Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Front Mission Evolved

Pochwalić Double Helix można za to, że projektanci poziomów zatrudnieni w tym studiu najwyraźniej wyczytali w jakimś poradniku "Tworzenie gier nie tylko dla orłów", że w shooterach przydaje się różnicować akcję, i próbują to robić, w jednej misji każąc nam uciekać przed spadającą z orbity stacją kosmiczną, w innej wysyłając nas do wnętrza wrogiej bazy na własnych nogach, w trzeciej wsadzając do robota, który porusza się na poduszce powietrznej itd., itp. Niestety zmiany te dotyczą bardziej otoczki wykonywanych misji niż wrażeń, jakie one oferują, bo niezależnie od tych fabularnych pomysłów wszystko i tak sprowadza się do strzelania.

Reklama

Prawdziwym urozmaiceniem są walki z bossami - urozmaiceniem, bo normalne poziomy przechodzi się bez przerw i pauz, a starcia z wielkimi przeciwnikami potrafią się przeciągać w nieskończoność. Nie dlatego że jest trudno - zginąć w nich niełatwo, bo w pobliżu zawsze generują się apteczki (czyli zielone skrzynie w magiczny sposób naprawiające mecha) - ale dlatego, że ci wrogowie specjalni są po prostu cholernie odporni na ostrzał i trzeba dosłownie zasypać ich ołowiem, by wreszcie sczeźli.

Powrót do PlayStation 2

Najciekawsze w całej grze jest własnoręczne tworzenie swojego mech... przepraszam, wanzera. Pomiędzy misjami możemy w hangarze pogrzebać przy robocie, wybierając dla niego bronie i takie elementy konstrukcyjne, jak korpus (określa ilość generowanej energii, do której należy potem dostosować inne instalowane w wanzerze systemy) czy "plecak", moduł instalowany na grzbiecie robota, który daje mu różne bonusy. Interesującym pomysłem jest możliwość dokupywania do broni różnych modyfikatorów (np. zwiększających szansę na to, że po trafieniu wróg zacznie się palić), ale ta finezja w trybie dla jednego gracza zupełnie się gubi.

Dużo większy sens ma bawienie się w takie szczegóły w trybie multiplayer, tyle tylko że Front Mission Evolved to po prostu zbyt przeciętny shooter, by komukolwiek chciało się brać udział w potyczkach w sieci. Tym bardziej że i one oferują jedynie standardowe warianty deathmatchu i dominacji oraz prosty system rozwoju postaci. Kiedy myślałem o zmarnowanym potencjale tego multi, zamarzyło mi się World of Tanks, ale z mechami - niestety Front Mission Evolved nie jest taką grą.

Ogólną przeciętność tego tytułu potwierdza również jakość oprawy - tak dźwiękowej, jak i graficznej. To, co widać, nazywamy ostatnio w redakcji krótko: "PlayStation 2" - z całym szacunkiem dla tej wspaniałej, ale jednak już wiekowej konsoli. Najbardziej kuriozalne są dość często wykorzystywane przez twórców kupy gruzu zalegające tu i ówdzie: to przydeptany ostrosłup o nieregularnej podstawie (dla humanistów: taki jakby niski namiot), pokryty jednowymiarową brzydką teksturą w kiepskiej rozdzielczości. Na szczęście dużo efektowniejsze są modele wanzerów - widać, że to na nie głównie idzie moc obliczeniowa układu graficznego.

Słabo jest również z dźwiękiem. Szczególnie bawią wprowadzenia do misji, czytane, o ile się nie mylę, przez dobry syntezator mowy, bo emocji nie ma w nich wcale. Do tego dochodzi kiepska jakość konwersji na PC (nierówna liczba klatek animacji; zbyt wysokie ustawienie domyślne czułości myszy; niewygodna, korzystająca z myszy, a opracowana z myślą o padzie nawigacja po menu modyfikacji wanzerów itd.) i dostajemy grę, która szybko trafi do koszy z przecenami w hipermarketach. Wtedy można się nią zainteresować. Choć lepiej będzie wydać kasę na dwie i pół szklanki mąki, 20 dag masła, 4 jajka, 1 szklankę mleka, 2 szklanki cukru, 3 łyżki kakao i 2 łyżeczki proszku do pieczenia, a potem zrobić z tego wszystkiego murzynka dla mamy.

Dowiedz się więcej na temat: pierwszy raz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama