Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Battle of Britain II - Wings of Victory

Zbliżaliśmy się do celu. Od 2 minut nasza osłona w postaci 12-tu Bf109 walczyła z szaleńczo atakującymi nas brytyjskimi myśliwcami. Spojrzałem po raz ostatni w otwór w podłodze. Daleko, jakieś 15 tyś stóp pod nami widniało lotnisko...

Reklama

Zegar prędkościomierza wskazywał 160 mph. Przypomniałem sobie po raz ostatni wskazówki z instrukcji i zamknąłem przepustnicę otwierając równocześnie hamulce aerodynamiczne. Pchnąłem ostro drążek, a mój Ju87D błyskawicznie zwalił się w szaleńczy lot nurkujący. 10 tyś stóp niżej prędkość sięgała już 350 mph, a ja wiedziałem, że zostało mi jakieś 4 sekundy do wyrzucenia podwieszonej pod kadłubem samolotu bomby. Pędziłem w kierunku ziemi ze złowrogim wyciem. Kręcąca się w szalonym tempie wskazówka wysokościomierza przekroczyła właśnie 2,5 tyś stóp. 2,400… 2,300… Zwolniłem bombę, zamknąłem hamulce i z całej siły pociągnąłem drążek do siebie. Olbrzymie przeciążenie prawie pozbawiło mnie przytomności. Ostatkiem sił otwarłem przepustnice. Huk wybuchających bomb zlał się z rykiem wyjących silników i uciekającą sprzed mych oczu ziemią oddaloną zaledwie o 300 stóp – znów się udało…


Dziwne małżeństwo?

Bitwa o Anglię - jeden z najciekawszych teatrów II wojny światowej. Pierwsza bitwa, w której Hitler musiał uznać wyższość przeciwnika. Niewyczerpany temat dla twórców gier komputerowych. Kiedy Krzysiek Pielesiek zapytał czy nie chciałbym zrecenzować Battle of Britain II – Wings of Victory nie miałem wątpliwości.Kiedy ostatecznie gra wylądowała na moim dysku nie do końca wiedziałem co wyniknie z tego mariażu. Należy zaznaczyć, że owszem, symulatory uwielbiam, ale jakoś tak wyszło, że niezwykle rzadko bywały to tytuły lotnicze. Łodzie podwodne, pociągi, statki kosmiczne i inne żelastwo - jasne, ale samoloty…Szczęśliwie się złożyło, że właśnie kiedy Krzysiek zaproponował mi napisanie tekstu czytałem książkę poświęconą Bitwie o Anglię. To przeważyło. Pomimo pewnych wątpliwości ostatecznie zwyciężyła zwykła, ludzka ciekawość. Chciałem poczuć to, o czym czytałem w mojej książce! A przede wszystkim, chciałem sprawdzić czy ten niesamowity klimat da się oddać w grze komputerowej.


Trudne (bardzo) początki

Świadomy swych niedoskonałości ustaliłem poziom realizmu na niski, ale ambicja kazała mi ustawić realistyczny model lotu. Chwilę później uruchamiałem już pierwsze misje treningowe. O ile starty szły mi nieźle o tyle lądowania wychodziły tragicznie, kończąc się efektownymi eksplozjami mojej maszyny zbyt entuzjastycznie spotykającej się z ziemią. Powiewy wiatru, niezwykła podatność na stery mojego samolotu sprawiły, że lądowanie okazało się dla mnie nie do przejścia. Zdecydowałem się więc na pojedynek. Tu szło nieco lepiej, ale wynik był ten sam. Mniej więcej po minucie (w najgorszym wypadku, po kilku sekundach) mój Hurricane ciągnąc za sobą warkocz ognia, ewentualnie bez skrzydeł zmierzał w kierunku ziemi. W tym momencie doszedłem do wniosku, że… w symulatory lotnicze nie da się grać na klawiaturze, ani przy użyciu myszki.

Dzień później wyposażony w nowy wolant przystąpiłem do dalszych prób. Tym razem było zdecydowanie lepiej. Choć lądowania wciąż kończyły się dość drastycznie, w powietrzu było już dużo lepiej i nawet kilka razy udało mi się zestrzelić mojego przeciwnika. Dumny ze swojego pierwszego sukcesu butnie postanowiłem zmierzyć się z misją historyczną – tylko ja, moi skrzydłowi i… setka maszyn przeciwnika! Efekt? Pozwólcie, że przemilczę, a ciekawskich odeślę do cytowanego w blogu Krzyśka fragmentu naszej rozmowy.


Mądry Polak po szkodzie

Nieco zirytowany moimi niepowodzeniami postanowiłem wrócić do samego początku. Zacząłem od dogłębnego poznania maszyn za sterami, których twórcy pozwolili mi zasiąść. W tym przypadku są to myśliwce Hurricane i Spitfire po stronie RAFu oraz Bf109, Bf110 po stronie Luftwaffe.

Możemy także pokierować słynnym bombowcem nurkującym Ju87D Stuka czy pobawić się w strzelca potężnego Heinkla He-111. Poza tym w grze zobaczymy jeszcze kilka innych maszyn, które brały udział w tym powietrznym konflikcie (np. bombowiec Dorniera Do-17) jednak nie będziemy mogli nimi pokierować.

W tym miejscu należy powiedzieć kilka słów o instrukcji dołączonej do gry. Z jednej strony wydawcy należą się słowa uznania za jej zawartość. Instrukcja poza wyczerpującą informacją dotyczącą specyfiki poszczególnych samolotów (włącznie z wykresami wydajności silnika) zawiera opis podstawowych taktyk wykorzystywanych przez obie strony, opis faz startu, przeprowadzania ataku bombowego w locie nurkowym, a nawet, krótką notkę historyczną dotyczącą Bitwy o Anglię. Zganić zaś trzeba za to co zwykle (wspominałem już o tym przy recenzji Battles In Normandy) – brak wersji papierowej. Niestety, w tego typu grach instrukcja wydaje się nieodzowna, a skazywania gracza na konfigurację ALT+TAB lub ewentualnie zarżnięcie swojej drukarki (instrukcja ma 140 stron) jest niehumanitarne.

Kiedy wreszcie zapoznałem się z podstawami, zrozumiałem silne i słabe strony maszyn sytuacja zmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.


Symulator pełną gębą

Battle of Britain II – Wings of Victory po wnikliwszym zapoznaniu się ze specyfiką samolotów i taktyk rozwija skrzydła. Z irytującej gry staje się niezwykle wdzięczną zabawą potrafiącą wciągnąć na całe godziny. Elastyczny system pozwala ustawić poziom trudności optymalnie dla każdego z graczy. Niedzielni piloci mogą zmienić go w tzw. celowniczek, gdzie nawet amunicji w działkach nie zabraknie. Ci bardziej ambitni będą mogli ustawić sobie realistyczną ilość pocisków do działek, model lotu, podmuchy wiatru itd. Dla prawdziwych „hardcorowców” pozostawiono nawet ręczną regulację kąta natarcia śmigieł, pompy paliwowe, zawory paliwa, iskrowniki i inne straszliwe urządzenia Trzeba również przyznać, że w tej grze naprawdę czuć różnicę między Spitfire’em, a Messerschmittem Bf109. Przekonacie się o tym natychmiast kiedy spróbujecie tym pierwszym wejść ostro w lot nurkowy (nie wykonując wcześniej zalecanej w tym wypadku figury Split-S, czyli przewrotu na plecy).

Jakież było moje zdziwienie kiedy po mocnym pchnięciu drążka od siebie… silnik przestał pracować!!! Dopiero potem doczytałem, że montowane w Spitfire’ach silniki Rolls-Roysa miały gaźnik grawitacyjny (czyli, że silnik aby pracować musiał znajdować się cały czas w dodatnim przeciążeniu). Inaczej wygląda sytuacja w Bf109 gdzie zastosowano bezpośredni wtrysk paliwa i może on nurkować bez obaw. Widoczna jest również przewaga samolotów brytyjskich w walce kołowej, co skrzętnie podczas gry wykorzystuje komputer. Pełno podczas pojedynków beczek, śrub, lotów tuż nad ziemią. Trzeba przyznać, że komputer nie pełni tu tylko roli wystawiającego potencjalne cele, ale staje się wymagającym przeciwnikiem. Klimatu całości dodają z najdrobniejszymi detalami odwzorowane wirtualne kokpity czy charakterystyczne dźwięki poszczególnych maszyn. Nie muszę chyba pisać ile radości sprawia nurkowanie Stukasem z charakterystycznym wyciem tuż przed zrzutem ładunku. O ile oczywiście zdążymy go z tego nurkowania wyciągnąć…

Łomot strzelających działek pokładowych, majestatyczne buczenie potężnych silników He-111 czy wreszcie stawiający włosy na głowie ryk przelatującego tuż obok myśliwca sprawią, że naprawdę poczujemy się przez moment jakbyśmy byli w 1940 nad Wielką Brytanią. Swoje robią też komunikaty w językach narodowych. Grając po stronie RAFu usłyszymy charakterystyczny brytyjski akcent, zaś po stronie Luftwaffe „wyszczekiwane” po niemiecku komendy.

Jeśli dodać do tego jeszcze możliwość rozegrania misji historycznych i zmierzenia się ze zgrupowaniami wroga liczącymi nawet do 200 maszyn myślę, że nie będę musiał nikogo zachęcać do zagrania w Battle of Britain II.


Symulator czy strategia?

To, co najciekawsze w tym tytule to fakt, że nie jest on tylko symulatorem. W trybie kampanii twórcy gry zaoferowali nam niezwykle ciekawe rozwiązanie. Otóż sami, jako głównodowodzący RAF/Luftwaffe pokierujemy strategią jednej ze stron konfliktu typując zadania i przydzielając do każdego z nich odpowiednią ilość maszyn, dobierając taktykę etc. W tym trybie tytuł ten zmienia się całkiem niezłą strategię, oferującą nam dynamiczną kampanię. Jako dowodzący niemiecką flota lotniczą będziemy decydować czy uderzać na lotniska, cele przemysłowe, radiostacje czy może zrzucać bomby na głowy Londyńczyków? Brytyjczycy zaś będą musieli tym próbom efektywnie przeciwdziałać przy swoich ograniczonych zasobach sprzętowych. A jeśli tylko zapragniemy, w każdej chwili będziemy mogli zasiąść za sterami jednego z wysłanych na misję samolotów i przejąć inicjatywę we własne ręce!


Kubeł zimnej wody

Byłaby to świetna gra, gdyby nie… No właśnie. Battle of Britain II jest przykładem tego jak można nie wykorzystać olbrzymiego potencjału gry. Świetny pomysł połączenia strategii i symulatora, wysoka grywalność tytułu zostały połączone z wprost katastrofalną oprawą graficzną i dźwiękową. Menu gry wręcz odrzuca atakując nas paletą chyba 256 kolorów, prawdziwym koszmarem jest mapa występująca w grze (w trybie symulacyjnym). W trybie strategicznym jest niewiele lepiej. Okna menu wołają o pomstę do nieba, mapa strategiczna też wygląda jak eksperyment powrotu do czasów późnego C-64, ewentualnie wczesnej Amigi. I o ile nie jestem osobą, dla której grafika jest priorytetem w grze, w tym wypadku to po prostu kłuje w oczy. Oprawa muzyczna… nie istnieje. Twórcy najwyraźniej hołdowali zasadzie, że milczenie jest złotem. Menu opcji też nie należy do najbardziej domyślnych. Jeśli zechcemy zaś skonfigurować klawisze będziemy musieli zmierzyć się ze skróconymi opisami (wyciągniętymi prosto z pliku), więc w wielu wypadkach trzeba będzie domyślać się co uruchamia dany klawisz.

Grafika wykorzystuje biblioteki DirectX 9c, co sugerowałoby efektowną grafikę. I owszem, modele samolotów wyglądają ładnie (choć może nie powalają), chmury również, natomiast to co możemy zobaczyć na ziemi… Podpowiem – wielki zielona bryła to las, mniejsze bryły to budynki. Wygląd Londynu przemilczę. Na szczęście im wyżej tym lepiej i na wysokich pułapach gra wygląda naprawdę ładnie. Różne warunki pogodowe pozwalają czasem latać pod sino-brunatnym, burzowym niebem, a czasem w blaskach wschodzącego słońca. Chmury nie są tylko tłem. Można je efektywnie wykorzystać w czasie walki np. ukrywając się w nich.

Niestety niedostatki grafiki wracają do nas w momencie kiedy zestrzelimy samolot wroga. Ogień wygląda zawsze tak samo, czasem tylko możemy nacieszyć się widokiem urywanych skrzydeł. Eksplozja wywołana uderzeniem w grunt wydawała mi się zawsze dokładnie taka sama. Czy tak trudno było zaprojektować kilka sposobów zniszczenia maszyn? Skoro w Silent Hunterze 3 można było na wiele sposobów wysadzać i topić statki, dlaczego tutaj nie udało się zrobić efektownych eksplozji, warkoczy dymu wydobywających się z silników (a nie ciągnących się za samolotem, zaczynających mniej więcej metr za maszyną!). Utrudnieniem dla polskich graczy będzie też wyłącznie angielska wersja gry.


Sukces?

Chciałoby się powiedzieć – tak! Udało się twórcom uchwycić ten klimat, sprawić, że serca graczy zabiją szybciej kiedy będą siadać na ogonie przeciwnika i naciskać spust. Szkoda jednak, że tak potężny potencjał został tak głupio zmarnowany. Jestem przekonany, że gdyby dopracować wszystkie wytknięte przeze mnie mankamenty gra mogłaby stać się prawdziwym hitem!

Pozostaje pytanie czy warto w nią zagrać. Jeśli tylko nie jesteście „grafofilami” to warto (tym bardziej biorąc pod uwagę niewysoką cenę). Pomimo brzydoty i pewnych błędów gra wciąga i oferuje dobrą zabawę, a to chyba najważniejsze. Szkoda tylko zmarnowanych szans – szczególnie w czasach kiedy łatwiej zrobić dobrą grafikę niż stworzyć dobry koncept gry.

Wyjątek niestety potwierdza regułę…

Dowiedz się więcej na temat: menu | ziemie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje