Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Majesty 2: Symulator Królestwa Fantasy

Niemalże dekadę temu na rynku pojawiła się gra, która wśród miłośników strategii czasu rzeczywistego wywołała niemałe zamieszanie. Była to samodzielna produkcja studia Cyberlore, specjalizującego się dotychczas w dodatkach do innych gier, zatytułowana Majesty. Co wyróżniało ten tytuł spośród dziesiątków innych, należących do gatunku RTS?

Otóż w grze owej nasza rola ograniczona była jedynie do zarządzania królestwem i w przeciwieństwie do innych tytułów tego typu, nie mogliśmy bezpośrednio kierować podległymi nam jednostkami. Zbliżało to grę do popularnych simów i okazało się na tyle grywalnym i nośnym pomysłem, iż produkcja ta wraz z dodatkiem The Northern Expansion zdobyła sobie grono wiernych i oddanych fanów. Dziś w nasze ręce trafia kolejna gra opatrzona tą marką, tym razem wyprodukowana przez należące do rosyjskiego koncernu 1C studio Ino-Co. A my spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy odgrzanie tego pomysłu po bez mała dziesięciu latach było dobrym pomysłem?

Reklama

Głównym daniem w nowym Majesty jest oczywiście kampania dla pojedynczego gracza, która oferuje nam możliwość rozegrania szesnastu misji, połączonych ze sobą obowiązkowym wątkiem fabularnym. Ten ostatni nawiązuje do historii znanej fanom z pierwszej części gry, ale choć akcja znów przenosi nas do królestwa Ardanii, to jednak od pamiętnych wydarzeń minęło około 500 lat. Przez wiele lat Ardanią rządzili mądrzy i sprawiedliwi władcy, a wśród nich król Leonard, który ostatecznie doprowadził do klęski wszystkich wrogów królestwa. Aby dopełnić dzieła i zabezpieczyć przyszłość postanowił jednak rozprawić się również z potencjalnymi gośćmi z innych sfer egzystencji. W tym celu wezwał potężnego demona, którego miał zamiar ostatecznie pokonać. Domyślacie się już co było dalej?

Powrót króla

Tak, tak. Teraz to my, jako prawowici następcy tegoż władcy, musimy dokonać tego, co tak koncertowo spartolił nasz wielki przodek. Na szczęście nie będziemy w tej walce osamotnieni, bowiem swoją pomocą i mentorskimi radami służy nam dawny doradca króla. I w ten oto sposób, zaliczając kolejne misje - niekiedy będziemy mieli ograniczony wybór kolejności ich rozegrania - powoli odbijamy nasze dziedzictwo z rąk demonicznego pomiotu. Oczywiście na naszej drodze staną nie tylko armie demonicznego władcy, ale również wszelaka, nie zawsze do końca uczciwa konkurencja, czyli miejscowi władycy roszczący sobie pretensje do tego, co z racji urodzenia i sprawiedliwości dziejowej należy się nam i tylko nam. W przypadku misji warto zwrócić wszakże uwagę na jeszcze jeden, zazwyczaj mało istotny element - wstępy do nich. Są po prostu rewelacyjne i do tego czytane świetnym głosem, który skądś już znamy. Jest to właśnie ten poziom dowcipu i ironii, kojarzący się ze starymi grami, jakiego dziś już próżno szukać w wielkich produkcjach.

Oprócz kampanii otrzymujemy dodatkowo sześć pojedynczych scenariuszy i... to wszystko! Żadnych losowych map, żadnego edytora - pod tym względem gra zawodzi chyba najbardziej. Twórcy zapowiedzieli co prawda pojawienie się takowych trybów w tworzonym ponoć dodatku, jednak po dziewięciu latach oczekiwania, mogli spragnionym zabawy fanom rzucić, oprócz kości, choć kawałek mięsa na zachętę. A tak, niestety, będziemy musieli znów czekać. Tym bardziej, iż mimo całkiem zadowalającej liczby misji (w sumie 22), grę da się przejść bez problemu w około 30 godzin. Uwierzcie, iż mimo kilku błędów i niedopracowanych elementów (o czym za chwilę), jest to zdecydowanie za mało - jeśli chodzi o grywalność, "dwójka" praktycznie dorównuje swej poprzedniczce. Szkoda więc, że nie otrzymaliśmy w podstawce choćby opcji generowania losowych map i swobodnej rozgrywki, co zapewniłoby jej naprawdę dużą żywotność. Ale łatwo to zrozumieć - dodatek też musi się sprzedać.

Czas najwyższy popastwić się nieco nad rozgrywką. Dla fanów mam dwie wiadomości: jedną złą i jedną dobrą. Zacznę od tej dobrej. Praktycznie w 90% Majesty 2 jest dokładnie tym, co tak bardzo zachwyciło i ujęło nas kilka lat temu po premierze "jedynki". Zła wiadomość jest jednak taka, że owe pozostałe 10% potrafi chwilami mocno popsuć pozytywne wrażenie robione przez wspomnianą większość. Przejdźmy jednak do konkretów.

Dowiedz się więcej na temat: złota | bohaterowie | rozgrywki | misje | symulator

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje