Need for Speed: Most Wanted

Need for Speed zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz mamy do czynienia z realistycznym symulatorem, raz ze "ścigałką" z...

...fabułą, a innym razem z zupełnie otwartymi wyścigami w wydaniu społecznościowym. Ten ostatni opis odnosi się do Need for Speed: Most Wanted, najnowszej odsłony serii, przedstawionej podczas tegorocznych targów E3. Gra nie będzie przypominać ani ostatniej odsłony (Need for Speed: The Run), ani przedostatniej (Shift 2: Unleashed). Pracuje nad nią studio Criterion, co dla wszystkich graczy znających się na rzeczy powinno być jasną sugestią, że produkcja będzie tak naprawdę Burnoutem, tyle że pod inną nazwą.

W Need for Speed: Most Wanted nie będzie trybu kariery jako takiego ani tym bardziej fabuły. Gra będzie zręcznościową "ścigałką", osadzoną w otwartym świecie i z silnym naciskiem na aspekty społecznościowe. Przeniesiemy się w niej do ogromnej metropolii, pełnej skorych do ścigania się kierowców, jak również policjantów wyznaczonych do tego, by tonować ich zapędy. Bawić się będziemy mogli samotnie, ale rozgrywka nabierze prawdziwych rumieńców dopiero w multiplayerze. W grze nie zabraknie oczywiście doskonale już znanej funkcji Autolog (w wersji 2.0), choć dokładnie nie wiadomo, co nam ona tym razem zaoferuje.

Reklama

Jak dokładnie będzie wyglądać zabawa w Need for Speed: Most Wanted? Podczas swobodnej jazdy po wspomnianej metropolii będziemy regularnie napotykać okazje do wzięcia udziału w jakiejś konkurencji. Jadąc danym odcinkiem, w prawym dolnym rogu wyświetlą się czasy, jakie osiągnęli na nim nasi znajomi. Jeśli będą lepsze od naszych, gra zasugeruje nam próbę ich pobicia. Rzecz jasna, ścigać się będziemy nie tylko ze znajomymi, ale również z obcymi graczami. Wraz z innymi kierowcami będziemy otrzymywali namiary na wyścig - kto z nas dojedzie wcześniej na miejsce, ten wystartuje z lepszej pozycji.

Criterion przygotowuje kilka różnorodnych rodzajów wyścigów. Do tej pory dowiedzieliśmy się o sprincie z punktu A do punktu B, wyścigu drużynowym, rajdach typu speed trap (osiągnij jak najwyższą prędkość w wyznaczonym punkcie), a także o... skokach z rampy. Chociażby po tym ostatnim widać, że Need for Speed: Most Wanted może się zamienić w Burnout Paradise, tylko że pod inną nazwą i z udziałem licencjonowanych samochodów.

Co do tych ostatnich, można się spodziewać wśród nich maszyn z najwyższej półki. Póki co na screenach i materiałach wideo zobaczyliśmy takie fury, jak Lamborghini Aventador, Porsche 911 Carrera S, Nissan GT-R R35, Ford Mustang Boss 302 czy BMW M3 Coupe. O tę kwestię nie powinniśmy się obawiać. Podobnie jak o oprawę, która - jak to w NFS-ach - powinna stać na najwyższym poziomie. Ścieżka dźwiękowa jak zwykle powinna się doskonale nadawać do przeniesienia do samochodu.

Ile w nowym Need for Speedzie będzie Need for Speeda, a ile Burnouta, przekonamy się jesienią, a dokładnie 2 listopada (trzy dni po premierze amerykańskiej). Gra ukaże się w wersjach na PC, X360, PS3, a nawet na Vitę oraz smartfony i tablety.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama