Reklama

Jak Electronic Arts chce zarabiać na piratach!

Dzięki finansowemu serwisowi Buisness Week poznaliśmy strategię EA dotyczącą sprzedaży DLC.

Ma ona swoją własną nazwę, powstała w wyniku burzy mózgów i... pozwoli koncernowi zarabiać na piratach!

Pamiętacie tę wypowiedź? John Riccitiello, prezes Electronic Arts, powiedział na początku grudnia, że "jego firma chce zarabiać na piratach i ma pomysł jak to zrobić".

Dzięki artykułowi "Lost in Alien Landscape", opublikowanym wczoraj w serwisie Business Week wiemy już, co "stalowo-oki" John miał na myśli. Okazuje się, że kilka miesięcy temu, Riccitiello wezwał swoich najważniejszych menadżerów na spotkanie, na którym, w wyniku burzy mózgów, szychy EA wymyśliły "Project Ten Dollar", czyli projekt "10 dolarów". Jego główne zadanie, to wygenerowanie zysku "na" graczach, którzy kupują używane gry (w USA podobno co trzecie pudełko z grą zmienia w ten sposób właściciela) oraz piratach.

Reklama

Jak to zrobić? Filozofia EA jest następująca - nowe gry zawierają pewne zintegrowane systemy dystrybucji DLC, które udostępniane są za darmo. Jest jedno "ale" - darmowe DLC pobierać może tylko pierwotny użytkownik, co osiąga się poprzez dodawanie do gier kodów jednorazowego użytku, aktywujących wewnętrzny, zaszyty w grze system dystrybucji. Każdy, kto gra na używanej kopii - lub piracie - musi zapłacić za pobranie/uruchomienie modułu z darmowymi DLC.

Ile? Właśnie "tytułowe" 10 dolarów lub ich równowartość. Pozwala to twórcom oferować w postaci darmowych DLC rzeczy, które w dawnych czasach po prostu byłyby w grze (ale nie przejmować się ich narzekaniami, bo przecież rozdają je za "darmo"), a jednocześnie tworzy mechanizm zarabiania na piratach/używkach. A za "duże" DLC - czyli dawniejsze pudełkowe dodatki - wciąż można pobierać opłaty, bo będą one dystrybuowane nie w grze, a tradycyjnymi kanałami, jak Xbox Live czy PlayStation Network. Genialne! (Ekhm..)

I już działa. System ten testowano w Dragon Age: Początek, jego idealnym przykładem jest Sieć Cerberus z Mass Effect 2, kolejnym "zintegrowanym systemem dystrybucji DLC" pochwalić się będzie mogło Battlefield: Bad Company 2.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy