Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Castlevania: Curse of Darkness

Są takie tytuły, które z miejsca odstraszają potencjalnego gracza. Sięgasz po nową płytkę z półki, odpalasz na ukochanej konsoli i po kilku minutach kontaktu krzyczysz w niebogłosy, używając nieartykułowanych określeń dotyczących fatalnego zakupu.

Czy jednak zawsze pierwsze wrażenie jest w tu procentach słuszne? Przekonajcie się sami...

Trochę historii...

Tym razem w nasze ręce ląduje sam twórca piekielnych pomiotów, prawa ręka Draculi, kowal (Forgemaster) o imieniu Hector. Sama zaś "Curse of Darkness" przedstawia losy owej "prawej ręki", która zdradzając swojego Pana, przyrzeka zemstę i śmierć kolejnemu z "demonicznych rzeźbiarzy" - Isaacowi.

Goniąc naszego przeciwnika, odwiedzimy nie tylko kamienne komnaty naszego byłego chlebodawcy, ale również mroczne i spowite mgłą pobliskie lasy, mokradła, a nawet górskie szczyty.

Może być już tylko lepiej

Przypuszczam, iż Wasza pierwsza reakcja może być podobna do mojej. Odpalacie grę, oglądacie scenkę, w której dochodzi do pierwszego spotkania pomiędzy Isaaciem a Hectorem - rozmawiają o "skazie" na każdym słudze "mrocznego pana" oraz o śmierci ukochanej Hectora, Rosaly... W końcu Isaac ucieka, a my ruszamy za nim w pogoń. Pierwsze lokacje, pierwsi przeciwnicy i spore rozczarowanie. To ta gra tak wygląda? I nie mówię tu o pięknych i skomplikowanych lokacjach. Najnowsza "Castlevania" wygląda po prostu fatalnie. Do bólu banalne lokacje, średnio przygotowani przeciwnicy, bardzo słaba animacja i ogólnie brak czegokolwiek, na czym moglibyśmy zawiesić wzrok na dłużej. I niestety tak przez całą grę. Na szczęście, jeśli tylko przełkniemy smak rozczarowania, wytrzymamy z "Curse of Darkness" kilkadziesiąt dobrych minut, sympatia do tego tytułu może się diametralnie zmienić...

Nowa "Castlevania" znacznie odbiega gatunkowo od swoich poprzedników. Zredukowano elementy zręcznościowe, a rola walki i samej eksploracji uległa sporej rozbudowie. Zacznijmy, jednak od początku.

Walk jest naprawdę od zatrzęsienia, ale na nasze szczęście twórcy gry przygotowali ogromną ilość dostępnych przedmiotów i gadżetów - ponad siedemdziesiąt rodzajów broni: topory, maczety, szpady, miecze; kilkadziesiąt zbroi i hełmów oraz kilkanaście czarów. Dodatkowo, podobnie jak w kultowym "Vagrant Story", nasz zdolniacha Hector będzie w stanie wytwarzać własnoręcznie przeróżnej maści oręż. Szczypta magii, pozbieranych zewsząd komponentów i dwuręczny mieczyk gotowy. W tej kwestii ekipa z Konami naprawdę się popisała, dając nam spory wachlarz możliwości...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje