Reklama

FIFA 11

Piłka nożna zapanuje nad światem od połowy czerwca do połowy lipca, ale i później nie ma potrzeby od niej odpoczywać. Jesienią futbolowe szaleństwo wybuchnie na nowo za sprawą FIFA 11. Już w nią grałem: czeka nas niejedna rewolucja.

Ci gracze, którzy nie mają i nie planują zakupu żadnej konsoli, mogą wreszcie odetchnąć z ulgą. Przez ostatnie lata na komputerach pojawiała się przestarzała i znacznie słabsza wersja gry niż na X360 i PS3 (pomimo identycznie brzmiącego tytułu). W tym roku nareszcie ma się to zmienić.

W głównej siedzibie EA Sports, w Vancouver, nikt co prawda tego głośno i oficjalnie nie potwierdził, ale dwuznaczne uśmiechy i wypowiedzi wygłaszane przy wyłączonych mikrofonach pozwalają mieć niemal stuprocentową pewność. Cykl Pro Evolution Soccer w nadchodzącym sezonie zyska potężną konkurencję również na PC.

Reklama

Droga do mistrzostwa

Dla tych, którzy omijali konsolową serię FIFA szerokim łukiem przez parę ostatnich lat, kilka słów wyjaśnienia, skąd tyle radości i o co to całe halo. Wszystko się zaczęło w 2006 roku, gdy EA Sports postanowiło zrezygnować z wiekowego silnika meczowego i stworzyć nowy od podstaw. Największą różnicą było "odpięcie" piłki od piłkarzy - wreszcie te elementy były animowane oddzielnie (dla PES-a to był standard już wcześniej). Na naprawdę dobrą symulację gracze musieli jednak poczekać jeszcze rok - to wtedy wreszcie FIFA odzyskała prowadzenie. Posiadaczy konsol zachwycała przede wszystkim superpłynnymi i realistycznymi animacjami. W ruchach piłkarzy nie było już widać sztuczności. To przestały być kukiełki poruszające się według algorytmów. To byli prawdziwi ludzie.

FIFA 09 i 10 były mniej przełomowe, ale umacniały pozycję serii na rynku - ostatnia odsłona sprzedała się w wielu milionach egzemplarzy, mając znaczący wpływ na kondycję całego molocha, jakim jest Electronic Arts. Firma odrobiła jednak lekcje sprzed wielu lat, gdy monopolizując rynek, spoczęła na laurach. Tym razem o tym nie ma mowy: twórcy stosują ucieczkę do przodu, po raz kolejny pokazując, że obecnym na rynku grom piłkarskim wciąż bardzo daleko do realizmu.

Gwiazdy jak żywe

EA Sports ma zwyczaj, by co rok wprowadzać nowy tryb zabawy albo jakieś rozwiązanie, które w mniej lub bardziej fikuśny sposób nazwie, opatentuje i będzie nim epatować dziennikarzy i graczy. Dla nowej części FIFA jest to "Personality+" - hasło, które podczas prezentacji usłyszałem chyba kilkadziesiąt razy. Co ono oznacza? Tak naprawdę niewiele. Nie jest to rewolucja na miarę trybu Be a Pro sprzed paru lat, a "zaledwie" sugestia, że ekipa EA wzięła się za jeszcze lepsze odwzorowanie wyglądu i zachowań poszczególnych piłkarzy.

W jednym z rozlicznych diagramów i podsumowań znalazło się bowiem nieco zaskakujące hasło: przyznanie, że w PES 2010 znani zawodnicy mieli znacznie lepiej zobrazowane twarze. Ta skrucha miała na celu pokazanie, że tym razem i na tym polu FIFA 11 będzie bezkonkurencyjna. EA wydało ogromne pieniądze na transport sprzętu do fotografii 3D: ekipa zwiedziła Europę, przy okazji zapraszając do sesji zdjęciowych wszystkich piłkarzy z największych klubów (niestety żaden polski się nie załapał). Efekt jest rzeczywiście taki, że słowa "fotorealizm" można użyć bez zażenowania.

Na wyglądzie twarzy zmiany się nie kończą. Tym razem też najlepsi zawodnicy dostaną kilka charakterystycznych tylko dla siebie ruchów oraz "cieszynek" - animacji okazywania radości po strzeleniu bramki. Niczemu one praktycznie nie służą, ale i tak dają dużo frajdy - w dodatku pozwalają się nieco ponaigrywać z przeciwnika (to właściwie odpowiedniki "fatalities" z Mortal Kombat - tyle że bezkrwawe i łatwiejsze do wykonania).Fotografika

W FIFA 10 istniały trzy typy modeli piłkarzy - niski, średniego wzrostu i wysoki. Umięśnienie i tusza były dodawane trochę sztucznie, przez co proporcjom ciała daleko było do ideału. W "jedenastce" potrojono więc tę liczbę, dodając jeszcze możliwość tworzenia sylwetek specjalnych, wymykających się z prostego podziału "niski-chudy, wysokigruby". Najlepszym przykładem jest tu Peter Crouch: właściwej postury człowieka, który ma 201 cm wzrostu przy 75 kg wagi nie jest w stanie oddać żaden automat. W takich przypadkach graficy musieli zakasać rękawy i przygotować model samodzielnie.

Ogólnie EA Sports poświęciła grafice bardzo wiele uwagi. Mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy do czynienia z bardzo podobną grą, w praktyce okazuje się, że zmieniono niemal wszystkie elementy. Ot, choćby murawa - teraz będzie wyglądała lepiej. Akurat nie "bardziej realistycznie", ale po prostu "lepiej" - okazuje się bowiem, że fotorealizm w tym aspekcie nie jest najlepiej odbierany. Co innego sami piłkarze: nie tylko gwiazdy doczekały się lepszego odwzorowania, ogólnie wszyscy zawodnicy zyskają np. możliwość mrugania, będą wodzić oczami za piłką, naturalnie rozglądać się na boki. Podczas prezentacji widzieliśmy nawet, jak szyja Rooney'ego pokrywa się żyłami podczas wykonywania grymasów.

Również ubrania kopaczy się zmienią. Będą lepiej dostosowane do różnych pór roku, same skarpetki będą mieć trzy różne długości. Do tego dochodzi jeszcze zaprojektowany na nowo system oświetlenia. Po raz pierwszy w cyklu poświęcono temu elementowi tak dużo uwagi - wszystko po to, żeby różnice było widać na każdym kroku.

Większość tych ciekawostek graficznych podaję jednak, bazując na zapowiedziach i multimedialnych prezentacjach w Power- Poincie. Gdy bowiem wreszcie miałem okazję zasiąść do zabawy, nie byłem w stanie dostrzec wszystkich tych wodotrysków graficznych. W standardowej kamerze, znacznie oddalonej od piłki, nie sposób bowiem zauważyć, że zawodnicy mają oczy - a co dopiero ruszające się źrenice. Takie smaczki są więc przeznaczone głównie dla ludzi z lubością oglądających powtórki oraz...

Nie ulega wątpliwości, że mimo najszczerszych chęci żadna współczesna konsola nie wyświetli obrazu o rozdzielczości większej niż HD Ready. Dlatego podejrzewam, że by cieszyć się prawdziwym pięknem tej gry, niezbędny będzie... pecet. Na pokaz blaszakowej (kon)wersji musimy jednak poczekać do połowy lipca. Na szczęście premiera będzie tego samego dnia dla wszystkich platform.

Na boisku

Dość jednak o rzeczach drugorzędnych, najwyższy czas zająć się tym, co naprawdę ważne: czyli jak się póki co w to gra. Przed dopuszczeniem dziennikarzy do konsol twórcy uprzedzili, że na razie FIFA 11 gotowa jest w 50%. Nie oznaczało to naturalnie, że na połowie murawy kuśtykali jednonodzy piłkarze, usilnie starający się wkopać połowę piłki do jednej bramki. Po prostu nie wszystkie z zapowiadanych elementów zostały już zaimplementowane, niektóre zaś jeszcze nie były wystarczająco dobrze dograne. Czasem się więc zdarzyło, że piłkarze biegli tyłem do piłki, pojawiały się nieprzyjemne przeskoki animacji itp.

To o tyle dziwne, że przecież takie rzeczy nie zdarzały się nigdy w FIFA 10. Twórcy uspokajają jednak, że to normalne: by zmienić tak dużo elementów, jak planują, niezbędne jest na początku sporo "zepsuć", by potem móc naprawić. A zważywszy na ich wcześniejsze dokonania w kwestii optymalizacji, o pełną wersję jestem całkowicie spokojny. Tym bardziej że już to, co było mi dane oglądać, było niesamowicie grywalne.Największa różnica w stosunku nie tylko do FIFA 10, ale jakiejkolwiek innej gry piłkarskiej to fakt, że tutaj niemal nic nie dzieje się samo. Dopiero po paru minutach zabawy w FIFA 11 czujesz, że do tej pory "symulacje" piłkarskie robiły za ciebie całą masę drobnych rzeczy zupełnie automatycznie. Szczególnie jest to widoczne w podaniach. Sami twórcy określali dotychczasowy system przekazywania sobie piłki jako "pingpongowy" i zbyt łatwy. Wystarczyło skierować grzybek we właściwą stronę, a zawodnicy nie mieli kłopotów z kopnięciem idealnie pod nogi partnera. Teraz sytuacja diametralnie się zmieniła.

Realizm do bólu

To, czy można z pierwszej piłki zagrać mniej więcej w kierunku partnera, zależy głównie od umiejętności kopacza. Z szybkimi akcjami w wykonaniu polskiej reprezentacji trzeba się więc pewnie będzie pożegnać. Taktyka znana z meczów naszej kadry - przejęcie piłki na swoim polu karnym i wykopanie jej daleko w nadziei, że przejmie ją napastnik - będzie równie skuteczna co w rzeczywistości: prawie wcale. Zawodnicy nie tylko podają teraz znacznie mniej precyzyjnie - także ci, do których piłka była kierowana, nie ustawiają się samoczynnie tam, gdzie powinni. Wszystko musisz robić sam.

Zmiana ta dotyczy również zachowania bramkarzy. Nimi oczywiście wciąż nie kierujesz w sposób bezpośredni, ich czas reakcji uzależniony jest od statystyk. Tylko światowa elita będzie w stanie błyskawicznie zmienić kierunek ruchu po strzale, gdy piłka zrykoszetuje. To dobrze, wszak element przypadkowości też jest ważny przy graniu. O szczęściu czy pechu nie będzie za to można mówić przy rzutach karnych. Sposób ich wykonywania zaczerpnięto wprost z World Cup: nie przesadzę, jeśli powiem, że łatwiej o celny, mocny strzał na prawdziwym boisku niż w grze. Z drugiej strony, gdy już się odpowiednio dużo potrenuje, satysfakcja z wykonania dobrej "jedenastki" jest bardzo duża.

Wiele zmian widać w animacjach. Wciąż studio motion capture (więcej o nim w ramce) pracuje pełną parą, ale już teraz widać tego efekty. Choć trudno w to uwierzyć, animacje sprawiają wrażenie jeszcze bardziej płynnych i naturalnych. Przykładowo po wykonanym rzucie rożnym zawodnicy zupełnie inaczej reagują w zależności od tego, w jakiej odległości znajdują się od piłki. W FIFA 10 po prostu stali w miejscu, czekali i podskakiwali w odpowiednim momencie do główki. Tutaj trzeba korygować pozycję, częściej się będą zdarzać szczupaki, woleje czy przewrotki.

+4 do kopnięcia z półobrotu

Wiele z dodanych animacji to zagrania mniej spektakularne, ale przez to bardzo realistyczne. Przykładowo: gdy średniej klasy piłkarz chce strzelić, będąc odwrócony do bramki tyłem, po kopnięciu piłki najczęściej po prostu się przewróci. Prawdziwe gwiazdy pozna się po tym, że potrafią nie tylko ustać w takim momencie na nogach, ale i uderzyć znacznie mocniej i precyzyjniej. Każdego zawodnika będzie teraz opisywać jeszcze więcej charakterystyk. Jeśli wydaje ci się, że system rozwoju postaci w dowolnym RPG jest skomplikowany, musisz zobaczyć atrybuty charakteryzujące kopaczy. Osobno liczone jest zachowanie z i bez piłki, w różnych strefach boiska i tak dalej.

Skończy się więc paradoksalna sytuacja, że jednym z najlepszych obrońców na świecie jest Ronaldinho, mający znakomite parametry dryblingu. Ogólnie napastnicy będą dużo słabsi w odbieraniu piłki obrońcom - których będzie znacznie trudniej ominąć prostym zwodem. Choć póki co nie zdecydowano się na dalsze skomplikowanie przechwytów (wciąż wystarczy przytrzymać przycisk podania, by zawodnik szedł do piłki automatycznie), to już w innych przypadkach czas wciskania odpowiedniego guzika będzie miał większe znaczenie niż ostatnio.Przedstawiciele EA Sports pokazali nam kilka arkuszy z wewnętrzną korespondencją dotyczącą gry. Wygląda ona mniej więcej tak, że każdy, kto spędzał czas przy FIFA 10, robił od razu notatki, spisując swoje uwagi i frustrujące momenty. W sumie takich adnotacji jest ponad 20 tysięcy, a wszystkie zostały przeanalizowane przez zespół. Oprócz tego, o czym pisałem powyżej, poprawiony ma zostać także tryb menedżerski (ganiony za błędy i brak realizmu) oraz funkcje multiplayer, którym dostało się nieco za niewystarczającą przystępność. Dziwne...

Polska, biało-czerwoni!

W oprawie dźwiękowej także wprowadzono sporo zmian, ale największa z nich to możliwość wprowadzania własnych dźwięków i muzyki. Krótko po wydaniu FIFA 11 można więc spodziewać się w internecie całego wysypu mniej lub bardziej cenzuralnych prawdziwych przyśpiewek stadionowych, które z różnych przyczyn nie mogły się znaleźć w pudełkowej wersji.

Przy okazji: póki co nie wiemy jeszcze, kto tym razem będzie "twarzą" FIFA w Polsce. EA szykuje tu jakąś niespodziankę. Jedyne, co wiadomo o rodzimej wersji, to że komentatorski duet ponownie pojawił się w studiu, dogrywając nowe kwestie (ok. 30% całości).

Gdyby gry były papierami wartościowymi, w FIFA 11 można by inwestować z równą pewnością co w obligacje Szwajcarii. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że będzie to jedna z najlepiej sprzedających się produkcji w tym roku. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: pomimo tendencji do ciągłego upraszczania zabawy, wprowadzania dwuprzyciskowego sterowania itp. EA Sports zdecydowało się na utrudnienie gry. Nie wiem, jak wpłynie to na niedzielnych graczy, ale prawdę mówiąc: mało mnie to obchodzi. Prawdziwi fani wirtualnej piłki będą zadowoleni. Zwłaszcza jeśli wreszcie również Konami weźmie się za robotę i wróci do rywalizacji...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje