Ludzkie cwaniactwo nie zna granic. Jak wyłudza się gry

Jeśli wydawało wam się, że w kwestii oszustw i wyłudzeń już nic was nie zaskoczy - warto zapoznać się z blogiem Leszka Lisowskiego z polskiego studia Wastelands Interactive odpowiedzialnego za Worlds of Magic.

Powszechną praktyką wśród developerów jest wysyłanie kodów recenzenckich youtuberom... a przynajmniej osobom, które się za nich podają. Czasami gry trafiają nie na YouTube, a do sprzedaży.

Reklama

Lisowski postanowił opisać całą sprawę na swoim blogu w serwisie Gamasutra. Podkreśla, że sam wysyłał kody na Worlds of Magic każdemu, kto o to poprosił - ba, niektórzy dostali od niego nawet trzy klucze. Pewnego dnia natrafił jednak na forum Steama na wątek, w którym użytkownicy twierdzili, że produkcja polskiej ekipy była sprzedawana na G2A - portalu będącym cyfrowym targiem z wszelkiej maści kodami do gier i aplikacji.

Lisowski postanowił kupić jeden z nich. Okazało się, że zdobyty klucz jest tym samym, który jakiś czas temu wysłał jednemu z youtuberów. Po sprawdzeniu historii korespondencji i odkrył, że w większości przypadków adres mailowy różni się jedną literą lub cyfrą od nazwy kanału na YouTubie. Mało tego - najczęściej wiadomości wysyłano ze wschodniej Europy. No i na 23 użytkowników, którym Lisowski przekazał kody, tylko pięciu z nich potwierdziło ich odbiór i aktywację...

To jednak nie wszystko - projektant wysłał maile z prośbą o kody do 46 developerów, podając się za youtubera, co zajęło mu około dwóch godzin. Efekt? 16 kluczy na 15 produkcji. Bez żadnej weryfikacji.

Lisowski podkreśla, że to jeden z problemów sceny indie - niezależnym twórcom zależy na rozgłosie i chwytają się każdej szansy na promocję w mediach. Radzi więc, by kontaktować się z potencjalnymi vlogerami za pośrednictwem YouTube’a - wtedy ryzyko natrafienia na takich oszustów powinno być mniejsze.

Dowiedz się więcej na temat: Worlds of Magic

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje