Reklama

Brothers In Arms: Hell's Highway

O jeden most za daleko. Nazwa ta nie została wybrana przypadkowo. Odnosi się bowiem do operacji Market Garden, największego w historii desantu powietrznego, mającego na celu zdobycie trzech holenderskich mostów.

Powodzenie misji znacznie przyspieszyłoby marsz aliantów w głąb Niemiec i wcześniejsze zakończenie wojny. Niestety, zła pogoda, zbyt mała liczba maszyn transportowych oraz duża liczebność oddziałów niemieckich spowodowały, że operacja zakończyła się kompletną klapą. Korytarz mający przyczynić się do wcześniejszego zaprzestania walk okazał się dla spadochroniarzy "Piekielną Autostradą".

Powrót do przeszłości

W trakcie rozgrywki ponownie wcielimy się w postać starszego sierżanta Matthew Bakera, czyli głównego bohatera pierwszej części serii. Gracz będzie sprawował kontrolę nad drużyną zwiadu, wchodzącą w skład amerykańskiej 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej. W czasie walk nie będziemy jednak zdani jedynie na własne siły. Podobnie jak w poprzednich częściach serii Baker może w każdej chwili skorzystać ze wsparcia innych drużyn, przebywających na polu bitwy. Autorzy chcieli jeszcze bardziej rozwinąć tę koncepcję, dzięki czemu otrzymamy możliwość wezwania szczególnego rodzaju pomocy. Chodzi konkretnie o oddziały z cięższym sprzętem, takim jak bazooki, moździerze i karabiny maszynowe. Dzięki temu łatwiej nam będzie przygwoździć oponenta do ziemi, rozprawić się z niemieckimi czołgami lub wyeliminować dobrze okopanego strzelca.

W przeciwieństwie do wielu strzelanin osadzonych w czasach drugiej wojny światowej, w Brothers in Arms dużą rolę ponownie odegra taktyka. Nie chodzi tutaj jednak o tak prozaiczne sprawy, jak wybór właściwej broni, ale przede wszystkim o zarządzanie oddziałami. Tylko przy odpowiednim pokierowaniu naszymi ludźmi możemy liczyć na odniesienie sukcesu w poszczególnych zadaniach. Aby element ten był jak najbardziej realistyczny, twórcy postanowili zatrudnić przy produkcji Johna Antala - amerykańskiego pułkownika zajmującego się taktyką wojskową. W czasie prac nad grą konsultowano się także z Georgem Koskimaki. Ten amerykański historyk został wybrany nieprzypadkowo. Opisał on bowiem przebieg operacji Market Garden w swojej książce pod tytułem... Hell's Highway. Ekipa z Gearbox Software odwiedziła także i tego pana, żeby w jak najwierniejszy sposób pokazać graczowi przeżycia żołnierzy z czasów wojny.

Reklama

Na wojnie nie ma tak dobrze

Kontrowersje może natomiast budzić sposób ukazania emocji. Autorzy chcą bowiem przedstawić je w iście filmowym stylu. Oby tylko nie przesadzili z tą konwencją i nie tworzyli nostalgicznych obrazów z potokami łez, które tak często towarzyszą amerykańskim produkcjom wojennym. Żadnych zastrzeżeń nie można mieć natomiast do rozwiązania śmierci naszych kompanów. Jeśli gracz przywiązał się do któregoś z towarzyszy i jest mu żal z powodu jego zgonu, to może spróbować jeszcze raz powtórzyć dany fragment rozgrywki. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby kontynuować kampanię. Były sojusznik z czasem zostanie zastąpiony przez nowego żołnierza.

Sam sposób prowadzenia działań wojennych nie zmieni się w stosunku do poprzednich części serii. Nadal będziemy dysponować kilkoma rozkazami, które wydaje się, najeżdżając na wybrany obszar myszką i wciskając odpowiedni klawisz. W ten prosty sposób możemy przemieścić naszych kompanów lub kazać zaatakować przeciwnika. Wiele osób, które zetknęły się z poprzednimi częściami serii, zarzucało im statyczność walk i sporą dozę schematyczności. W większości przypadków należało bowiem ostrzelać oponenta tak, aby nie mógł się on poruszyć, a następnie obejść go drugim oddziałem z boku i wyeliminować go z flanki. Tym razem asortyment rozwiązań ma być znacznie szerszy, a sama rozgrywka dużo bardziej dynamiczna. W grze będzie bowiem można niszczyć otoczenie. Dlatego też, jeśli Niemcy ukryją się na przykład za drewnianym płotem, to wystarczy jedna seria po sztachetach, aby posłać do piachu cały oddział oponentów. Naturalnie, rozprawianie się z kamiennymi murami lub workami z piaskiem będzie wymagało odpowiednio cięższych rodzajów broni, takich jak bazooki lub granaty. Wydaje się więc, że przedłużające się niemiłosiernie pojedynki strzeleckie odejdą do lamusa.

Diabeł tkwi w szczegółach

Autorzy chcą także wprowadzić szereg drobniejszych ulepszeń. Poprawiona zostanie także sztuczna inteligencja żołnierzy naszych i wroga. Ci ostatni mają zachowywać się zupełnie naturalnie i na przykład swobodnie przechadzać się po terenie, a nie, jak ma to miejsce w innych strzelaninach, czekać na gracza z wycelowaną bronią w jednym miejscu. Przy odpowiednim ustawieniu oddziału możliwe stanie się więc pełne zaskoczenie wroga. Oprócz tego na dostępnych trailerach widać opcję przylegania do przeszkód, podobną do z tej z Gears of War. Rozwiązanie to znacznie ułatwi prowadzenie ognia z kryjówek. Twórcy wspominają też o wyeliminowaniu irytujących elementów, które pojawiły się w poprzednikach. Za przykład podali problemy z celnym prowadzeniem ognia. W teorii miało to zwiększyć realizm, a w praktyce okazało się prawdziwą mordęgą. Te i podobne usterki zostaną w Hell's Highway wyeliminowane.

Przewodnik poszukiwany

Odwzorowywanie prawdziwych miejsc w grach wideo nie jest już niczym nowym. Nie dziwi więc fakt, że z możliwości tej skorzystano w przypadku Hell's Highway. Aby jak najlepiej ukazać wszelkie tereny i miasta, w których toczono walki w trakcie operacji Market Garden, autorzy postanowili dotrzeć do zdjęć lotniczych i naziemnych z czasów wojny. Przeprowadzona w ten sposób wirtualna rekonstrukcja jest ponoć tak szczegółowa, że można na jej podstawie układać wycieczki krajoznawcze. Abstrahując już od poziomu zgodności świata wirtualnego z realnym, należy zaznaczyć, że oprawa graficzna i dźwiękowa sprawiają świetne wrażenie. Jest to pierwsza część serii tworzona z myślą o konsolach nowej generacji i widać to niemal na każdym kroku. Szczegółowe i realistyczne modele postaci, przykuwające oko elementy otoczenia oraz niezwykle widowiskowe eksplozje składają się na obraz jednej z najefektowniejszych strzelanin. Oby tylko wrażenia z samej gry pokrywały się z tym co widzieliśmy w trailerach.

Brothers in Arms: Hell's Highway to z pewnością jedna z ciekawiej zapowiadających się pozycji o drugiej wojnie światowej. Sporo nowości, wyeliminowanie starych błędów i świetnie przedstawiająca się oprawa audio-wizualna pozwalają przypuszczać, że kolejna część serii okaże się lepsza od poprzedników. Jest tylko jedno ale. Czemu w grze nie pojawiają się Polacy, którzy odegrali sporą rolę w tej historycznej operacji?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje