Bitwa o Battle.net

Grupa twórców zwróciła się do amerykańskiego sądu federalnego z prośbą o pozwolenie na udostępnianie darmowego oprogramowania dla gier komputerowych. Problem tkwi w tym, że rozpowszechniana bezpłatnie aplikacja pozwala na sieciową grę w tytułach wydanych przez Blizzard Entertainment. Z pominięciem serwerów wydawcy.

Reklama



Blizzard Entertainment, oddział Vivendi Universal, już w kwietniu 2002 r. pozwał twórców programu Bnetd. Aplikacja emuluje oficjalne oprogramowanie Blizzardu i pozwala na łączenie się graczy posiadających gry "Warcraft", "Diablo" czy "Starcraft" i wspólną zabawę w Sieci. Bez Bnetd takie możliwości oferuje tylko oficjalny serwer Blizzarda - Battle.net. Teraz twórcy Bnetd rozpoczęli kontratak i poprosili amerykański sąd o określenie podstaw dla uznania ich działalności za niezgodną z prawem.



Napisanie programu Bnet, programiści-amatorzy uzasadniają błędami w kodzie "oryginalnej" aplikacji Blizzarda - jest ona wolna i niestabilna. Wykorzystując fakt, że Bnet pozwala na grę z użyciem "piratów", a ponadto wykorzystuje fragmenty kodu Battle.net, Blizzard pozwał autorów bezpłatnej aplikacji. Za tą przepychanką kryje się jednak szansa na precedens, który może mieć szersze konsekwencje dla całej branży gier. Opcja gry przez Internet ma na rynku gier komputerowych coraz większe znaczenie. Wielu wydawców wykorzystuje ten fakt do związania użytkowników gier ze swoimi usługami - darmowymi lub odpłatnymi. Czy jednak właściciel legalnej kopii programu nie ma prawa do gry w dowolnie wybranym przez siebie "miejscu" - na niezależnym od producenta gry serwerze lub w sieci lokalnej? Być może w najbliższych miesiącach poznamy odpowiedź na to pytanie.

(4D)

Dowiedz się więcej na temat: problem | bitwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje