Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

The Lord of the Rings: War in the North

Na taki tytuł czekaliśmy od dawna. Przebogate uniwersum "Władcy Pierścieni" aż prosiło się o odpowiednio "mięsistą" grę fabularną, która w oprawie godnej obecnej generacji konsol z kooperacyjnej młócki uczyniłaby sedno zabawy, a nie tylko marny dodatek.

Tolkienowskie Śródziemie już wkrótce spłynie krwią, my zaś weźmiemy udział w tej rzezi, podczas wyprawy, w którą wyruszymy wraz z dwójką przyjaciół. Przyjaciół, dodajmy, pełnoletnich, bowiem szykuje się najbardziej brutalna z gier osadzonych w świecie wykreowanym przez mistrza fantastyki. O dojrzalszym charakterze produkcji przekonuje już sama stylistyka świata gry - stonowana, wręcz mroczna.

Tolkien dla dorosłych

Reklama

Klasyfikacja "18" przyznana przez organizację PEGI budzi jednak sporo kontrowersji wśród fanów. Z jednej strony zdziwienie wywołuje samo założenie twórców, by gra osadzona w świecie prozy J.R.R. Tolkiena, była kierowana tylko do dojrzałych odbiorców. Z drugiej strony, póki co, żadne materiały pochodzące z gry (a jest ich sporo), nie epatują brutalnością bardziej realistyczną niż chociażby filmy Petera Jacksona. Poziom przemocy zwiększy się, ale raczej ilościowo - Wojna na Północy jest bowiem typową grą akcji z elementami RPG, w której nacisk położono na widowiskową eliminację licznych zastępów wrogów.

Fabuła gry zostanie osadzona w czasie wydarzeń znanych z trylogii, ale zgodnie z tym, co sugeruje tytuł, scenariusz rzuci nas w sam środek konfliktu, który rozegra się w północnych krainach Śródziemia. Wątki ledwie zarysowane w dziele J.R.R. Tolkiena będą się zgrabnie przeplatać z historią napisaną od podstaw przez scenarzystów Snowblind Studios. W trakcie kampanii trafimy na kilka znanych postaci - w Rivendell dla przykładu utniemy sobie pogawędkę z Elrondem, spotkamy Aragorna i Gandalfa, będziemy mieli także okazję porozmawiać z Radagastem Burym, magiem, który w powieści był tylko wzmiankowany.

W toku przygody zawędrujemy między innymi do Mrocznej Puszczy, na szczyty zasypanej śniegiem góry Gundabad i do ruin Fornostu, zaś główny wątek fabularny skonfrontuje nas z jednym z najniebezpieczniejszych popleczników Saurona, czarnoksiężnikiem Agandaurem, potomkiem Czarnych Numenorejczyków. Stoi on na czele armii złożonej przede wszystkim z orków (choć nie zabraknie w niej też innych sług ciemności), która zmierza w kierunku Rivendell. Jedną z najważniejszych i najciekawszych lokacji będzie Carn Dum, mroczna cytadela położona na północnym krańcu Gór Mglistych (a jednocześnie siedziba naszego głównego oponenta). W trakcie kampanii stawimy czoła menażerii doskonale znanej fanom tolkienowskiego uniwersum - wielkim pająkom, goblinom, orkom, trollom, pojawią się też inne pokraki w tym m.in. ożywione szkielety.

Drużyna Zniszczenia

Nim wyruszymy w pełną niebezpieczeństw podróż, jak w każdej szanującej się grze fabularnej określimy nasze wirtualne alter ego, decydując się na jedną spośród trzech zdefiniowanych postaci. Do wyboru będziemy mieli krasnoluda wojownika (Farin), człowieka zwiadowcę (Eradan) i elfkę maga (Andriel). Wybór ten zdeterminuje określoną ścieżkę rozwoju (pojawią się dość rozbudowane drzewka umiejętności) oraz zestaw biegłości specjalnych, które zostaną przypisane do konkretnej rasy. Krasnolud dla przykładu dostrzeże wyryte w podziemiach runy, co pozwoli odkryć tajemne, pełne skarbów komnaty, elfka uwarzy przydatną miksturę z zebranych roślin, a człowiek wnikliwie przebada wszelkie ślady na ziemi i wykryje ewentualne pułapki. Choć nie będziemy mogli wybrać dla postaci dowolnej rasy i profesji, dostaniemy inne narzędzia, które dadzą nam spore możliwości w zakresie modyfikacji jej wyglądu.

Jak wynika z powyższego, decyzja o wyborze bohatera określi automatycznie klasę, do jakiej przynależy. Przedstawiciel każdej z profesji będzie mógł pochwalić się indywidualnymi talentami. Andriel jako mag wesprze drużynę, otaczając ją barierą ochronną, wojownik Farin wyprowadzi przeciwników w pole, odwracając ich uwagę, zwiadowca Eradan posłuży się natomiast okresową niewidzialnością, by przemknąć niezauważenie obok wrogiego patrolu lub zaatakować z ukrycia.

To oczywiście jedynie przykłady, które nie wyczerpują wachlarza przygotowanych atrakcji. Wiadomo też, że każdy z bohaterów będzie mógł stawiać do pionu rannych towarzyszy, zdrowy rozsądek każe zatem przypuszczać, że planszę z napisem "game over" ujrzymy dopiero w momencie, gdy cała drużyna padnie na skutą lodem glebę.

Wraz z postępami i gromadzonym doświadczeniem wyuczymy się nowych zdolności bądź rozwiniemy już posiadane. Istotna jest w tym wszystkim spora dowolność w kreowaniu własnego bohatera, na upartego można więc stworzyć maga stawiającego na walkę w zwarciu, choć siłą rzeczy nie będzie w tym równie efektywny jak wojownik.

Nie zabraknie również bogatego arsenału. Można liczyć zarówno na broń dystansową (łuki, kusze czy kostury do rzucania zaklęć), jak i żelastwo do walki w zwarciu (młoty, miecze, buławy, topory). W pracach nad tym elementem twórcy kierują się trzema wytycznymi: uzbrojenie ma dobrze wyglądać, świetnie leżeć w dłoni w trakcie bitki oraz pasować do klimatu świata Śródziemia.

Cieszy informacja, że wyposażeniem będzie można się wymieniać z pozostałymi członkami drużyny. Tyczy się to zarówno broni, jak i pancerzy, a jedynym ograniczeniem w wymianie będzie to, że cześć zdobycznych klamotów będzie dostosowana do konkretnej rasy. Takie rozwiązanie nie dziwi - wszak trudno oczekiwać, by elfka nagle zaczęła wymachiwać potężnym młotem, a człowiek wcisnął się w zbroję przeznaczoną dla krasnoluda (choć tarcze i hełmy będą mogły być używane przez obydwu).

Dream Team

Jak przystało na tytuł stworzony z myślą o kooperacji, kluczem do sukcesu ma być ścisła współpraca graczy. Wojna na Północy będzie tak skonstruowana, że w pojedynkę niewiele zdziałamy, z konieczności więc trzeba będzie korzystać z talentów i umiejętności pozostałych członków drużyny. Z innymi zagramy zarówno przez sieć, jak i na podzielonym ekranie (będą mogli dołączyć do nas w dowolnym momencie kampanii). W razie, gdy zabraknie chętnych do wspólnej zabawy, kontrolę nad kompanami przejmie sztuczna inteligencja.

Duży nacisk położono na widowiskowość potyczek. Poszczególne uderzenia będą łączyły się w efektowne sekwencje ciosów, całość zaś zostanie doprawiona zarówno atakami przełamującymi obronę (niszczącymi tarczę przeciwnika), jak i dobijającymi (tzw. finisherami; np. ucięcie głowy orka lub wskoczenie na grzbiet trolla i wbicie ostrza w jego czerep), a także efektownymi zwolnieniami i dynamiczną pracą kamery. W walce z potężniejszym przeciwnikiem trzeba będzie uciec się do podstępu, stosując uniki lub ataki z dystansu, czasem też nadarzy się okazja, by zepchnąć wroga w przepaść.

Warto dodać, że w walce wspomoże nas również gigantyczny orzeł Beleram, którego uwolnimy w ruinach Fornostu już na samym początku przygody. Ogromne ptaszysko będzie w stanie powalić nawet górskiego trolla lub zniszczyć palisadę w obozie przeciwnika, więc jego pomoc może okazać się nieoceniona. Z oczywistych względów opcja przywołania monstrualnego sojusznika będzie w poszczególnych misjach ściśle ograniczona (inaczej rozgrywka mogłaby się okazać zbyt prosta).

Nie tylko walka

Mimo że esencją zabawy ma być walka, nie zabraknie elementów charakterystycznych dla gier RPG. Dialogi wzorowane będą na systemie znanym z serii Mass Effect, a wybór danej kwestii ma mieć realny wpływ na zachowanie rozmówcy. Dla przykładu obrażona osoba może nie chcieć z nami współpracować, co automatycznie uniemożliwi ukończenie jednego z pobocznych questów.

Brzmi intrygująco, możemy jednak od razu zapomnieć o ewentualnych wyborach moralnych. Te po prostu nie pasowałyby do konwencji świata Śródziemia, w którym strony dobra i zła są jasno określone, podobnie jak wszelkie relacje pomiędzy napotkanymi postaciami. Innymi słowy nie da się przejść na ciemną stronę mocy, by wesprzeć siły Saurona. Oprócz dialogów istotnych dla fabuły, nie zabraknie bardziej swobodnych pogadanek z pobocznymi postaciami niezależnymi.

Wojna na Północy może okazać się prawdziwym hitem. Teoretycznie mamy tu wszystko, co potrzebne, by gra odniosła sukces - rozpoznawalne i cenione uniwersum, bardzo sensowny model kooperacyjnej rozgrywki oraz całą masę widowiskowej akcji. Nowa data premiery - kilka tygodni temu zmieniona na 25 listopada - sprawia też, że Wojna na Północy trafi na rynek w bardzo dobrym momencie: największy pod względem klimatu rywal tej produkcji, The Elder Scrolls V: Skyrim, ukaże się przecież dwa tygodnie wcześniej, wielu graczom zdąży się już opatrzeć. A wtedy chętnie wybiorą się na wyprawę na Północ...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje