Dead Space

Rozwój gatunku survival horror nieco przyhamował ostatnimi czasy. Chociaż serie z ugruntowaną pozycją na rynku, takie jak Silent Hill czy Resident Evil, wciąż robią wrażenie i dostarczają sporą dawkę emocji swoim fanom, od pewnego czasu na horyzoncie próżno było szukać czegoś zupełnie nowego.

Electronic Arts postanowiło zmienić tę sytuację i wydało nowy horror o dźwięcznej nazwie Dead Space. Tytuł ten łączy najlepsze elementy science-fiction i horroru, tworząc tym samym najbardziej wciągający i przerażający tytuł tego roku.

Reklama

Producenci Dead Space zapożyczyli niektóre elementy z innych gier tego typu, przede wszystkim największe podobieństwo można zauważyć w stosunku do gier Resident Evil 4 oraz Doom 3. Dzięki zastosowaniu mechanizmu strzelania z widokiem z nad ramienia bohatera, znanego z ostatniej części Resident Evil, kontrolowanie postaci w trakcie walki stało się bardzo przyjemne i łatwe do opanowania. Pomimo tego, że gra korzysta z elementów zaczerpniętych z innych gier, oferuje przy tym wiele nowych dodatków, usprawniających całą "formułę" i tworzących jednocześnie solidną grę survival horror, którą fani gatunku zdecydowanie muszą zobaczyć.

W recenzowanym tytule przejmujemy rolę Isaaca - inżyniera, który imponującą prezencją przypomina skrzyżowanie Space Marina z Dooma z Big Daddym z Bioshocka. Jakby nie wyglądał nasz bohater, wraz z dwoma członkami ekipy zostaje uwięziony na pokładzie statku kosmicznego, opanowanego przez groźny gatunek obcych, nazywanych Necromorphs. Za pośrednictwem dzienników audio i video kawałek po kawałku odkryje mrożącą krew w żyłach prawdę o tym, jak doszło do inwazji obcych oraz co stało się z załogą statku.

Jednym z najbardziej interesujących elementów w Dead Space jest brak właściwego HUD-a. Zamiast wyświetlania danych w postaci widocznego paska, informującego o stanie zdrowia czy amunicji naszego bohatera, dostajemy widoczne wskaźniki na uzbrojeniu, które rewelacyjnie obrazują te wszystkie dane. Dla przykładu, wskaźnik zdrowia naszego inżyniera podświetlony jest błękitnym paskiem światła, które biegnie przez cały jego kręgosłup, z kolei licznik amunicji zauważalny jest, dzięki diodom LED, których blask bije z każdego typu broni. Chociaż złośliwi zarzucają twórcom gry zbyteczne efekciarstwo przy zaprojektowaniu inwentarza oraz mapy, które to po naciśnięciu odpowiedniego przycisku, pojawiają się na ekranie w formie holografu, a mogłyby z powodzeniem zostać umiejscowione po zatrzymaniu gry, to cały system celująco spełnia swoją rolę i pozwala jeszcze bardziej wczuć się w klimat grozy.

Kolejnym znakomitym elementem gry jest system rozczłonkowywania ciał przeciwników. W większości przypadków strzelanie gdzie popadnie, byleby w trafić w potwora nie daje żadnych efektów poza stratą amunicji. W celu pokonania Necromorphów musimy obrać plan polegający na używaniu broni do odcinania kończyn mutantów. W zależności od typu wroga, aby wysłać go do piekła, będziemy musieli najpierw pozbawić go jego ramion, nóg czy macek. Mechanika towarzysząca rozczłonkowywaniu przeciwników spisuje się wzorowo i jest bardzo ważnym elementem strategii.

Uzbrojenie jest dosyć zróżnicowane. W grze będziemy mogli posiadać cztery różne typy broni na raz, wybierając spośród pił plazmowych, miotaczy ognia, jak również Rail Gunów, karabinów Pulse Rifle i wielu innych, jakie czekają na odkrycie w dalszej części gry.

Dowiedz się więcej na temat: survival | horrory | Silent Hill | rozgrywki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje