MiaMath: Just in Time!

Producent: Kutoka

Reklama

Dystrybutor PL: MarkSoft

Gatunek: Edukacyjna / Przygodowa

Data wydania PL: Sierpień 2002

Wymagania sprzętowe: P 233 MHz, 64 MB RAM, CD-ROMx6, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, miejsce potrzebne na dysku 40 MB, Windows 95/98/2000/ME/XP

Ocena: 7.5/10



Tym razem mam do czynienia z typem gry, który raczej rzadko trafia na mój warsztat. Nie, dlatego że nie jest przeze mnie lubiany, ale raczej z powodu mizernej ilości pojawiającej się na rynku. Z drugiej strony panuje obiegowa opinia, że wszelkie odmiany gier edukacyjnych to raczej słabiutkie produkcje i lepiej ich nie pokazywać dzieciom, bo całkowicie zdurnieją i za nic nie będą chciały powrócić z tego stanu. Po prostu śpiączka intelektualna. Zupełnie inaczej jest w przypadku gry MiaMath: Just in Time!



Bohaterką gry jest sympatyczna, milusińska myszka Mia. Małe niewinne stworzonko o olbrzymich oczach i wielkiej kokardzie zawiązanej na czubku głowy. Trudno nie rozkleić się na jej widok. Tym bardziej, że Mia musi odbyć niebezpieczną podróż. Jej domek spłonął i nie ma gdzie mieszkać. Mimo wsparcia przyjaciół postanawia coś zrobić z tym fantem. Okazuje się, że istnieje maszyna-wehikuł czasu, dzięki któremu możliwy jest powrót wstecz na moment przed pożarem i niedopuszczenie do dramatycznych wydarzeń. Jest jeden dość spory problem. Wehikuł znajduje się porozrzucany w kilku miejscach, bo ktoś rozłożył go na małe kawałki. Biedna Mia musi wędrować po świecie i zdobyć wszystkie części maszyny. Nie jest to proste, bo aby dostać każdy kawałek będzie zmuszona wykonywać zadania różnego typu, a także wykazać się sprytem, spostrzegawczością i troszkę pogłówkować. Ponieważ gra jest w zasadzie programem edukacyjnym zagadki są niezbędne, ale są one tak mocno wplecione w fabułę gry, że dziecko nawet nie odczuwa, kiedy zostało wciągnięte w intrygę i zupełnie nieświadomie rozwiązuje zadania, które normalnie omija szerokim łukiem. To jest właśnie wielka zaleta gry. Zagadki są i to naprawdę świetne, ale zostały doskonale zamaskowane. Zadań jest sporo i są one bardzo urozmaicone. Dotyczą rozmaitych zagadnień matematycznych (dodawanie, odejmowanie, itp.), geometrycznych (rozpoznawanie figur, symetria, kojarzenie kształtu figur z rzeczami codziennego użytku, itp.), rebusy (łączenie liczb w określonej kolejności, itp.). Zadań jest naprawdę mnóstwo i zaręczam, że nie ma dwóch takich samych. Do tego dochodzą rozmaite zagadki związane z torowaniem sobie drogi lub wykonywane na czyjeś polecenie, czyli wszelkiego rodzaju dźwignie, huśtawki, równoważnie, zjeżdżalnie. Nie zabrakło też elementów ćwiczenia spostrzegawczości - zazwyczaj odbywa się to poprzez wyszukiwanie ukrytych bądź zamaskowanych przedmiotów i "kombinowania" np.: jeśli chcemy, aby myszka pokonała mur dzięki równoważni, to na drugi koniec trzeba wrzucić dość ciężki kamień.

Możecie być nieco przerażeni ilością i stopniem skomplikowania, przed jakim postawiono nasze dzieci, ale nie ma obaw. Przede wszystkim dziecko nie jest pozostawione samo sobie. Mia udziela wielu wskazówek i dość często podpowiada, co lub, kto może pomóc w wykonaniu zadania. Poza tym można używać tylko tych przedmiotów, które zadziałają w danym przypadku, więc dziecko na pewno nie zniechęci się nieudanymi próbami.

Ogólnie gra wywołuje u dzieci bardzo pozytywne reakcje. Głównym powodem jest zapewne bardzo sympatyczna główna bohaterka i dość łatwe sterowanie jej poczynaniami, a także pojawiające się, co chwila nowe postaci i oczywiście czarny charakter - wredny szczur. Na dokładkę nasza bohaterka znakomicie jeździ na deskorolce.



Całość gry utrzymano w bardzo pogodnym i humorystycznym nastroju. W grze nie pojawia się w ogóle agresja. Pełno jest rozmaitych gagów rodem z kreskówek. Wiecie, uderzające w głowę kamienie, efektowne upadki, lądowania w kałuży bądź błocie i temu podobne. W związku z tym mali gracze mają kupę śmiechu i doskonale się bawią, ale przecież o to chodzi. Znaczy, że cel został uzyskany. Połączenie dobrego, wspaniałego nastroju i beztroskiej zabawy z nauką pożytecznych rzeczy to niełatwa sprawa. Mogę stwierdzić, że tym razem udało się to na całej linii.



Grafika jest iście bajkowa. Dzieci na pewno będą nią zachwycone, gdyż znają ją z wielu kreskówek, jakie widują w telewizji. Kolorystyka jest bardzo wesoła, ale bez przesady i przerysowań. Miejsca, w jakich przebywa nasza bohaterka są bardzo rozmaite, zarówno pod względem lokalizacji, ale także wykonania. Tekstury nie są oszałamiające, ale to przecież nie Unreal tylko gra dla maluchów. Animacja postaci jest bardzo poprawna i realistyczna. Także mimika twarzy, jeśli tak można mówić o zwierzętach, wygląda bardzo przyzwoicie.

W grze jest sporo przerywników filmowych, które wykonano w zadziwiająco wysokiej jakości. Znakomicie uzupełniają fabułę gry i wprowadzają do dalszych przygód jej bohaterki.

Muzyka i efekty dźwiękowe są bardzo poprawne i dobrze ilustrują przygody myszki Mia. Także głosy podłożone pod poszczególne postaci są naprawdę fajne i pasują do konkretnych bohaterów.



Sterowanie myszką jest bardzo proste. Gryzoń podąża za gryzoniem. Dokładnie tak to wygląda, bo Mia podąża za kursorem przesuwanym po ekranie monitora. Nie musimy nawet, klikać, bo to jest akurat zarezerwowane dla wykonywania rozmaitych zadań.



Menu gry są bardzo przejrzyste i łatwe w obsłudze. W razie problemów pojawia się asystent, którym jest bez przerwy dowcipkujący pająk zwisający na swej nitce po prawej stronie ekranu. Z nieskończoną cierpliwością opisuje każdą opcję i tłumaczy, do czego może się nam przydać. Przy okazji rzuca kilka żarcików, więc nawet w menu jest bardzo wesoło i miło.



Przyznam się, że dla celów naukowych posadziłem przed monitorem swego komputera dwoje dzieci w różnym wieku, aby zobaczyć jak zareagują. Oczywiście nie swoje, bo w razie wpadki odpowiedź brzmi: "Reklamacji nie przyjmujemy". Żartuje oczywiście, bo dzieci należały do moich znajomych, więc za nic nie zrobiłbym im krzywdy. Prawda jest taka, że uznałem, iż nie wypada, by recenzję takiej gry pisał tylko facet, który jest już "starym koniem" i mimo opinii, że mężczyźni to duże dzieci, patrzy na świat nieco inaczej niż siedmiolatek. Do testów użyłem dwójki dzieci. Jedno miało 7, a drugie 10 lat. Oboje byli zachwyceni grą, ale starsze dziecko bawiło się znacznie lepiej. Działo się tak, dlatego że ma kontakt z angielskim w szkole i rozumiała większość poleceń i narracji pojawiającej się w grze. Właśnie to jest w zasadzie jedyny i dość duży mankament MiaMath: Just in Time! Jednak już wkrótce firma MarkSoft wyda polską wersję gry i problem zniknie!



Ta jedna sprawa nie może zdyskwalifikować gry, gdyż ma ona mnóstwo zalet, które ją doskonale równoważą. Zresztą może to będzie argument dla dzieci, aby rozpoczęły naukę języka, który jest niezbędny do gry w tak fajną grę. Wykonanie programu, oprawa audio wizualna, pomysł na fabułę i wplecenie w nią mnóstwa zadań i zagadek, doskonalenie umiejętności dzieci w wielu dziedzinach, brak przemocy, pogodna atmosfera i dużo humoru to pozytywne strony MiaMath: Just in Time! Jak na pewno zdążyliście się przekonać jest ich tak dużo, że nie sposób przejść koło takiej produkcji obojętnie. Polecam ją gorąco jako zakup dla rodziców, którzy chcą, aby ich dzieci pogłębiały swą wiedzę i doskonaliły umiejętności, a przy okazji znakomicie się bawiły. Myślę, że MiaMath: Just in Time! może być wprawką i doskonałym wprowadzeniem w świat gier komputerowych w ogóle, a w szczególności "dorosłych" przygodówek. No to, co? Biegiem do sklepu!



PS. Wiadomo już, że powstanie też polskojęzyczna wersja gry. Ja miałem przyjemność recenzować wersję angielską i stąd moje marudzenie.



Hitman

Dowiedz się więcej na temat: dziecko | dystrybutor | Time

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje