Reklama

Driver 4: Parallel Lines

Życie gangstera na nowo nabrało rumieńców. Za oknem pojawiła się wiosna, "dziuple" przez zimę powiększono, "klamki" podobno potaniały, a hawajskie koszule i ciemne okulary zagościły na okolicznych straganach...

Gdyby nie seria "Driver", już dawno przestalibyśmy patrzeć w ten sposób na otaczający nas świat...

Nie myliłem się...

Kilka miesięcy temu po raz pierwszy przedstawiłem Wam nadchodzący tytuł, jakim jest najmłodsze dziecko Reflection, czyli "Driver: Parallel Lines". Pisałem o nowościach, usprawnieniach i kilku rewolucjach. Teraz, po mocnym zaznajomieniu się z pełną wersją tejże gry, mogę ze spokojem oznajmić, że jestem usatysfakcjonowany. Nowy "Driver" ponownie ma szansę zarządzić...

Każda historia ma swego bohatera

Tanner odszedł, a jego miejsce zajął młody i ambitny The Kid. Uzbrojony w długie, kruczoczarne włosy, gustowne dzwony, błyszczące "glasy" i nietuzinkową skórkę prosto ze wsi, postanawia zarządzić Nowym Jorkiem. Oczywiście nie jest to tak łatwe, jakby się mogło wydawać - wyrzucanie śmieci sąsiadce, ciężka praca na zmywaku - to nie wypada takiemu "księciu" jak my. Zamiast tego lądujemy w ciężkich i gangsterskich klimatach lat osiemdziesiątych, gdzie prawo przemocy i złotego strzału stanowi podstawę naszego istnienia.

Nowa receptura

W kwestii konstrukcji poszczególnych zadań nie wiele się zmieniło od poprzedniej części. Na mapie mamy zaznaczone miejsce odebrania zadania, następnie zostaje wskazany cel misji i wszelkimi dostępnymi środkami musimy je wykonać. Tak jak miało to miejsce w poprzedniczce, w czasie zwiedzania miasta czy wykonywania zadania w każdej chwili możemy wysiąść z auta, znaleźć nowy środek transportu i kontynuować szaleńczą zabawę. Wystarczy podejść do wybranego pojazdu, wysadzić "zdziwionego" właściciela i spokojnie mu podziękować za okazaną współpracę. Oprócz tego w tętniącym życiem Nowym Jorku świetne fury często "parkują samotnie" na poboczach, chodnikach, parkingach i strzeżonych placach. Wystarczy trochę się rozejrzeć i trafić na prawdziwe cudeńko.

Jako że są to późne lata osiemdziesiąte, na drodze królują prawdziwe krążowniki. Bujające się na każdej nierówności, wzbogacone o potężne silniki, skrzydła i gustowne wzory na lakierze, wspaniale reklamują ówczesny charakter amerykańskiej motoryzacji. Oprócz zwykłych furek i ścigaczy możemy "nielegalnie przywłaszczyć" ciężarówki, autobusy, taksówki, a nawet motory! Każdy z pojazdów może pochwalić się naprawdę bardzo dobrym i efektownym modelem jazdy. Bujające się zawieszenie, przepiękne poślizgi i odpadające kołpaki. Na to właśnie czekaliśmy od czasów pierwszej i najlepszej części.

Kolejnym i mocno wywracającą uniwersum "Drivera" elementem jest możliwość strzelania w czasie jazdy. The Kid, po zaopatrzeniu się w odpowiednią dla jego zapotrzebowania "pukawkę" (jest ich kilka rodzajów), gustownie wychyla się przez okno i "lockując" się na wybranym celu zaczyna sypać gradem pocisków. Patent ten opracowano bardzo profesjonalnie i dzięki ogromnemu wyczuciu programistów nie doświadczymy tu żadnych błędów oraz wpadek. Łatwo namierzamy przeciwnika, zmieniamy obiekt i oddajemy strzały, równocześnie kierując pojazdem. Poza tym większość misji przygotowanych jest właśnie pod ten patent, mocno podkręcając adrenalinę podczas wykonywania poszczególnych zadań. Pościg przy asyście kilku radiowozów, uciekający i zajadle ostrzeliwujący nas członek konkurencyjnego gangu, wymiana ognia i ktoś ląduje w plastikowym worku. Mocny, bardzo filmowy i tym samym rajcujący klimat.

Same zadania to standardowy wachlarz gangsterskiego życia. Jako prawdziwy "Driver" musimy gdzieś, kogoś lub coś zawieźć, staranować dany obiekt, samochód i zwyczajowo popychać fabułę w stronę nieuniknionego końca. Na szczęście oprócz głównej osi scenariusza mamy szereg wielu misji pobocznych. Podobnie jak w poprzednich częściach, możemy podwieźć danego delikwenta w określonym czasie, ale i wziąć udział w nielegalnych wyścigach na ulicach Nowego Jorku lub specjalnie do tego przygotowanych torach. Ba, są nawet misje rodem "Destraction Derby", dzięki którym "natrzepiesz" naprawdę sporo "kasiory". Po co Ci ona? A jak myślisz? Kiedy już dojrzejemy do jednego, ulubionego wozu, czas na większe "pieszczoty". Reflection, idąc po rozum do głowy, postanowiło uatrakcyjnić nie tylko kontakt z poszczególnymi misjami, ale i samej jazdy wszelkimi autkami. Dzięki kasie zarobionej na kolejnych zleceniach możemy "dopakować" naszą furę na wszelkie sposoby. Nowy Jork posiada kilka garaży, w których czeka na nas pełna "undergroundowa" oferta. Począwszy od mocy silnika, wagi samochodu, nitro, rodzaju opon, zawieszenia, a na kosmetyce kończąc. Pomyślcie sami - stworzyć własnego, w ówczesnym stylu"muscle car", potwora. Bajka...

Oprócz misji, strzelanin z gangolami, kraks, kradzieży nowych autek i ich dopieszczaniu przyjdzie nam się zmierzyć z największymi "czarnymi bohaterami" tej produkcji. Panowie policjanci, znani również jako "pałkersi", mocno "wrzucili na masę" od poprzedniej części. Nie znają litości, zwątpienia i "zwietrzałych pączków". Wystarczy fałszywy ruch, kiepski manewr i szykuj się na prawdziwą, drogową apokalipsę. Najpierw wzywanie wsparcia, określenie Twojego położenia, następnie seria po lakierze, taranowanie Twojego autka, a na policyjnym śmigłowcu i oddziałach S.W.A.T. kończąc. Jest ciężko, zróżnicowanie i bardzo dynamicznie. Brawo!

Czasami przyda się trzęsienie ziemi...

Jakie było moje zdziwienie, kiedy po kilku mocnych godzinach grania, zdobyciu mocnego zaplecza, kasy, samochodów i wkupieniu się w łaski lokalnego bossa, "Driver" Parallel Lines" się dla mnie skończył. Oczywiście nie dosłownie, ale cały dotychczasowy świat przestał dla mnie istnieć. Otóż The Kid nagle zostaje zdradzony przez swoich współziomków i ląduje w "pace" na dwadzieścia osiem lat odsiadki! Mocne prawda? Szok i totalna dezorientacja. Na nasze szczęście The Kid to nie w "kiche kopany" jegomość i - obiecując zemstę na wszystkich, którzy maczali ręce w tym strasznym występku - wychodzi na wolność...

Mamy więc rok 2005. Nowoczesne i błyszczące czterokołowce, schludnie i elegancko poubierani przechodnie, współczesna architektura i stare, nie cierpiące zwłoki rachunki do wyrównania. Oczywiście gra w swoim szkielecie nie ulega większym zmianom, to dzięki tak pomysłowej przemianie środowiska otrzymujemy w rezultacie dwie osobne produkcje.

Bujne AFrO na głowie

Nowy "Driver: Parallel Lines" wygląda ładnie, lecz są w nim pewne niedociągnięcia. Horyzont sięga znacznie dalej niż miało to miejsce w "Driv3rze", nie uświadczymy tu niewidzialnych przeszkód i ścian, a architektura i wystrój Nowego Jorku to bardzo dobrze przygotowane areny ulicznej batalii. Mnóstwo tu wielkich skrzyżowań, estakad, placów, wieżowców, osiedli, bocznych uliczek, boisk, garaży, ale i potężna ilość pojawiających się pojazdów oraz przechodni. Od razu widać, iż silnik mocno uległ "liftingowi", niemniej jednak technicznie nie zachwyca. Stałe 25 klatek na sekundę to nie wszystko, aby poruszyć gracza wychowanego na "GTA: San Andreas", "Burnout Revenge" czy "Gran Turismo 4". Za mało tu graficznego przepychu, efektów i artyzmu. Nie zrozumcie mnie źle - od czasów "Suntmana" oraz "Driv3ra" jest znacznie, znacznie lepiej, ale ciężko mówić o "Parallel Lines", iż gra jest wyjątkowo ładna. Ot, takie pozytywne rzemiosło.

Trochę tego za mało...

Nowy "hit" ekipy Reflection nie zachwyca, ale na pewno oferuje sporo zabawy, a tym samym nadziei na lepsze jutro. Pozbycie się uciążliwych błędów, dopracowanie znanych patentów i wprowadzenie kilku nowości do serii bardzo skutecznie uatrakcyjniły "radochę" czerpaną z "szarpania" w tą grę. Możliwość "tunningowania" naszych aut, poboczne zadania, klimatyczny desing poszczególnych epok, ciężki, filmowy klimat i gdyby nie obecność dość średniej oprawy wizualnej, ocena końcowa byłaby o wiele wyższa. Z drugiej jednak strony, patrząc na nową formę "Drivera", martwi mnie trochę zbyt duże podobieństwo do najnowszej odsłony "Grand Theft Auto". Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, iż obie produkcje poruszają dość podobny temat, jednak utrata własnego, odrębnego i charakterystycznego stylu nie powinna mieć miejsca. Zwłaszcza pierwszy kontakt z "Parallel Lines" trochę zbyt mocno trąca nieudaną próbą kopiowania niedoścignionej serii ekipy Rockstar, lecz mimo to "Driver: Parallel Lines" to dobry, a nawet dla niektórych bardzo dobry tytuł. Gratulacje dla Panów z Reflection - w końcu wyszli na prostą...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy