Sleeping Dogs

Główny bohater Sleeping Dogs, policjant działający pod przykrywką, nie może się wyróżniać, chcąc przeżyć. A sama gra? Cóż... podąża śladem głównego bohatera. Także niczym się nie wyróżnia.

Ci z was, którzy nie śledzą na co dzień nowinek z branży gier wideo, mogą w ogóle nie kojarzyć takiego tytułu, jak Sleeping Dogs. O wiele więcej powinna wam powiedzieć nazwa True Crime: Hong Kong. To w zasadzie jedna i ta sama gra. Przypomnijmy bowiem, że prace nad True Crime: Hong Kong zostały pod sam koniec anulowane. Wydawca, firma Activision, nie był zadowolony z jakości produkcji. Wówczas na horyzoncie pojawił się wybawca - Square Enix. Wywodzący się z Japonii koncern odkupił od Acti to, co z gry zostało, a następnie dokończył po swojemu. A że nie odkupił praw do marki True Crime, został zmuszony do zmiany tytułu gry. Padło na Sleeping Dogs.

Reklama

Historię gry już znamy, poznajmy teraz historię jej głównego bohatera. Jest nim niejaki Wei Shen - urodzony w Japonii, ale wychowany w Stanach Zjednoczonych policjant. Po latach powraca do ojczyzny, by zająć się rozpracowaniem tokijskiej mafii. Ma to zrobić jako tajniak - nie może więc przesadzać jako gangster, ale i jako policjant, bo cała akcja legnie w gruzach, a on prawdopodobnie zginie. Pomysł ani trochę innowacyjny, ale nieźle poprowadzony. Bez hollywoodzkiego polotu, którego można by po takiej grze oczekiwać, ale ciekawie i momentami bardzo interesująco. I to ciągle dźwięczące w głowie pytanie: "jak to się wszystko skończy?".

Sama gra łączy w sobie elementy znane z kilku popularnych serii, takich jak Grand Theft Auto czy Yakuza (inspiracje tymi dwoma cyklami są tu najbardziej widoczne). Mamy tu więc do czynienia ze składanką paru elementów: bijatyk, strzelanin, jazdy samochodem czy różnorakich minigierek. Każda z tych części składowych została opracowana w sposób satysfakcjonujący, bez polotu i innowacyjności. A więc nie można zbytnio narzekać, jest nieźle, ale nie znajdziecie tu niczego, czego nie spotkalibyście w innych grach - i do tego lepiej wykonanego. Bijatyki są dynamiczne i całkiem płynne, ale ustępują takiemu Batmanowi: Arkham City. Pościgi samochodowej sprawiają frajdę, ale tutejszy model jazdy ustępuje chociażby temu z Grand Theft Auto IV, nie wspominając nawet o prawdziwych "ścigałkach". Strzelaniny zostały nieźle opracowane, ale pojawiają się dość późno. Jak widać - w każdym przypadku jest jakieś "ale".

Sleeping Dogs zostało osadzone w otwartym świecie. Misje - zarówno fabularne, jak i poboczne - zostały "rozrzucone" po mieście i widzimy je cały czas na mapie. Kolejność ich wykonywania jest oczywiście do pewnego stopnia dowolna. Zadania są ciekawe, przed każdym oglądamy filmowe wprowadzenie, choć ich konstrukcja mogłaby być ciekawsza. Każda misja to mix opisanych w poprzednim akapicie elementów, bez większych urozmaiceń. Poza misjami fabularnymi możemy też wykonywać rozmaite zadania poboczne i bawić się minigierkami w stylu karaoke.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze rozwój postaci, który chyba najbardziej wyróżnia Sleeping Dogs na tle podobnych jej gier. W każdej misji, w której bierzemy udział, zbieramy punkty doświadczenia, które możemy przeznaczyć na nowe umiejętności. Te z kolei zostały podzielone na policyjne oraz mafijne. Możemy na przykład zwiększyć siłę zadawanych ciosów czy - odwrotnie - poprawić naszą odporność na ataki. Z czasem uczymy się także dodatkowych ciosów i ich kombinacji, odnajdując "na mieście" specjalne statuetki. Każda z nich to jeden punkt, który możemy przeznaczyć na odkrycie kolejnego ataku.

Sleeping Dogs - jak na produkcję przez pewien czas zapomnianą i niemal wyrzuconą na śmietnisko dla gier - prezentuje się dobrze. Postacie poruszają się płynnie, otoczenie jest pełne szczegółów, kolory przykuwają wzrok do ekranu telewizora. O wiele lepiej jest z oprawą audio, która przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom hip-hopu, choć nie tylko.

Niczym się nie wyróżnia, ma pewne braki (chociażby w kwestiach technicznych), jej twórcy nie wykazali się polotem, ale i tak gra się w nią przyjemnie, a momentami nawet bardzo przyjemnie. Ciekaw jestem, w jakim stopniu Square Enix Games zmieniło tę produkcję po przejęciu jej od poprzedniego dewelopera. Jeśli niewiele, zacząłbym się zastanawiać, dlaczego Activision z niej zrezygnowało. W końcu wydawało już o wiele gorsze gry...

Plusy:

+ otwarty świat

+ widowiskowa reżyseria

+ rozwój postaci

+ wszystkie elementy rozgrywki na co najmniej niezłym poziomie

Minusy:

- wszystkie elementy rozgrywki na co najwyżej niezłym poziomie

- niczym szczególnym się nie wyróżnia

- ma pewne braki (m.in. techniczne)

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama