Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Dragon Age: Origins

Dawno, dawno temu za siedmioma górami rozeszła się wieść o nowej produkcji, uwielbianego przez wielu miłośników komputerowych gier RPG, kanadyjskiego studia BioWare. Rozeszła się, wzbudzając niemałe zainteresowanie i nadzieje, po czym na całe lata zapadła absolutna niemalże cisza.

Mijały kolejne miesiące, a ze strony deweloperów nie docierały do nas żadne, nawet najbardziej skąpe informacje. Ludzie małej wiary powątpiewać nawet poczęli, czy projekt wciąż jest realizowany, choć wyraźnej informacji o jego zaniechaniu czy zawieszeniu również nie było. Wątpliwości zaczęły zatruwać serca fanów, bo po ostatnich produkcjach studia, takich jak Jade Empire czy Mass Effect, jakoś wierzyć się nikomu nie chciało w powrót do klasycznych klimatów rodem z Baldur's Gate.

Reklama

A jednak! Nastał rok 2008 a wraz z nim zaczęły pojawiać się kolejne, początkowo powoli sączone, informacje na temat nowego projektu. Zaś większość z nich zarazem potwierdzała trudną do uwierzenia prawdę - Dragon Age ma być dokładnie taki jak wstępnie zapowiadano. Mocno taktyczny, bardzo fantasy i z mnóstwem rozbudowanych kwestii dialogowych. Czyżby rzeczywiście zapowiadał się nam tytuł, który będzie można wreszcie nazwać godnym duchowym spadkobiercą kultowego i leciwego już Baldura? Spójrzmy na ekstrakt informacji, jaki udało się sporządzić na podstawie kilku wywiadów z twórcami i informacji prasowych.

Powrót do korzeni w każdym niemalże calu. Tak można w jednym zdaniu streścić koncepcję najnowszego projektu BioWare, który przy okazji dorobił się podtytułu, co daje nam pełną nazwę, brzmiącą Dragon Age: Origins. Zapowiada to niejako - czego wcale nie ukrywają, a wręcz podkreślają twórcy - że do czynienia mieć będziemy zaledwie z początkiem nowej sagi. Kanadyjczycy, którzy stworzyli już kilka przebojowych marek, mają bowiem w planach nie jedną grę, lecz cały cykl, podobnie jak w przypadku Baldura, łączący się w jedną, epicką opowieść. Tym razem jednak zdecydowanie odrzucili wszelkie licencje, kreując od podstaw zupełnie nowe uniwersum, w czym ostatnimi laty stają się zdecydowanie coraz bardziej biegli.

Co za tym idzie?

Tym razem osią fabuły, a zarazem tłem dla przygód naszej postaci, będzie mająca kilkusetletnią tradycję walka ludzkości z The Blight, złem toczącym niczym rak zdrową tkankę wielorasowej społeczności tego świata. Obudzony przez żądnych potęgi magów pradawny bóg-smok objawił się jako demon, prowadzący hordy posłusznych mu, spaczonych złem i odmienionych ludzi, mających tylko jeden cel - podbić cały świat. Niemalże tyle samo czasu, co The Blight, istnieją Grey Wardens - elitarni strażnicy, perfekcyjnie wyszkoleni wojownicy i magowie, których zadaniem jest bezlitosne niszczenie każdego przejawu emanacji zła. Wciąż istnieją i wciąż czuwają, choć uśpione setkami lat pokoju społeczeństwo niemalże o nich zapomniało. Zło jednak nie śpi, przygotowując się do kolejnego ataku.

Twórcy przez cały czas dość mocno podkreślają jeden, bardzo istotny aspekt nowego settingu - na jego określenie używają sformułowania Dark Fantasy. Świat ma bowiem znacznie różnić się od tego, co znają wszyscy miłośnicy Forgotten Realms. W wywiadach deweloperzy powołują się między innymi na inspirację powieściami Wagnera czy obrazami Frazetty. Świat to ma być brudny, ponury i bardzo "męski"; taki, w którym od przygodnego podróżnego szybciej się brechę pod żebro dostanie, niż dobre słowo. Owszem, znalazło się w nim miejsce dla elfów, zapomnijmy jednak o dumnych istotach znanych z powieści Tolkiena czy nawet BG - tutaj odnajdziemy ich w roli służących czy zręcznych złodziejaszków w dzielnicach biedoty. Jeśli do tego istnieje jakaś potencjalna partyzantka, to chyba zgodzicie się z tym, że motyw ten może wydawać się dość znajomy...

Bohater nasz zostanie zapewne wplątany po raz kolejny "przypadkowo" w ratowanie świata, zanim to jednak nastąpi przyjdzie nam na początku gry nieco się z nim oswoić.

Dowiedz się więcej na temat: studia | świat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje