Shellshock 2: Blood Trails

Znakomita strzelanka osadzona podczas wojny w Wietnamie i jednocześnie doskonały, trzymający w napięciu horror - widzieliście już kiedyś taką grę? Ja też nie. Jako że zamiast powyższej fantastycznej i klimatycznej produkcji do naszej redakcji trafił Shellshock 2, to nim się tutaj zajmiemy.

Akcja tego nowego FPS-a studia Rebellion rozpoczyna się gdzieś w ciemnym, pospiesznie zaaranżowanym szpitalu polowym położonym w głębi większego wietnamskiego miasteczka. Oczami głównego bohatera, Nate'a, obserwujesz dwóch miotających się w szaleństwie, przywiązanych do łóżek żołnierzy. Miesiąc temu wraz z oddziałem zostali wysłani w głąb dżungli, by odzyskać zagubioną przesyłkę armii USA, o kodowej nazwie Whiteknight. Powrócili tylko oni. Jeden umiera na twoich oczach, drugi... jest twoim bratem.

Reklama

Tak oto streściłem najciekawszą część gry, czyli jej pierwsze trzy minuty. Od momentu, gdy Cal, brat Nate'a, ucieka w siną dal, a ty ruszasz za nim w pościg, jest bardzo, ale to bardzo średnio.

Twardy zabójca arbuzów

Rozgrywka w Shellshocku 2 to czysty FPS z okazjonalnymi przerywnikami filmowymi oglądanymi oczami bohatera. Akcja toczy się na przemian w dżungli i zamkniętych pomieszczeniach, przy czym jeżeli chodzi o budowę poziomów, nie ma większej różnicy - i tu, i tu mamy do czynienia z tunelem i jedynie słuszną drogą od punktu A do B. Oczywiście program - świadomy, jak trywialne zadanie stoi przed graczem - stara się uprzykrzyć mu życie na wszelkie sposoby.

Po pierwsze, posyła w jego stronę całe łańcuszki wpierw niezbyt rozgarniętych Wietnamczyków z pukawkami, potem sfory zainfekowanych żołnierzy i cywilów obojga płci i narodowości oraz wreszcie grupy mieszane w przeróżnych proporcjach. Co ciekawe, główny bohater odznacza się wprost nieludzką wytrzymałością na ostrzał. Możliwość przyjęcia przez niego na klatę całego magazynku każe się zastanawiać, czy Wietnamczycy w ramach oszczędności zamiast standardowych dla Układu Warszawskiego pocisków 7,22 mm nie korzystali przypadkiem z papierowych kulek. Sami zresztą padają już po dwóch-trzech trafieniach, co jest o tyle dobrym pomysłem, że gracz niewyćwiczony w konsolowych FPS-ach będzie miał spore problemy, by ich zdjąć, zwłaszcza podczas wymiany ognia na większe odległości. Jeżeli chodzi o zainfekowanych, są oni dużo bardziej odporni na ostrzał w korpus, wobec czego najlepszą taktyką na nich jest odstrzelenie głowy (która już po jednym trafieniu pęka jak dojrzały arbuz) lub dwóch dowolnych kończyn.

Jądro ciemności

Innym sposobem, na który gra próbuje zgnębić użytkowników, jest przyciemnienie obrazu. Tak, że aż czasem chce się w ekran zaświecić latarką, by cokolwiek zobaczyć. Nigdy wszak nie wiadomo, jakie licho czai się w mroku (wiadomo, wiadomo - Wietnamczycy, zombi i grupy mieszane w przeróżnych proporcjach...). Niestety ludzie odpowiedzialni za scenografię Shellshock 2 nie uzmysłowili sobie jeszcze, że ciemność ma swoje zalety, ale trzeba umieć z niej korzystać z umiarem. Choć z drugiej strony muszę im w tym miejscu pogratulować pomysłu na sprytny kamuflaż niedociągnięć silnika graficznego. Bo co by nie mówić - gra jest po prostu brzydka. Fakt, Wietnam w ogniu wojny powinien być brudny i odrażający, ale w sposób zamierzony oraz przemyślany. I jeżeli nawet miejscami niektóre lokacje wyglądają klimatycznie, w porównaniu do nich cała reszta prezentują się po prostu źle.

Do rzeczy, które spotkasz na swojej drodze, przedzierając się przez dżunglę, należy dodać jeszcze tzw. quick time events, czyli momenty, w których twoje przeżycie zależy od tego, jak szybko naciskasz pojawiające się na ekranie przyciski. Takich fragmentów są dwa ich rodzaje: szamotanina z Wietnamczykiem lub zainfekowanym, podczas której musisz wklepać kilka kombinacji, oraz pułapki i inne nagłe zdarzenia, gdzie pojawia się tylko jeden przycisk.

Mimo wcześniej wspomnianej nieludzkiej odporności głównego bohatera na ołów gra stara się zachować pozory realizmu. W każdej chwili możesz mieć przy sobie tylko jedną broń główną (zwykle m-16, strzelbę lub zdobyty na wrogu kałasz), jeden pistolet oraz nóż lub maczetę. Za pasem możesz też schować kilka rac i granatów, przy czym przy rzucaniu musisz pamiętać o wycelowaniu w górę, bo w przeciwnym razie najprawdopodobniej upuścisz sobie je pod nogi.

Powiem krótko: jeśli chcesz doświadczyć szaleństwa wojny, wypożycz sobie "Czas Apokalipsy", jeśli brak ci zainfekowanych zombich, obejrzyj "28 dni później", a jeżeli chcesz się do tego nieco przestraszyć - dopraw mieszankę partyjką w leciwego F.E.A.R.-a. Shellshock 2, podobnie jak wycieczka do kambodżańskiej dżungli w czasie wojny, pokaże ci najwyżej dobitnie, co to jest wojenne cierpienie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje