabawę, idźcie lepiej do kina. Cutscenek wartych uwagi w "growych" The Expandables 2 po prostu nie ma. Zabawne gagi, nawet jeśliby się pojawiły, to nie miałby ich kto wypowiadać - Stallone, Willis, Norris i cała reszta gwiazdorów (poza Lundgrenem w zasadzie) nie zdecydowali się użyczyć swoich głosów (i nie ma się im co dziwić).

A co do samych misji, są one nudne niczym oglądanie Willisa na billboardzie Sobieskiego przez 24 godziny bez przerwy. Cały czas idziesz i strzelasz, idziesz i strzelasz, idziesz i strzelasz - bez żadnych dodatkowych atrakcji czy zachęcających projektów lokacji. Gdyby jeszcze to chodzenie i strzelanie sprawiało jakąkolwiek radość, to w porządku, ale o tym, jakie ono jest, już pisałem i nie zamierzam pisać ani słowa więcej. Dosyć.

Plusy:

+ hmm... twarz Stallone'a u dołu ekranu?

Minusy:

- nuda zżerająca aż do szpiku kości

- frustrujące do reszty celowanie

- sterowanie opracowane z myślą o kosmitach

- aktorzy zrezygnowali z podkładania głosów (nic dziwnego)

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama