Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Magic: The Gathering Tactics

Ta gra ma pewną wartość. Jest doskonałą ilustracją tego, jak silne u producentów jest przekonanie o niezmierzonej naiwności nerdów gotowych kupić i słój piachu, o ile tylko opatrzy się go odpowiednim logo.

Tak było już w przypadku udającego grę Clone Wars Adventures, nie lepiej wygląda sytuacja z Magic: The Gathering - Tactics. Pozycją bez wątpienia lepszą, ale i tak każącą zadać sobie pytanie: kto przy zdrowych zmysłach będzie za to płacił?

Reklama

What color are you?

MTG to najpopularniejsza na świecie kolekcjonerska gra karciana, w której przy pomocy występującej w pięciu kolorach many przyzywamy stwory, rzucamy zaklęcia i dążymy do zmielenia oponenta po drugiej stronie stołu. Wybór "naszego" koloru to pierwsza, a zarazem najbardziej porażająca bezsensem czynność dokonywana w Tactics. Po fakcie okazuje się, że wybór jest jednorazowy i ostateczny. Ma to znaczenie: decyzja określa, która spośród kilku dwukolorowych talii startowych (40 kart stworów i czarów) zostanie nam przyznana.

Ergo: jeśli wybierzesz zieleń i po czasie uznasz, że dowodzenie partnerami Legolasa cię nie bawi, pozostaje założyć nowe konto albo budować następny deck od podstaw. Drugie rozwiązanie jest diabelnie kosztowne: za postępy w kampanii otrzymujemy ledwie kilka kart, tempo przyrostu złota zdobywanego w bonusowych - i bardzo zabugowanych - "misjach dziennych" ma się nijak do cen w domu aukcyjnym, a ugranie czegoś w turnieju za pomocą decka startowego jest z oczywistych względów utrudnione. Pozostaje wydanie realnej kasy na drogie (ok. 12 zł za jeden) boostery, tj. zestawy losowych (!) kart.

Official Licensed Product

Rozgrywka to bezpardonowa zrzynka z serii Heroes of Might & Magic, Disciples czy, zwłaszcza, Etherlords. A dokładniej: z przedstawionych w nich turowych starć, gdyż do nich się ogranicza. Nie ma eksploracji mapy świata, zbierania skarbów czy budowania twierdz. MTG udają tu jedynie bitwy, toczone na niewielkich, pokratkowanych planszach z przeszkodami. Animujemy tam naszego awatara, Planeswalkera ciskającego piorunami i dodającego do kolejki tur następne stwory. I wieje nudą...

...bowiem element "Magii" ogranicza się do dekoracji: szczątkowo przedstawionych realiów świata, obecności jednostek znanych z kart i nazewnictwa czarów. Samą mechanikę karcianki spłycono do granic możliwości. Brak też subtelniej działających kart, walka razi prostotą. Nie czuć, że gramy w inkarnację Magica - mogłaby to być dowolna inna marka.

Tourney

W wersji dla jednego gracza cała ta nieoryginalna zabawa zamyka się w tutorialu oraz ledwie godzinnym pierwszym rozdziale kampanii (kolejne cztery - do kupienia za słoną cenę: ok. 15 zł). Zdobywane doświadczenie podnosi poziom awatara i pozwala rozwijać odpowiadające kolorom drzewka talentów ("twoje zombiaki gniją o turę dłużej" etc.). Postępy w ciekawszych i dających pewną satysfakcję rozgrywkach przeciw innym ludziom modyfikują także naszą rangę PvP.

Tam, prócz wolnych od profitów gier towarzyskich, dostępna jest występująca w trzech odmianach scena turniejowa, gdzie najlepsi zgarniają m.in. darmowe boostery. Konieczne jest jednak wykupienie na nią wejścia za złoto (odrobinkę dostajemy na starcie, resztę nabywamy za rzeczywistą walutę lub zbieramy, wykonując "misje dzienne") albo nawet własne, nieotwarte boostery. Dokopanie innym wymaga pewnego ogarnięcia, szkoda tylko, że tragicznie działający i niemalże ukryty czat utrudnia jakąkolwiek komunikację. Brakuje też możliwości obejrzenia profili innych oraz, o zgrozo, jakiegokolwiek katalogu kart.

0:20

Screeny w artykule nie pochodzą z wydanego w 2003 roku MTG: Battlegrounds. Tactics naprawdę wygląda tak staro, a co gorsza ma tyleż brzydki, co nieuzasadniony zwyczaj nasilającego się w trakcie gry przycinania. Do tego efekty czarów prosto z Commodore 64 i dźwięki przyprawiające o ból korzonków. Dodajmy rozgrywkę mającą z Magikiem mało wspólnego i nieuzasadnione niczym ceny... i oto jest taki wirtualny odpowiednik karty Rod of Ruin.

Dowiedz się więcej na temat: Guardian

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje