Reklama

Twierdza 3

Gdyby średniowieczne twierdze budowali tak niekompetentni ludzie, jak ci, którzy stworzyli trzecią część Stronghold, dziś zostałyby po nich tylko gruzy. Jedna z najbardziej oczekiwanych strategii tego roku okazała się katastrofą.

Do dziś mile wspominamy pierwszą część Twierdzy, której blasku nie przyćmił nawet wyjątkowo kiepski sequel oraz spin-off. Teraz, po dziesięciu latach od jej premiery, ów blask miał na nowo rozświetlić gatunek strategii ekonomicznych. Panom ze studia Firefly udało się jednak tylko dowieść - graczom i sobie samym - że to najwyższa pora, aby się nad sobą i swoją pracą poważnie zastanowić.

Stronghold 3 oferuje standardowo dwie kampanie - jedną ekonomiczną, a drugą militarną. W obu działają podobne schematy, w obu musimy zarządzać zarówno ekonomią i wojskiem, ale nacisk na te elementy jest w nich nieco inny. Autorzy przedstawili nam także ubogą historię, opowiadającą o wywłaszczonej monarchii, której królestwo zostało przejęte przez złego agresora. To zalążek scenariusza, którego ciąg dalszy przedstawiany jest za pomocą kiepskiej jakości czarno-białych rysunków, uzupełnionych całkiem niezłą narrację.

Reklama

Część ekonomiczna przypomina to, co znamy już z poprzednich części Twierdzy. Zaczynamy od postawienia budynków mieszkalnych i zakładów pracy dla poddanych. Następnie musimy zadbać o to, aby chłopi wraz z rodzinami byli szczęśliwi i najedzeni. Tak to wygląda w teorii i ogromnym uproszczeniu, ale nie ma co wchodzić w szczegóły, skoro realizacja tych elementów jest tak fatalna, że "zabawy" odechciewa się już po kilkunastu minutach.

Dzieje się tak przede wszystkim w wyniku katastrofalnego balansu rozgrywki. Znalezienie złotego środka między produktywnością a dostarczanej odpowiedniej ilości jedzenia swoim poddanym graniczy z cudem. Ci potrafią zjeść więcej niż stado słoni. Aby zaspokoić ich głód, trzeba poświęcić znaczną część mocy przerobowych na wytwarzanie żywności, co kończy się tym, że nie mamy prawie nikogo do pracy w innych miejscach. A jeśli nie wytworzymy odpowiedniej ilości jedzenia, okryjemy się złą sławą, a chłopi nie będą chcieli pracować w ogóle. I w końcu znajdziemy się w sytuacji bez wyjścia. Żeby tego było mało, raz na jakiś czas nasza osada pada ofiarą losowej tragedii, takiej jak zaraza czy pożar, po której możemy się już nie pozbierać.

Wyzwania w grach wideo są czymś naturalnym i wręcz pożądanym, ale pod warunkiem, że mają racjonalne rozwiązania. W Twierdzy 3 są one niemal niedostępne. Poziom trudności w kolejnych misjach jest - pisząc wprost - chory. Raczej nie dlatego, że taki był zamiar, ale dlatego, że twórcy nie poradzili sobie ze zbalansowaniem poszczególnych elementów rozgrywki.

Cześć militarna wcale nie prezentuje się lepiej. Wojakom, podobnie jak chłopom zresztą, trzeba wszystko pokazywać wprost. Nie ma co liczyć na sztuczną inteligencję, bo panowie z Firefly chyba w ogóle zapomnieli o takim pojęciu. Nasi poddani mają problemy nawet z tak prostymi zadaniami, jak odnalezienie najkrótszej drogi do celu. Nie mówić już na przykład o inteligentnym dobieraniu sobie przeciwników.

Kolejną zgubą Twierdzy 3 jest interfejs, któremu najwyraźniej zabrakło solidnych testów. Twórcy wszystko w tym aspekcie zrobili zwyczajnie "na czuja". Ważnych informacje, takie jak choćby ilość produkowanego w danym budynku surowca, powinny być na wierzchu, a nie są. Kursor czasem nie reaguje na nasze ruchy, na przykład nie zmieniając się w ikonę ataku, gdy najedziemy na wroga. Stawianie budynków byłoby prostsze, gdyby czarne linie, które wyznaczają granice innych budowli czy drzew, a których oczywiście nie możemy przekroczyć, były wyraźniejsze. Można by tak długo wymieniać, ale chyba szkoda na to czasu.

Gwoździem do trumny, w której seria Stronghold spocznie już raczej na długie lata, jest tempo rozgrywki. Jeśli narzekałeś na przeciętną dynamikę w Settlersach albo w Anno, teraz zmienisz zdanie. Okaże się bowiem, że Settlersi i Anno to przy Twierdzy 3 najbardziej dynamiczne gry świata. Bieg wydarzeń w nowej produkcji Firefly jest flegmatyczny, usypia się przy nim lepiej niż przy akompaniamencie muzyki relaksacyjnej. Godzinami patrzymy się na naszych poddanych, którzy wszystkie czynności wykonują z nadzwyczajną ospałością. Nawet nie myśl, że cokolwiek uda ci się przyspieszyć, bo tutaj po prostu nie ma takiej opcji!

Jeśli uprzesz się, aby zagrać w Twierdzę 3, radzę postawić obok jeszcze jeden komputer, na którym odpalisz w międzyczasie jeszcze jedną grę. Jeżeli tego nie zrobisz, prawdopodobnie zanudzisz się na śmierć. Albo zgnijesz niczym w lochu, sfrustrowany i pozbawiony nadziei.

Twierdza 3 wygląda na niedokończoną produkcję, która w ogóle nie powinna się ukazać pod taką postacią. Twórcy mają tego świadomość i próbują naprawić to, co spaprali, ale błędów, niedoróbek i słabostek jest w ich grze tak wiele, że jej poprawianie może potrwać wieki.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy