Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Front Mission Evolved

Prorok jakiś czy co? Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Front Mission Evolved na targach gamescom, pomyślałem sobie, że to "średniak, który świata nie zawojuje". Kiedy skończyłem grać, by zabrać się do pisania recenzji, chodziło mi po głowie dokładnie to samo.

Nie pomógł nawet Hideo Kojima. Ten legendarny japoński projektant został przez zespół Double Helix zaproszony do współpracy, jednak jej jedynym widocznym efektem jest to, że na ekranie edycji występujących tu robotów bojowych można nakleić im kalkomanie z logo Metal Gear Solid, czyli z najbardziej znanego dzieła Kojimy.

Reklama

Zapewne wkład Japończyka w prace nad Front Mission Evolved nie ograniczał się do tego, ale zupełnie tego nie czuć - to bardzo przeciętny, sztampowy, niczym niezaskakujący shooter.

Była strategia, jest shooter

We Front Mission Evolved najciekawszy jest fakt, że nie jest to taktyczna strategia, jak wcześniejsze gry noszące ten tytuł, a właśnie strzelanina z akcją przedstawioną z perspektywy trzeciej osoby. Front Mission to seria dla wielu oldskulowych konsolowych graczy kultowa: rozpoczęła swój żywot w 1995 roku za sprawą Front Mission na Super Nintendo, które potem zostało przeniesione na pierwsze PlayStation (a w 2007 roku również na Nintendo DS), a także doczekało się pięciu kontynuacji i trzech tzw. spin-offów, czyli tytułów nawiązujących do marki, ale opartych na innych zasadach. Front Mission Evolved to powrót do tego wielkiego niegdyś tytułu, pierwsza nawiązująca do niego gra na obecnej generacji konsol/komputerów, wydawać by się więc mogło, że finansujący produkcję koncern Square Enix zadba o odpowiednią dla takiego comebacku jakość. Niestety nie zadbał.

Evolved powstało w kalifornijskim studiu Double Helix, znanym głównie z przeciętnych gier na licencji znanych kinowych obrazów (m.in. Złoty Kompas czy G.I. Joe: The Rise of Cobra), które w ostatnich czasach błysnęło tylko jednym tytułem - Silent Hill: Homecoming. Ekipa ta wzięła z taktycznych strategii uniwersum - świat przyszłości (tym razem nieco bardziej odległej; akcja toczy się w roku 2171), w którym nie ma krajów, a jedynie walczące o sfery wpływów korporacje, wojujące ze sobą przy użyciu armii tzw. wanzerów, czyli bojowych robotów. Ktoś planuje doprowadzić do globalnej wojny między nimi i przygotowuje intrygę, która rzeczywiście miałaby szanse na powodzenie... gdyby nie bohater gry.

Czyli Dylan Ramsey, syn naukowca pracującego nad prototypowymi modelami wanzerów. Jego ojciec gubi się gdzieś w trakcie bojowej prowokacji, która ma rozpocząć konflikt, więc chłopak dołącza do jednostki wojskowej biorącej udział w działaniach kluczowych dla rozpoczynającej się powoli wojny i próbuje odkryć, o co w tym wszystkim chodzi. W posagu wnosi jeden z prototypów, którym będziemy sterować i który będziemy modyfikować w trakcie rozgrywki.

Alleluja i ra-ta-ta-ta-ta!

Rozgrywka zaś sprowadza się wyłącznie do strzelania - głównie broniami zainstalowanymi na wanzerze, choć są tu i takie sekwencje, w których kierujemy bohaterem poruszającym się na jego własnych, a nie mechanicznych nogach, oraz takie, gdzie przejmujemy kontrolę np. nad działkiem zainstalowanym na burcie bojowego śmigłowca. Owo strzelanie jest niezwykle monotonne - każdy z poziomów, mimo pozornej rozległości niektórych z nich, prowadzi gracza jak po sznurku od punktu A do punktu B, co jakiś czas wysyłając na niego fale zbyt często powtarzających się przeciwników (kilka rodzajów robotów, kilka rodzajów czołgów, piesi), którzy w walce stosują sprawdzoną, acz mało finezyjną taktykę "alleluja i do przodu".

Na robocie można zamontować różne rodzaje broni w czterech slotach (ramię i przedramię po obu stronach maszyny), dostępne są też ataki na bliskim dystansie (powiedzmy, że to uderzenia wręcz). Niestety głupota przeciwników sprawia, że i ja szybko zacząłem po prostu wybierać najbliższy cel i naparzać w niego wszystkim, co miałem na pokładzie, bo doszedłem do wniosku, że to najbardziej skuteczna metoda rozprawiania się z wrogim żelastwem.

Dowiedz się więcej na temat: pierwszy raz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje