Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Silent Hunter 5: Bitwa o Atlantyk

Półtorej dekady po narodzinach serii Silent Hunter rumuński oddział Ubisoftu zadaje jej morderczy cios. Jeśli myśleliście, że Silent Hunter 4 był najbardziej niedopracowaną...

...częścią, to myliliście się. Silent Hunter 5 to prawdziwy festiwal fuszerki.

Reklama

Jeśli ktoś jest fanem serii, powinien trzymać się z daleka od tej części. Choć wydawałoby się, że autorzy mieli sporo czasu, by wyciągnąć wnioski po premierze gry Silent Hunter 4: Wolves of the Pacific, to najwyraźniej mieli inne zajęcia. Wiele rzeczy, które drażniły w poprzedniej odsłonie pozostało w bieżącej, a nowe rozwiązania albo niewiele wnoszą, albo psują zabawę, albo są krytycznie niedopracowane... czasem wszystko to na raz. Dochodzi jeszcze kontrowersyjne zabezpieczenie za pomocą aplikacji Ubisoft Game Launcher. Summa summarum nie jest nawet źle, jest wręcz tragicznie.

Warto zaznaczyć, że naszym celem nie jest pastwienie się nad grą, która notabene ma być naprawiana - potężny patch ponoć jest w planach na jesień. Niestety niektóre z zarzutów dotyczą samej koncepcji i mechaniki, więc łatka tego nie naprawi. W tej recenzji po prostu konkretnie i rzeczowo przedstawimy, czym jest a czym nie jest Silent Hunter 5: Bitwa o Atlantyk, wypunktowując wszystkie błędy i niedoróbki. To pozwoli czytelnikom ocenić, czy chcą mimo wszystko zaryzykować i nabyć tak wadliwy produkt.

Rzuceni na głęboką wodę

Jeśli graliście w część czwartą serii, spora część mechaniki będzie dla was znajoma. Jeśli nie... cóż, macie strasznego pecha. Samouczek nie nauczy was w zasadzie niczego, ot zatopicie kilka polskich frachtowców. Instrukcja zawiera na przykład informacje o personaliach członków załogi, ale już nie obejmuje kilku "banalnych" zagadnień mechanicznych. Zawarte tam informacje pochodzą prawdopodobnie z innej wersji gry, bo niektóre komendy wykonywane są zupełnie gdzie indziej. Na order uśmiechu zasługuje też informacja o pełnej liście skrótów klawiszowych na końcu instrukcji do Silent Hunter 5: Bitwa o Atlantyk. Dlaczego? Cóż, gdyż jej tam nie ma.

Tak więc uczyć musimy się sami na własnych błędach. Podobnie jak w poprzedniej części, tak i w Silent Hunter 5: Bitwa o Atlantyk nigdzie nie są wytłumaczone detale misji - jak duży na przykład jest promień dookoła punktu będącego centrum strefy patrolowania? Trzeba poeksperymentować i sprawdzić, co zalicza zadanie... Zresztą będąc już przy tym temacie, należy naprawdę mieć nosa, bo co z tego, że zatapiamy okręt wojenny w miejscu misji, tonaż nam się zaliczy, ale kolejny krok w kampanii być może nie, jeśli owa jednostka nie była w skryptach oznaczona jako cel, a jedynie przypadkiem tam się pętała.

Gra, która wyrosła z serii symulacyjnej wyraźnie stoi w rozkroku pomiędzy dwoma targ etami konsumenckimi. W efekcie nie zadowoli pewnie nikogo. Hardcorowi fani zostaną niemile zaskoczeniu uproszczeniami. Gracze przypadkowi, pozbawieni jakiejkolwiek pomocy, zgubią się i zniechęcą. Jednych i drugich zaś zniesmaczy fakt, że na półki sklepowe trafił produkt, który powinien pozostać w studiu deweloperskim jeszcze przynajmniej pół roku, by do czegokolwiek się nadawać.

Realizm kontrolowany

Jak przystało na kontynuację symulacyjnej serii, możemy od Silent Hunter 5: Bitwa o Atlantyk zażądać ustawień bardzo hardcorowych. Alternatywnie mamy opcję odpuszczenia sobie z poziomu realizmu. Paliwo może się nie kończyć, torpedy otrzymać lekkie samonaprowadzanie - i tym podobne. Najwyraźniej jednak rumuńscy programiści postanowili graczom pójść na rękę i zadecydować o optymalnych ustawieniach. Nieważne bowiem, co pozaznaczamy i jaki poziom realizmu ustawimy, gra odpali się za każdym razem tak samo. Na średnim poziomie trudności z realizmem w 38%.

Dowiedz się więcej na temat: okręt | ocean atlantycki | bitwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje