Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Kane & Lynch 2: Dog Days

Najbardziej problematyczni zabójcy powracają. Problematyczni szczególnie dla recenzentów, którzy muszą wystawić jej sprawiedliwą ocenę, co wcale łatwe nie jest. Problem ten pojawił się już przy pierwszej odsłonie, a teraz się powtarza. Ups, jestem w tarapatach!

Pierwsza część Kane & Lynch przez jednych była oceniana jako bardzo dobra gra akcji, a przez innych ganiona i nazywana przeciętniakiem. Trudno było o jednoznaczne opinie nawet wśród mediów, które na co dzień uważane są za obiektywne - w niektórych serwisach produkcja dostała oceny całkiem wysokie (w okolicach 8/10), a w innych zaskakująco niskie (5-6/10). Przez niesprawidliwą (zdaniem niektórych) notę posadę stracił redaktor naczelny jednego z największych serwisów o grach, amerykańskiego GameSpota.

Reklama

Przy okazji Kane & Lynch 2: Dog Days o takich problemach się nie słyszy (może dopiero wyjdą na jaw), lecz i tak oceny gra dostaje skrajnie różne - od 2/5 (Giant Bomb) do 84/100 (Play.tm) czy 9/10 (Official Xbox Magazine). Jak naprawdę jest z tymi chłopakami? Może od początku...

Szanghajska historia

Fabuła Kane & Lynch 2: Dog Days opowiada o... Kanie i Lynchu. Chyba nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej. Po wydarzeniach znanych z jedynki psychopatyczni zabójcy postanowili trochę przystopować, zająć się relacjami z rodziną czy innymi osobistymi sprawami. Jednak Kane postanawia wziąć na siebie ostatnią fuchę w swojej gangsterskiej karierze, by zapewnić sobie i bliskim dostatnie lata życia, aż do jego końca. Załatwia mu ją Lynch i w końcu obaj trafiają do Szanghaju, gdzie jeden z mafiosów składa im obiecującą propozycję. Niestety, nic nie idzie po myśli bohaterów - zostają wplątani w krwawą wojnę gangów i znowu muszą walczyć o życie.

Brzmi dobrze? Rzeczywiście, tylko niestety po intrygującym i świetnie zrealizowanym początku czeka nas miałka w gruncie rzeczy przygoda, przedstawiona w sposób znany z przeciętnych gier czy filmów (a liczyliśmy przecież na najwyższej jakości kino... tzn. grę akcji!). Bohaterowie nie dają się specjalnie lubić (a przecież nie trzeba być fajnym i dobrym gościem, żeby dać się lubić, co wiedzą choćby postacie z serii GTA), a dialogi pomiędzy poszczególnymi postaciami pozostawiają wiele do życzenia. Nic to, może sama rozgrywka jest lepsza?

Wychyl się, strzel...

Niestety, nie do końca. Właściwie to mam wrażenie, że twórcy nie wzięli do siebie uwag, jakie przedstawiali im gracze przy pierwszej odsłonie. W dwójkę gra się prawie że identycznie, czyli raczej przeciętnie - strzelaniny nie są zbyt wciągające, a poza nimi produkcja nie ma tak naprawdę nic do zaoferowania.

Schemat zabawy w Kane & Lynch 2: Dog Days wygląda następująco: schowaj się za osłoną -> wychyl się -> strzel -> schowaj się. Tak wyglądają strzelaniny, których jest tutaj bez liku. Twórcy postawili na akcję (jak już wspomniałem, fabuła szybko podupada na zdrowiu) i niestety przedstawili ją w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Po jakimś czasie strzelanie z ukrycia do kolejnych, szanghajskich gangsterów zaczyna się zwyczajnie nudzić. A do tego system odpowiedzialny za ukrywanie się (tzw. przyklejanie do ścian i innych obiektów) nie działa tak jak powinien.

Czym strzelać?

Wybór jest całkiem spory. Panowie z IO Interactive oddali do twojej dyspozycji arsenał, którego nie powstydziłby się nawet oddział wojska. Znajdziesz w nim pistolety, karabiny półautomatyczne i automatyczne, broń cięższą i maszynową, strzelby czy snajpierki - prawie każdy typ pukawki w kilku odmianach. Wszystkie różnią się od siebie cechami takimi jak zasięg, precyzja czy pojemność magazynka. Zanim wybierzesz sobie ulubiony zestaw, minie trochę czasu (tym bardziej, iż jednocześnie możesz mieć przy sobie tylko dwa typy broni).

Co do celów natomiast, też na powtarzalność narzekać nie powinieneś. Kane i Lynch znaleźli się w o tyle "komfortowej" sytuacji, że ściga ich praktycznie cały Szanghaj - od gangsterów, poprzez policjantów, aż po uzbrojonych po zęby żołnierzy. Na ich nieszczęście, twórcy nie obdarzyli ich zbyt zaawansowaną sztuczną inteligencją. To, co obserwujemy tutaj, można nazwać raczej sztuczną głupotą.

Kane czy Lynch?

Obaj są obecni w tej szanghajskiej wojnie i obaj biorą w niej aktywny udział, ale o ile w pierwowzorze pierwsze skrzypce grał Kane, to tym razem możesz poznać nieco bliżej Lyncha. Niestety nic się nie zmieniło w kwestii sztucznej inteligencji towarzysza kontrolowanego przez komputer - jest on równie niemyślący, jak ten w pierwszej części (i tak jak wspomniani przeciwnicy).

Na szczęście nie jesteś tutaj skazany na to, aby Kane'em sterował komputer. Autorzy udostępnili w Kane & Lynch 2: Dog Days tryb kooperacji, w którym ty wcielasz się w jednego z dwójki zabójców, a kolega w drugiego. Jak wygląda zabawa w coopie? Nie najlepiej, ale znowu też nie tak źle - jeśli porównywać go jednak do zabawy w pojedynkę, to z pewnością lepiej bawiłem się, strzelając ramię w ramię z kumplem.

W grze jest również dostępny multiplayer, w którym możesz wybierać pomiędzy trzema trybami. Pierwszy to Krwawy Sojusz, w którym wcielasz się wraz z innymi graczami w bandytów i razem musicie dokonać włamania, radząc sobie przy tym z policjantami (sterowanymi przez sztuczną inteligencję). Drugi to Tajniak - przypomina ten pierwszym, z tym, że jeden z bandytów jest policjantem działającym pod przykrywką, mającym za zadanie udaremnienie napadu i pomoc w ujęciu gangsterów. Trzeci, Gliniarze i Złodzieje, jest chyba najbardziej typowy - członkowie jednej drużyny muszą wykonać jakieś zadanie, a członkowie drugiej stają przed zadaniem ich powstrzymania.

Stój, bo strzelam!

W Kane & Lynch 2: Dog Days możesz zagrać, jeśli lubisz gangsterskie klimaty i krwawe strzelaniny. Akurat w tym momencie na rynku nie ma zbyt wielu produkcji tego typu (twórcy chyba specjalnie wybrali taką datę premiery). Niestety ogólnie będziesz raczej zawiedziony - nie tylko wszystkimi mankamentami, o których pisałem wcześniej (słaba fabuła, nudna rozgrywka, problemy ze sztuczną inteligencją), ale i tym, że przejście całej gry zajmuje około... 4-5 godzin. To chyba trochę za mało, prawda?

Dowiedz się więcej na temat: zabójcy | Lynch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje