Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Singularity

Do leniwych skierowana jest kolejna opcja rękawicy: korzystając z mocy pierwiastka E 99 możesz sprawić, że np. wybrany przez ciebie żołnierz zmutuje i zacznie atakować swoich kompanów wyręczając tym samym ciebie. Dobre by złapać oddech.

Reklama

Pozostałych przy życiu możesz dobić korzystając z ostatniego trybu rękawicy: zabójczej emisji energii, która zastępuje dostępny na początku atak nożem. Ogólnie: plus za zróżnicowanie trybów działania, minus za wybiórczość działania.

Do broni!

Jeśli chodzi o typowe uzbrojenie, Singularity - poza jednym wyjątkiem - nie odróżnia się zbytnio od innych przedstawicieli gatunku. Wspomnianym rodzynkiem jest tutaj prototypowy karabin snajperski. Dostępny tylko w określonych miejscach, z ograniczoną amunicją, pozwala siać zniszczenie w szeregach wroga dzięki temu, że torem lotu kuli... możesz sterować! Nie jest to w sumie świeży pomysł, ale trafić kogoś kryjącego się za terenową osłoną - bezcenne! Pozostałe pukawki nie wyróżniają się niczym szczególnym w zasadzie. Zainteresować może snajperka, która potrafi spowolnić nieco bieg czasu i granatnik, którego pociski możemy turlać po podłodze wedle uznania. Reszta to efpeesowy standard, który wzbogaca możliwość wprowadzania ulepszeń - tak w broni, jak w rękawicy. O ile w tym pierwszym przypadku mamy tylko trzy sloty (obrażenia, magazynek i prędkość przeładowania), o tyle w drugim - dużo więcej. Możemy dodawać unikatową możliwość regeneracji zdrowia, energii, zwyczajnie podnieść wydajność TMD, a nawet wpłynąć na statystyki twojego bohatera.

A skoro już przy temacie jesteśmy... Najważniejszym atrybutem naszego ameykańskiego kolegi jest... pasek zdrowia! Tak, Singularity korzysta z tego archaicznego rozwiązania, co wymusza na nas kolekcjonowanie apteczek i rozglądanie się za walającymi się po podłodze stimpakami.

Umykające punkty zdrowia zazwyczaj są spowodowane spotkaniem z przeciwnikami. Ci są dość zróżnicowani: będziemy mierzyć się z żołnierzami współczesnymi i radzieckimi, a także z mieszkańcami Katorgi-12 , którzy przywodzą na myśl zarówno mieszkańców zony w Stalkerze, jak i przeciwników w Wolfensteinie - poprzedniej grze studia Raven, producentów Singularity. W zasadzie najgorzej z całego towarzystwa wypadają... bossowie. Jak dla mnie mogłoby ich zwyczajnie nie być: trochę zbyt łatwi do położenia, niezbyt klimatyczni i mało oryginalni.

Osobliwości gry

Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to największą wpadką, jaką zaobserwowałem był problem z doczytywaniem wysokiej jakości tekstur. W miejscach, gdzie po prostu wpadałem jak tornado wypluwając przy tym z miniguna setki kul i wybiegałem, zanim ciała mutantów zdążyły upaść, materiały pokrywające modele zwyczajnie nie nadążały z nabraniem ostrości. Jest to w sumie dość normalne dla ostatniego silnika Unreala, na którym stworzono grę, ale tutaj sytuacje tego typu były niestety nagminne - a grałem na całkiem mocnym sprzęcie.

Singularity to gra, która jest całkiem niezłym tytułem, ale z drugiej strony trochę rozczarowuje niewykorzystanym potencjałem: rękawica mogła tu naprawdę namieszać, twórcy się jednak nie postarali i częstokroć okazuje się, że jej działanie jest ograniczone. Jeśli zaś chodzi o ogólne wrażenia z gry - czułem się trochę, jakbym grał we wspomnianego Wolfensteina: w dobry tytuł, ale stworzony jakby bez polotu. Miłym zaskoczeniem są trzy różne zakończenia historii i wykorzystywanie na niektórych lokacjach pełnej mocy osobliwości, która pozwoli ci np. cofnąć czas dla naprawdę dużych obiektów, jak most, pociąg czy nawet statek - ale nie zmienia to faktu, że Singularity grą wybitną nie jest.

Dowiedz się więcej na temat: zdrowie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje