Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Korea - mekka graczy

Gram i gram...

Reklama

Niektórych gry pochłaniają tak bardzo, że nie potrafią sami zauważyć, że są głodni, zmęczeni, wręcz wyczerpani. Przestają docierać do nich sygnały wysyłane przez organizm. Liczy się tylko gra. Przykład pierwszy z brzegu. 28-letni mieszkaniec Korei Południowej umiera na atak serca po spędzeniu ponad dwóch dni w kawiarence internetowej. Przez 50 godzin odchodził od komputera tylko po to, by pójść do toalety lub uciąć sobie kilkuminutową drzemkę. Wcześniej rzucił pracę, aby mieć więcej czasu na granie.

Przykładów taki jak ten powyższy są dziesiątki, jeśli nie setki. Zarówno młodzi i starsi Koreańczycy spędzają w kawiarenkach internetowych po kilkadziesiąt godzin z rzędu, grając - przede wszystkim w StarCrafta, który w tym kraju jest wręcz obiektem kultu.

Gry to nie tylko zło

Jednak uzależnienie od gier komputerowych to w Korei nie tylko źródło problemów. To także podstawa do powstania nowych elementów popkultury. Ba, e-sport jest w tym kraju nie tylko jedną z popularniejszych form rozrywki, ale również... dyscypliną sportu.

W Korei Południowej odbywają się najsłynniejsze na świecie zawody w graniu - World Cyber Games. Uczestniczą w nich profesjonalni zawodnicy z całego świata. To coś jak olimpiada, tylko że zamiast biegu na 100 metrów czy skoku w dal mamy pojedynki w StarCrafta.

Dla niektórych Koreańczyków e-sport to pasja, ale również praca. Korea Południowa to skupisko profesjonalnych graczy, przede wszystkim we wspomnianego StarCrafta. Działają tutaj także m.in. trenerzy i reporterzy, opisujący zmagania e-sportowców.

Brudny e-sport

Niestety, gdzie są pieniądze, tam zwykle pojawia się i korupcja. Nie inaczej jest w koreańskim e-sporcie. Ostatnio odkryto, że najlepsi gracze w StarCrafta, a także działacze, trenerzy i reporterzy, byli uwikłani w aferę korupcyjną, polegającą na ustawianiu meczów i nielegalnym dostarczaniu materiałów z gier treningowych grupom hazardowym.

Korea była - i prawdopodobnie nadal jest - zatrwożona. Być może gdyby u nas wydarzyła się podobna historia, potraktowalibyśmy ją z przymrużeniem oka. Ale tam? Tam jest to prawdziwy skandal.

Gry mogą się opłacać

Na pewno opłacają się Korei. Tamtejszy minister kultury, sportu i turystyki zamierza uczynić ją trzecią - po Stanach Zjednoczonych i Japonii - potęgę na rynku gier wideo. Koreański rząd zainwestował już w niego kilkaset milionów dolarów i prawdopodobnie to nie koniec inwestycji.

Czekamy zatem na pierwsze hity rodem z Korei. I życzymy powodzenia w walce z uzależnieniami. Wierzymy, że w końcu Koreańczycy się opanują.

Dowiedz się więcej na temat: sport | gry komputerowe | kraj | Korea Południowa | Korea Północna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje