Reklama

Symulator Farmy 2009

Symulacje to gatunek niszowy. Przez lata ugruntowało się już, że symulujemy prowadzenie samolotów, czołgów, helikopterów, pieszego żołnierza, łodzi podwodnej, życia czy nawet kosmicznego myśliwca. Jednak twórcy gier wciąż szukają nowych ścieżek i tym razem zafundowali nam symulator... farmy. Już kiedyś, na konsolach, powstała seria Harvest Moon, traktująca mniej więcej o tym samym, jednak była to gra z przymrużeniem oka, a nie coś poważnego.

Zasadniczo recenzowany tutaj Symulator farmy należałoby raczej zaliczyć do tycoonów niż faktycznej symulacji. Cała różnica polega na tym, że nie widzimy wszystkiego z poziomu nieba, niczym bóg czy duch, tylko własnoręcznie prowadzimy swoje wirtualne alter ego.

Wieś spokojna, wieś wesoła

Są tylko dwa powody, dla których można grę zaliczać do symulatorów. Jednym jest bezpośrednia kontrola. Drugim są misje, czyli nic innego jak pojedyncze zadanka przygotowane przez twórców. W tycoonach zwykle przyjmują rolę scenariuszy, w których startując z pewnego pułapu, trzeba podległą firmę do czegoś doprowadzić. Tutaj są to dosyć krótkie zadania wymagające prowadzenia któregoś z pojazdów rolniczych. Mamy więc coś w stylu time trial znanego z gier wyścigowych, tyle że prowadzimy traktor. Inne wyzwania to układanie stogów siana na czas, koszenie trawy, zboża, zbieranie butelek. Misji jest całkiem sporo, w tym pięć to samouczki, jednak nie należą do specjalnie długich. Każda jest oceniana w zależności od czasu, w jaki ją pokonamy. Zastosowano system medali, które w zasadzie nic nie robią, poza ewentualnym działaniem na ambicję grającego. Ot, taka przystawka do głównego dania, którym jest tryb kariery.

W nim już nie ma specjalnych niespodzianek. Udostępniono nam całą, raczej nie za wielką wyspę, gdzie umieszczono gospodarstwo rolne, wioskę, port, browar, młyn, kościółek i kilka specjalnych miejsc, jak np. kopię Stonehage. Startujemy na farmie, mamy do dyspozycji nieco gotówki, kilka używanych maszyn rolniczych, plony czekające na zebranie i zadanie rozkręcenia interesu. Jeśli ktoś grał we wspomniany wcześniej Harvest Moon, informujemy, że to zupełnie inny typ gry. Tutaj wszystko kręci się wokół gotówki. Dlatego właśnie tytułowi bliżej do tycoona niż symulacji. Chociaż i tej nieco w grze znajdziemy.

Reklama

Symulator...

Cała symulacja sprowadza się do stosunkowo drobiazgowego przedstawienia kwestii upraw. Oczywiście wzrost roślin jest przyspieszony, gdyby był w czasie rzeczywistym, to gracze posnęliby z nudów. Jednak poza tym można się poczuć jak na prawdziwej farmie. Ziemię trzeba zaorać, obsiać, nawozić, zebrać plony, oczyścić pole z siana, jakie pozostało po młóceniu, spulchnić glebę. Jeśli słoma została związana w bele, trzeba je oddzielnie przetransportować. Do każdego zadania jest odpowiednie narzędzie, z którego początkowo trzeba skorzystać własnoręcznie. Do tego pojazd nie może jechać zbyt szybko w trakcie wykonywania prac. To jednak niewielki problem - w grze zastosowano tzw. tempomat, który automatycznie ustawia wymaganą szybkość. Graczowi zostaje proste kierowanie. No może nie do końca proste, gdyż w grze zakręcamy po łuku, nie ma opcji obracania pojazdu w miejscu. Paradoksalnie najbardziej "symulatorowy" etap gry to układanie palet z nawozem czy związanych bel siana, gdyż podczepionymi widłami należy sterować oddzielnie.

W sumie dostępnych rodzajów upraw jest pięć: pszenica, rzepak, jęczmień, trawa i kukurydza. Trawa nie ma znaczenia w grze, pozostałe rośliny, po zebraniu, sprzedajemy w jednym z trzech punktów skupu: browarze, porcie lub młynie. Zbiory trzeba dostarczyć samemu i w każdym z miejsc mamy inne ceny, więc graczy czeka sporo jeżdżenia. Zwłaszcza że nasze zbiorniki i wozy nie mają nieograniczonej pojemności, więc czasami trzeba wykonać kilka kursów, żeby sprzedać całkowicie dany rodzaj zbiorów. Zasadniczo to jest cały sens gry: uprawa i sprzedaż plonów. Właściwie nic innego się tutaj nie robi. Brak dodatkowych zajęć, oprócz dwóch wymienionych niżej, to jedna z większych wad gry....i tycoon

Elementów takowego w grze znalazło się więcej. Od samego początku widzimy, ile gotówki (liczonej w euro, no ale to w końcu niemiecka produkcja) nam zostało. Początkowe maszyny nie starczą na długo, trzeba będzie je wymienić, a za darmo nikt ich nie daje. Ponadto miejsca pod uprawy jest dużo i o ile na początku dajemy sobie radę sami, tak w końcu przestaniemy wyrabiać. Wtedy warto zatrudnić kilku pracowników, a co za tym idzie - dojdzie kwestia pensji. Pozostaje wciąż sprawa paliwa dla pojazdów, na wodę to one jeździć nie chcą. Na farmie znajduje się dystrybutor, przy którym spokojnie tankujemy, naturalnie płacąc za to "w locie ". No i na koniec ziarno: w przeciwieństwie do Harvest Moon nie musimy ganiać co kilka dni do sklepu po kolejne worki. Odpowiednia kwota jest odejmowana z konta bezpośrednio w trakcie siewu. Na pewno jest to spore uproszczenie, ale też przyspiesza i tak powolną rozgrywkę.

Ważną rolę w grze odgrywa palmtop. Zawiera mini mapę obszaru, w nim sprawdzamy prognozę pogody. Mini mapa przydaje się, jeżeli podróżujemy po wyspie lub akurat trafimy na duże zamglenie. Twórcy wprowadzili zmienny cykl pogodowy oraz dzień - noc, wpływający na uprawy (wiadomo, jeżeli ma być grad, to lepiej, aby plony szybko znalazły się pod dachem). Ostatnią funkcją urządzenia jest wskazywanie stanów naszych magazynów oraz aktualnych cen skupu owoców pracy farmera w miejscowych punktach. Ceny ulegają ustawicznemu wahaniu i czasami trzeba będzie poczekać kilka dni ze sprzedażą, aby wyjść na swoje. Ze względu na to dosyć często będziemy z tej zabawki korzystali i w tym momencie gra najbardziej zbliża się do tradycyjnych tycoonów, gdzie nigdy nie brakowało tabelek pomocnych w zarabianiu pieniędzy. Może i nie jesteśmy przez nie zalewani, ale swoją rolę spełniają.

Osobną kwestię stanowi handel maszynami i narzędziami. Nowy sprzęt nigdy swojej ceny nie zmienia, co ma swoją zaletę, ale też i wadę. Z jednej strony mamy pewność, że nagle nie przyjdzie nam zapłacić więcej, co pozwala spokojnie zaplanować wydatki, z drugiej znowu nie ma co liczyć na nagłą zniżkę. Nieco inaczej jest w przypadku, kiedy to gracz chce się pozbyć maszyny. W takim przypadku im wyższa reputacja na wyspie, tym lepsze pieniądze dostaniemy. Reputację poprawia się bardzo prosto: na obszarze rozgrywki rozrzucono 100 pustych butelek. Trzeba je zebrać i zanieść w odpowiednie miejsce, każda zwiększa stosunek mieszkańców do postaci o jeden punkt. Alternatywą jest transport palet z nawozem ze sklepu ogrodniczego na tyły supermarketu. Zajęcie, które dla odmiany potrafi wywołać niezłą frustrację.

Wyludniona wyspa

Po za tymi dwiema pracami nie ma zbytnich powodów na odwiedzanie wioski. Owszem, twórcy zadbali, aby miejscowość przypominała jak najbardziej te rzeczywiste (jest nawet supermarket), jednak to tylko bajer. Do budynków i tak nie można wchodzić, ruch na ulicach jest taki, że mogłoby go nie być, w ogóle nie widać, aby tu ktokolwiek żył. Czasami przejedzie jakiś samochód osobowy i tyle. Nawet zwierząt hodowlanych nie ma co szukać, gdyż tych w grze nie zaimplementowano... no, za wyjątkiem pomnika krowy. Co pozwala zapomnieć o wielkiej hodowli bydła czy własnej stadninie. Tylko pola, pola i pola. Zresztą brak krów sprawia, że trawa jest bezużyteczna.

Grafika nie powala, a fizyka niemalże nie istnieje. Przy rzadkich stłuczkach pojazdy zachowują się jakby były bardzo lekkie, jak ktoś bardzo chce, to bez problemu wykona dachowanie traktorem. Większy problem stanowi "piaskowość" ziarna. Obsiane pole niewiele różni się od niezaoranego, co może doprowadzić do problemów w trybie kariery, kiedy będziemy zajmować się kilkoma obszarami jednocześnie. Trudno zapamiętać, gdzie jest już posiane, a gdzie należy orać. Jednak gra zajmuje, uwaga, jedną (tak, dokładnie jedną) płytę CD, więc cudów nie należało się spodziewać. Mimo to nie dostajemy mdłości, patrząc na ekran, a to najważniejsze. Ot, bez szału, ale nie tragicznie. Mała objętość gry zapewne wynika też z biednej warstwy dźwiękowej.

Twórcy chwalą się, że wykorzystane w grze pojazdy i narzędzia rolnicze są licencjonowane. Nie kłamią, faktycznie "trochę" euro musiało zmienić właściciela i w grze prowadzimy maszyny tworzone przez niemieckiego producenta Fendt. Na wyspie mamy nawet lokalnego dystrybutora tej firmy, u którego odbieramy zakupiony sprzęt. Aż dziwne, że komuś na tym zależało, w końcu dla przeciętnego człowieka raczej nie ma znaczenia, czy traktor w takiej grze to rzeczywisty model. I tu pojawia się problem: dla kogo ta gra tak naprawdę jest?

Ciężko powiedzieć. Fani symulatorów nie mają tu czego szukać, gdyż kierowanie traktorami, ciągnikami czy kombajnami jest banalne. Grający w tycoony? Też nie do końca, gra może być dla nich zbyt prosta, zwłaszcza że rywalizujemy właściwie sami ze sobą, żadnej konkurencji na wyspie się nie uświadczy. To kolejna z większych wad tytułu: byłoby znacznie ciekawiej, gdybyśmy mieli przynajmniej jednego sąsiada i z nim "walczyli" o wpływy u odbiorców naszych upraw, jak i u mieszkańców miasteczka. Obecnie zmiany cen wynikają właściwie z niczego, są tylko po to, żeby coś się w grze działo. Zostaje więc jakaś grupka zapaleńców, którzy lubią zarządzać wszystkim. Na pudełku mamy informację, iż można pobrać sporo darmowych modeli nowych pojazdów, w tym polskich, jednak w chwili pisania tekstu podany link nie działał. Prawidłowy można znaleźć na oficjalnej stronie gry.

Farmerska emerytura

Tytuł jest na pewno niszowy. Nie oznacza to, że jest zły, chodzi raczej o jego specyfikę. Mało kogo zainteresuje wirtualna praca na roli. Ustrzeżono się kłujących w oczy bugów, a że przy okazji zupełnie wyludniono miasto czy zapomniano, iż na farmach hoduje się też zwierzęta, to cóż (chociaż może gospodarstwa niemieckie są inne od polskich)... Jeśli ktoś szuka jakiejś spokojnej, wręcz "leniwej" rozgrywki, to może spróbować, pozostali nie mają tu czego szukać. Na pewno fajną sprawą jest sam fakt, że taki produkt powstał i patrząc na oficjalne forum, można zauważyć, nawet ma swoich fanów za zachodnią granicą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy