Reklama

Ride to Hell

Gra Ride to Hell pozwoli nam na dołączenie do gangu motocyklistów w czasach seksu, narkotyków oraz rock'n'rolla. Czy ktokolwiek jest przeciw? Twórcy Ride to Hell czerpią pełnymi garściami z jednego z najciekawszych okresów XX wieku i wcale nie chodzi tu o II wojnę światową, a o szalone lata 60.

Czas seksualnej rewolucji, ostrego rock'n'rolla, dominacji hippisowskiej kultury, obecnych wszędzie narkotyków oraz protestów przeciwko wojnie w Wietnamie. Pośrodku tych realiów umieszczają gracza wraz z jego motocyklem. I choć pewne fabularne ramy narzucone są odgórnie, to jednak w znacznym stopniu właśnie od nas zależeć będzie, co stanie się potem. Czy wraz z naszym motocyklowym gangiem obrobimy wszystkie stacje benzynowe w okolicy, czy zajmiemy się eliminowaniem konkurencji, czy też na naszym dopieszczonym do granic możliwości chopperze zaczniemy startować w wyścigach, jedno jest pewne. Czeka na nas wiele dobrej zabawy, osadzonej w otwartym świecie wzorowanym na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Born to be wild

Akcja Ride to Hell rozpocznie się na początku lat 60. XX wieku. Wcielimy się w postać Ray'a Kaminskiego, weterana wojny w Wietnamie, który to po powrocie do kraju ma problem z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości. Dołączamy więc do motocyklowego gangu Devil's Hand, a nasze życie od tego momentu zmienia się o 180 stopni. Napady rabunkowe, strzelaniny, przepychanki z policją, porachunki z innymi gangami, pijackie burdy, narkotyki, rock'n'roll i seks stają się naszymi codziennymi towarzyszami, równie wiernymi jak nasz dzielny chopper.

Wszystko to wykonane w konwencji czysto sandboxowej. W Ride to Hell twórcy oddadzą w nasze ręce 95 kilometrów kwadratowych terenu wzorowanego na Zachodnim Wybrzeżu USA. Oznacza to długie drogi otoczone pustynią, odizolowane od świata małe miasteczka oraz pojedyncze bary i stacje benzynowe pośrodku niczego. Miejsca zapomniane nawet przez diabła. ale nie przez jego rękę. Trudno uniknąć porównań chociażby do Grand Theft Auto IV, jednak określenie tej gry mianem kolejnego klona wielkiego GTA byłoby krzywdzące.

World Wide Open

Nieliniowość to jedna z priorytetowych cech gier tego rodzaju, i nie inaczej będzie w przypadku Ride to Hell. Fabuła kręcić będzie się wokół ekipy Devil's Hand. Stopniowo przechodzić będziemy drogę od początkującego członka, aż do szefa gangu. Nasze zadania polegać będą głównie na zdobywaniu nowych terytoriów oraz rywalizacji z innymi żądnymi władzy i pieniędzy gangami. Wiele misji wykonamy w dowolnej kolejności, nie uświadczymy więc uczucia prowadzenia za rączkę. Ponadto w każdej chwili działalność na rzecz poszerzania wpływów naszego "bractwa" będzie można zawiesić, by ruszyć w trasę i dowolnie eksplorować oddany do naszego użytku wirtualny świat.

Jednak Ride to Hell nie skupia się tylko na jeżdżeniu motocyklem czy wykonywaniu misji. To przede wszystkim gra, dzięki której będziemy mogli stać się częścią osławionej kultury "West Coast". Ale nie w dzisiejszym, "pimpowym wydaniu" ze świecącymi neonami i toną biżuterii na szyi, lecz tej bardziej twardej. Bardziej męskiej. Motocyklowa brać to ludzie z charakterem, którzy doskonale wiedzą, czego chcą od życia, i sięgają po to pewną ręką. To prawdziwi zawadiacy i dzięki tej grze będziemy mogli stać się jednym z nich.

W Ride to Hell nie będzie problemu, by pójść do baru i się nachlać czy naćpać. Jako treść gry wydaje się to być może nieco szokujące lub kontrowersyjne, ale przecież tak właśnie prezentowały się ówczesne realia takich grup jak Devil's Hand. Będzie więc alkohol, będą narkotyki, będą bójki i przemoc, będzie także seks. Będzie całe spektrum relacji międzyludzkich, będziemy nawet mogli wchodzić w związki, i to niekoniecznie z kobietami. Uczucia takie jak miłość czy przyjaźń odegrają znaczną rolę w opowiadanej historii.Na świat Ride to Hell złoży się wiele większych miast, mniejszych mieścin oraz totalnie zapomnianych przez cywilizowany świat dziur. Nie zabraknie także wspomnianych wcześniej przestrzeni pustynnych. Ich dokładne przeszukanie odkryje przed nami wiele skrótów, które następnie przydadzą się podczas wykonywania misji. Oprócz tego znajdziemy także wiele ukrytych fantów. Część z nich pozwoli nam na powiększanie szacunku, którym darzą nas zarówno członkowie Devil's Hand, jak i chociażby bohaterowie niezależni.

Zresztą szacunek odgrywać w Ride to Hell będzie znacznie większą rolę, niż mogłoby się wydawać. Będzie zarazem wyznacznikiem naszych postępów w rozgrywce, jak i obowiązującą w grze walutą. Dzięki niemu na przykład dostaniemy dostęp do nowych części do naszego motocykla. A propos motoru.

Mój brat chopper

Motocykl stanowić będzie nasz podstawowy środek transportu, jednak wożenie naszego tyłka z miejsca na miejsce nie będzie jedynym jego zadaniem. Zresztą tym akurat równie dobrze zająć może się jakiś samochód czy autobus - tych także w grze nie zabraknie. Przede wszystkim chopper prezentować będzie to, jak ważni jesteśmy w gangu Devil's Hand. Wiadomo, że największe szychy mają dostęp do najlepszego sprzętu. Będziemy starać się więc, by nasza maszyna wzbudzała jak największy podziw i szacun w okolicy.

W tym celu wraz z rozwojem fabuły będziemy go przerabiać, wymieniając kolejne części na coraz lepsze oraz nakładając na nie coraz ciekawsze oraz ładniejsze wzory i znaki. W Ride to Hell motor będzie składał się z kilkunastu części, a w każdej z nich dostępnych będzie prawdziwe zatrzęsienie zamienników. W związku z tym nie ma co liczyć na licencjonowane maszyny. Za to liczba możliwych kombinacji ma pójść w miliony - zupełnie jak w przypadku Pure. Co więcej, twórcy wspominają o tym, że będziemy mogli odwzorować dowolny, jeżdżący kiedykolwiek po amerykańskich ulicach chopper. Oczywiście jedynie częściami dostępnymi w latach 60. Brzmi to trochę jak bajka, jednak mamy nadzieję, że przysłowiowe ziarenko prawdy będzie w tym przypadku znacznych rozmiarów.

When it's done

Zagadką pozostaje strona techniczna produkcji. Za stworzenie Ride to Hell odpowiada studio Eutechnyx, które na swoim koncie ma takie tytuły jak seria Big Mutha Truckers, Street Racing Syndicate, Test Drive: Le Mans czy zdecydowanie nowsze Ferrari Challenge oraz SuperCar Challenge. Wszystko to są gry, które nie zrobiły wielkiej furory, ale na pewno zostały dostrzeżone na rynku i miały w sobie znaczny potencjał. Zaprezentowana na screenach oraz w zwiastunie grafika nie zachwyca, jednak stworzono ją - biorąc pod uwagę jak szybko w dzisiejszych czasach starzeje się oprawa graficzna gier - dawno temu. Twórcy na pewno więc zmodyfikują ją do obecnych standardów, jednak końcowy efekt pozostaje zagadką.

Co do muzyki, spodziewać się możemy potężnej dawki rocka z lat 60. Mówi się o około 300 wykupionych licencjach na utwory muzyczne. Gdyby okazało się to prawdą, Ride to Hell zyskałoby kolejny, bardzo mocny plus. Z kolei minusem może być brak rozgrywki wieloosobowej. W tym miejscu dostępne będą narzędzia umożliwiające dzielenie się ze znajomymi zrobionymi własnoręcznie screenami, choć to raczej marna pociecha.

O końcowym efekcie przekonamy się jeszcze w roku 2010. Ride to Hell, według różnych źródeł, zadebiutować ma na przełomie trzeciego i czwartego kwartału, jednak twórcy datę premiery najchętniej określają słynnym "when it's done". Gra ukaże się na PC, PlayStataion 3 oraz Xbox 360.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje