Reklama

FIFA Street

EA BIG to specjaliści od dostarczania gier sportowych, maksymalnie przy tym arcade'owych. Po doskonałej "NBA Street V3" zaoferowali "FIFA Street", czyli szaloną, zręcznościową odmianę piłki nożnej.

EA BIG to specjaliści od dostarczania gier sportowych, maksymalnie przy tym arcade'owych. Po doskonałej "NBA Street V3" zaoferowali "FIFA Street", czyli szaloną, zręcznościową odmianę piłki nożnej. Od razu jednak ostrzegam - tym razem EA BIG nie do końca sobie poradzili z zadaniem i "FIFA Street" jest znacznie gorsza niż jej siostra "NBA Street V3".

Założenie było takie, żeby wyrzucić nudne piłkarskie zasady, a wrzucić jak najwięcej niesamowicie wyglądających i nierealnych do wykonania trików oraz combosów, tak by uczynić grę jak najbardziej widowiskową. I faktycznie, nie brakuje tu strzałów z przewrotki, nożyc, podań z wykorzystaniem ścian i masy innych zagrań, które czynią rozgrywkę atrakcyjną dla oka. Ale dość szybko okazuje się, że normalna gra, w sensie ustawiania jakiejś taktyki, kombinowania z pozycjami i zadaniami poszczególnych zawodników, zwyczajnie nie ma sensu. W "FIFA Street" liczą się tylko triki i żadne akcje skuteczne w normalnych meczach nie znajdą zastosowania w tej grze.

Jeśli chcecie sobie wyobrazić rozgrywkę w opisywanym tu tytule, pomyślcie o małym boisku, ciasnym i do tego otoczonym siatką albo murem, gdzie ośmiu zawodników (trzech w polu i bramkarz) kopie piłkę, a także siebie nawzajem po nogach. Tak, nie ma tu sędziego i nikt nie przerywa akcji, gdy jakiś gracz zostanie ścięty ostrym wślizgiem przez przeciwnika. W końcu chodzi o to, by grać szybko i popisowo - nie ma czasu na przerywanie zabawy, bo ktoś się dał kopnąć - jego strata. W każdym razie bramki padają często i nie trzeba się jakoś specjalnie namęczyć, by zdobyć punkt, ale problem polega na tym, że w pewnym momencie cała ta widowiskowość po prostu się przejada. Fajnie za pierwszym razem zdobyć gola z przewrotki po wykonaniu wcześniej efektownych podań w powietrzu, ale już później nie ma w tym nic, co przyciągnęłoby na dłużej przed ekran telewizora.

Przy okazji warto zauważyć, że zawodnicy potrafią strzelić z dowolnego kąta. Obojętnie czy to normalnie czy z nożyc. Zawsze uderzają tak, że piłka poleci w kierunku bramki. Cóż, szkoda, że te niesamowite zdolności nie ujawniają się w momencie, gdy piłkarze stają sam na sam z bramkarzem - naprawdę czasem ciężko im wykorzystać nawet nie jedną, ale i trzy takie stuprocentowe sytuacje pod rząd. Czy to taki problem zrobić maleńki zwód? Jest trochę chaosu w tej grze i czasem nie wiadomo od czego zależy to, czy bramka padnie, czy nie.

EA BIG postarało się, by w "FIFA Street" znalazły się największe gwiazdy światowej piłki. W Brazylii są oczywiście Ronaldinho i Roberto Carlos, w Anglii Beckham, a w Hiszpanii wymiata Raul. Bardzo łatwo rozpoznać większość z nich po ich charakterystycznych cechach (jak długie czy krótkie włosy), ale na pewno nie po twarzach, bo tekstury, jakich użyto w grze są niestety nie najlepszej jakości. Każdy z zawodników opisany jest jak to zwykle bywa wieloma wskaźnikami, w tym na przykład siłą strzału, zwinnością czy szybkością.

Jeśli znacie serię "NBA Street" doskonale wiecie, czym jest pasek zwany "Gamebreaker". Ładuje się on w trakcie gry, kiedy odpalamy kolejne triki i combosy. Im bardziej widowiskowo się gra, tym szybciej się on zapełnia. Gdy to już się stanie można oddać praktycznie niemożliwy do obrony strzał. Na chwilę zwalnia czas, kamera pokazuje w jakimś efektownym kadrze strzelającego zawodnika, a do tego włącza się specjalny kolorowy filtr. Jeśli przeciwnikowi nie uda się wślizg, na pewno utraci bramkę. Niestety, w "FIFA Street" Gamebreaker nie jest tak dobrze rozwiązany, jak w koszykówce EA BIG. Prawie w ogóle nie jest widowiskowy. Niby wygląda to nieźle, ale jest mało bajeranckie i nie pozwala poczuć się lepszym od przeciwnika. Jednym słowem, nie daje satysfakcji z tego, że przez długi czas napełniało się pasek. Gdyby łamały się poprzeczki po takim megastrzale, rozrywały się siatki, a podmuch niszczył podłoże, czyli gdyby po prostu nie zabrakło fajerwerków, na pewno byłoby przyjemniej.

"FIFA Street" nie jest specjalnie rozbudowaną grą. Kilka prostych trybów rozgrywki, takich jak szybki mecz czy coś na kształt "World Tour", gdzie podróżuje się po krajach i sprawdza swoje umiejętności z lokalnymi mistrzami, przy okazji rozwijając drużynę. Da się stworzyć własnego zawodnika, wybrać mu ubranie, a także dopasować wygląd według własnego "widzimisię" - fryzura, kształt nosa - co kto lubi. Wracając jednak do wcześniejszej myśli - nie jest to rozbudowana gra i to widać chociażby w ilości trików czy po prostu w oszczędnej oprawie. Jako że mecze nie są rozgrywane na stadionach, nie ma też ogromnej publiczności i moc konsoli mogła pójść spokojnie na dopracowanie modeli postaci. Niestety, ani ich animacja nie zachwyca, ani tekstury, jakimi są obłożeni, nie powalają. Wydaje się też, że poskąpiono im polygonów - wystarczy porównać ich z koszykarzami z "NBA V3", żeby zrozumieć jak duża jest różnica.

Ogromnym minusem gry jest komentator. I ponownie nijak nie może się on równać z tym, który zabawia gracza w "V3". Ten z "FIFY" nie krzyczy, nie emocjonuje się akcjami. Nie przeżywa meczu. Jest tak nudny, że w ogóle nie zapala gracza do efektowniejszej gry. Mógłby być bardziej dowcipny i złośliwy, ale oczywiście nie jest. Ścieżka dźwiękowa to całkiem przyjemne, ale niezapadające w pamięć utwory, trochę hip-hopu, trochę latynoskich motywów. Ogólnie zabawa jest dobra, ale nacisk położony został na tryb multiplayer. Z żywym przeciwnikiem nie gra się tak schematycznie, przez co wzrasta żywotność tego tytułu. Jeśli jednak lubicie zręcznościowe sportówki to będziecie się dobrze bawić, chociaż myślę, że lepiej zrobicie, jak zainwestujecie kasę w "NBA Street V3" - jest to dużo lepszy wybór.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje