O ratowaniu Duke Nukem

Marka Duke Nukem oraz sam Duke Nukem Forever należy teraz do studia Gearbox Software. Jak do tego doszło? Na to pytanie odpowiedział w jednym z wywiadów prezes firmy, Randy Pitchford.

Okazuje się, że gdyby nie on, Książę naprawdę by umarł. Jak w rozmowie z serwisem VG247 tłumaczy Pitchford, o problemach 3D Realms, które tworzyło Duke Nukem Forever przez 12 lat, dowiedział się dopiero w maju ubiegłego roku, kiedy ostatecznie zamknięto studio. Tylko jeden człowiek nie dał jednak za wygraną - Allen Blum, starszy projektant poziomów, który wraz z kilkoma kolegami tworzącymi Duke Nukem Forever postanowił dalej pracować nad grą w domu.

"Skorzystałem więc z tego - widziałem, to co już zrobili, znałem Alana, pracowałem z nim i wiedziałem, że jest to możliwe. Zdecydowałem się pomóc - w czasie, kiedy Duke tego potrzebował. [...] Zaproponowałem im, że będę ich finansował. Doszli w końcu do tego punktu, w którym tego potrzebowali, więc zacząłem ich finansować i jednocześnie rozpocząłem rozmowy z Georgem [Broussardem] i Scottem [Millerem] o stronie biznesowej, by zobaczyć, co moglibyśmy w niej naprawić" - wspomina Pitchford.

Reklama

"Zebrałem ich wszystkich i zawiozłem do Christopha Hartmanna [prezesa 2K Games] i opowiedziałem mu, czego dokonałem. Powiedziałem mu, że mam znaczną wiedzę o marce i że pracowałem nad nią wcześniej, o zaufaniu jakim darzą mnie Scott i George oraz ich ekipa, jak i o wiarygodności oraz doświadczeniu mojego własnego studia, a także o możliwości wydawania gier na wszystkich platformach. Doniosłem o tym wszystkim Take-Two. Odkąd firma ta stała się właścicielem praw do Duke Nukem Forever, stało się oczywiste, że nie chce dla tej gry niczego innego, poza tym by była świetna" - tłumaczy.

"Musieliśmy utrzymywać wszystko w tajemnicy przez ponad rok; to nie jest gra, w związku z którą chce się składać obietnice. To nie jest gra, co do której możesz po prostu wyjść przed ludzi i powiedzieć zanim sprawy biznesowe nie zostaną rozstrzygnięte, bo spójrzmy prawdzie w oczy - słyszeliśmy o takich zapewnieniach wcześniej. Nawet jeśli opublikowalibyśmy screeny i zwiastuny, to widzieliśmy je wcześniej. Wszyscy byliśmy zwodzeni od naprawdę długiego czasu" - wyjaśnia Pitchford.

"Ktoś kiedyś powiedział: . Tak też zrobiłem. Umieściłem siebie w samym środku tego wszystkiego i postawiłem na to [Duke Nukem Forever] wszystkie żetony i udało się. Naszą strategią było dostarczenie gry do miejsca, w którym jak wiemy teraz się znajduje. Mamy ją w fazie poprawek, gdzie działa na wszystkich platformach i jest gotowa do wydania. Kiedy rozmawialiśmy o tym wszystkim, stwierdziliśmy: . Uwielbiam targi PAX. Są tam setki tysięcy osób i nie są to sprzedawcy, a choć wśród nich jest kilku dziennikarzy, naprawdę nie o nich chodzi - chodzi o graczy" - opowiada.

A skoro o graczy chodzi, możemy spodziewać się dema Duke Nukem Forever. W tym samym wywiadzie Pitchford stwierdził bowiem, że wersja demonstracyjna gry-widmo jest ważną rzeczą. Prezes studia Gearbox Software nie podał jednak konkretnego terminu jej debiutu. A to dlatego, że wszystko do tej pory było tajemnicą.

"Jest to jednak jedna z rzeczy związana z utrzymywaniem wszystkiego w tajemnicy - cóż, z tego co wiem, 2K dopiero dziś [w dniu prezentacji] powiedziało swoim sprzedawcom o Duke Nukem Forever" - tłumaczy Pitchford. "Teraz, kiedy kot został wyjęty z worka, możemy wreszcie zacząć planować takie rzeczy. Możemy spotkać się ze sprzedawcami i ustalić termin wydania gry, jak i dema.[...]" - dodaje.

CDA
Dowiedz się więcej na temat: studia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy