Brothers in Arms: Road to Hill 30

Producent: Gearbox Software
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor PL: Cenega Poland
Rodzaj gry: gra akcji / FPP
Data wydania PL: 15 kwietnia 2005
Wymagania sprzętowe: PIII 1.1 GHz, 512 MB RAM, karta grafiki 64 MB, napęd DVD
Cena detaliczna: 99,90 PLN
Ocena: 8/10

Oto coś nowego - coś, co wnosi powiew świeżości do gatunku FPP, opierająca się na fabule świetnego serialu telewizyjnego gra "Brothers in Arms". Niby nic takiego, kolejny shooter, którego fabuła osadzona jest w realiach II wojny światowej, staje wobec zasłużonej konkurencji: "Medal od Honor" i "Call of Duty" - czy okaże się godnym spadkobiercą tych pierwszorzędnych tytułów? A może przewyższy je swoim rozmachem, pomysłowością rozgrywki i poziomem realizmu? Jedno jest pewne - jeżeli widziałeś film i podobał Ci się to gra też będzie Ci się podobała - bez dwóch zdań. Ale do rzeczy, co to takiego i czym to jeść?

Na co teraz się stawia w grach tego typu? Głównie na klimat gry - odpowiednie jego wytworzenie, oddanie tego, co i jak się działo naprawdę, to teraz głównym zmartwienie producentów gier tego typu - od tego zależy powodzenie produkcji. Tutaj panowie z Gearbox nie szli na kompromisy - lokacje musiały odpowiadać faktycznym miejscówkom historycznym, gdzie toczyły się walki prowadzone przez 101. Powietrzno-Desantową. Chłopaki z Gearbox wspomagali się podobno historycznymi fotografiami, wspomnieniami weteranów, a nawet wybrali się na wycieczkę krajoznawczą do Francji, w miejsce gdzie zlokalizowana jest fabuła "Brothers in Arms", aby jak najdokładniej sportretować krajobraz. Jaki jest efekt? Nic specjalnego - normalna wieś, zwykłe miasteczko, nieuczęszczane skrzyżowanie, most na rzece - miejsca, których trzeba bronić albo zająć je za cenę ostatniego człowieka i jego ostatniej kropli krwi. Normalna, bezsensowna wojna, a w samym środku niej Ty, jako sierżant Matt Baker dowodzący drużyną spadochroniarzy.

Dokładnie - nie grasz tu jedną postacią, ale całą drużyną, składającą się z dwóch oddziałów. Tym głównie "Brothers in Arms" różni się od innych gier FPP o tematyce II wojny światowej - nie jesteś jednoosobowym bohaterem, mogącym zwalczyć sam cały batalion wroga. Tutaj gra okazuje się nie tyle strzelanką, co grą taktyczną. Dlaczego? Ponieważ nie da się zaatakować frontalnie okopanego gniazda MG42, jeżeli nie ma się sprzętu ciężkiego w rodzaju czołgów. Jakie jest rozwiązanie? Ano realistyczne - jedna cześć oddziału ostrzeliwuje wroga, podczas gdy druga część poszukuje drogi, by zajść stanowisko ogniowe wroga od flanki i zlikwidować je. Po to właśnie w grze zaimplementowany jest widok strategiczny - oddalone pole walki z lotu ptaka, na którym zaznaczone są pozycje wroga i nasze. Zawsze znajdzie się przejście bokiem, dzięki któremu możemy zniszczyć "niezniszczalną" pozycję obronną wroga. Muszę przyznać, że twórcy popadli tu w zbytni schemat, ponieważ każdorazowo umieszczono takie przejście, które pozwoli Ci wyeliminować wroga od tyłu lub boku. Można powiedzieć, że gra aż nazbyt prowadzi gracza za rączkę, wręcz "mówiąc": idź tędy i tamtędy, zrób to i tamto, a Niemcy i tak nie zorientują się, iż zachodzisz ich od flanki - bzdura, ale cóż i tak mniejsza niż w innych grach. Twoje zadanie to wydanie odpowiedniego rozkazu jednemu oddziałowi, aby strzelał do pozycji wroga, a samemu poprowadzenie drugiego oddziału, który zaskoczy go z najmniej oczekiwanego kierunku. Szkoda, że komputer nie ma możliwości podglądania widoku taktycznego, tak samo jak gracz - wtedy zobaczylibyśmy dopiero, kto jest bardziej cwany. Niemniej jednak wydawanie rozkazów w tej grze jest maksymalnie proste i intuicyjne: cel, prawy przycisk myszki, a chłopaki już wiedzą, co i jak trzeba zrobić, żeby nie dać się zabić - zauważą "niemaszków" to zaczną strzelać, nie zauważą nikogo to się zaczają - proste i logiczne.

Oprócz wydawania rozkazów będziesz musiał też dawać przykład odwagi i poświęcenia dla ojczyzny. Znaczy, że będziesz musiał też sam walczyć i o to tu chodzi przecież, bo gdyby chłopaki zabili wszystkich Niemców za Ciebie to było by fajnie, ale tylko gdyby to była prawdziwa wojna - jednak w grze chyba każdy chce sobie postrzelać. Okazuje się jednak, że strzelanie nie jest tu takie proste jak w innych grach typu FPP, ponieważ nie ma celownika. Ta rewelacyjna idea znacznie utrudnia rozgrywkę, niesamowicie podnosząc jej realizm. Biegasz i strzelasz "z ręki", jednak tak bardzo trudno jest trafić kogokolwiek - nawet czołg. Żeby kogoś zabić, to musisz strzelać "z ręki", ale z bardzo bliska i to serią, ewentualnie możesz przycelować, czyli przyłożyć broń do ramienia, przymknąć jedno oko, uspokoić oddech przymierzyć i strzelić na wydechu i... może uda się trafić. To jest właśnie w tej grze piękne, strzelanie nie zawsze oznacza zabijanie, bo jest przecież odrzut, zdenerwowanie i inne tego typu czynniki, a przecież żaden z żołnierzy nie był po podstawowym przeszkoleniu strzelcem wyborowym. Do tego, kiedy celujesz z broni, twoje pole widzenia i rejestrowania zdarzeń na polu bitwy zostaje drastycznie ograniczone, co wywołuje dodatkowy czynnik napięcia w postaci obawy, czy to mnie nie zachodzą teraz od tyłu. Można oczywiście włączyć celownik w ustawieniach gry, ale jest to opcja dla lamerów i niech nikt się nawet nie przyznaje do takich działań.

Ciężko jednoznacznie ocenić grafikę w "Brothers in Arms", gdyż z jednej strony jest ona wykonana dosyć solidnie, choć bez zbytniej przesady, a jednak wygląda na tworzoną "na odczepkę", co rodzi nadzieję, że będzie działała na słabszych maszynach. Niestety, nie jest to prawdą, gdyż gra ma dosyć spore wymagania sprzętowe, a apetyt jej grafiki na moc obliczeniową maszyny okazuje się nadmierny, jak na to, co możemy zobaczyć na ekranie. Oczywiście wykorzystuje ona najnowsze kotki (swoją drogą nie mają one nic wspólnego z nowoczesną grafiką, a służą jedynie wywołaniu klimatu) w stylu ochlapywania błotem oczu naszego bohatera (monitora, ale od drugiej strony), kiedy pocisk z 88-mki zaryje w ziemię niebezpiecznie blisko sierżanta Matta Bakera, albo rozmazywania ekranu, co ma imitować "kocioł w bani" powstały po zbyt bliskim kontakcie z podmuchem powstałym w wyniku eksplozji. Musimy jednak pamiętać, że "Brothers in Arms", jako najnowsza produkcja, ma się mierzyć z takimi grami, jak "Half-Life 2" czy "Doom 3", a w takiej konkurencji wypada raczej blado i nieco rozmazanie - jak jej grafika.

O ile do oprawy wizualnej można mieć zastrzeżenia, to dźwięk jest naprawdę wystrzałowy - dosłownie i w przenośni. Czy wiecie, że chłopaki z Gearbox nagrywali specjalnie odgłos każdej broni, byś mógł na słuch rozpoznać, co i skąd strzela? Jeśli nie, to już wiecie, a najlepiej docenicie walory dźwiękowe gry, jeżeli macie dobry sprzęt audio. Muzyka, to standard w tego typu produkcjach - dynamiczne orkiestrowe kawałki zagrzewające do boju przygrywają sobie dziarsko, ale tylko podczas buszowania po menu.

Na sam koniec zostawiłem nieco ubogi tryb multiplayer. Ubogi, bo jednocześnie może grać tylko 4 graczy (każdy dowodzi własną drużyną), a producent nie przewidział dedykowanych serwerów, na których można by rozgrywać wojenne potyczki. Misje w multi działają na zasadzie "capture the flag", gdzie jankesi muszą dotrzeć w jakieś miejsce, a szkopy mają za zadanie ich powstrzymać. W dodatku tryb multiplayer obnaża główną słabość gry, którą jest znaczne uproszczenie walki, poprzez odjęcie Niemcom w trybie singlowym całej ich inteligencji. W trybie wieloosobowym broniący się gracz ma tak przytłaczającą przewagę, że nacierający musi mieć wyjątkowo dużo szczęścia, aby udało mu się wykonać zadanie.

Podsumowując, gra "Brothers in Arms" jest porządną pozycją, ale żadną rewelacją. Za przemawia przede wszystkim innowacyjne podejście do tematu oraz klimat filmu "Kompania Braci" przeniesiony całkiem udanie na ekran monitora. Minusem jest z pewnością to, że gra jest strasznie krótka - 3 dni intensywnego grania i po zabawie. A mogło być tak fajnie, chciałoby się powiedzieć.

Siwy

Dowiedz się więcej na temat: dystrybutor | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje