Fallout 3

Minęło dokładnie 10 lat. Studio Black Isle odpowiedzialne za dwa pierwsze Fallouty przestało istnieć, po projekcie Van Buren pozostała garść dokumentacji i grywalne technologiczne demo. Przez długie lata wydawało się, że już nigdy nie będziemy trzymać w rękach pudełka z napisem Fallout 3...

...że już nigdy nie przejdzie nam po plecach dreszcz po usłyszeniu wypowiadanych przez Rona Perlmana słów: "War, war never changes." Nagle jednak całym fanowskim światkiem wstrząsnęła niesłychana wiadomość - Bethesda Softworks odkupiła od umierającego od lat Interplaya prawa do marki i świata! Z jednej strony olbrzymia radość, z drugiej jednak jeszcze większe obawy - czy twórcy popularnego i wysoko ocenianego, ale wyjątkowo nudnego Obliviona, podołają zadaniu? Czy stworzą grę godną noszenia miana Fallout, czy otrzymamy po prostu mod do poprzedniej gry z nieco innym settingiem i bronią palną? Gracze podzielili się na kilka obozów: jedni wieścili Bethsoftowi niechybną porażkę, inni pewni byli sukcesu, jeszcze inni cierpliwie czekali na premierę, by samodzielnie ocenić najnowszą odsłonę postnuklearnej sagi. Co też postaramy się dziś uczynić.

Reklama

Już na wstępie warto dodać, że w zasadzie gra ta powinna mieć dwie recenzje - jedną dla fanów serii, wciąż żyjących doskonałymi poprzednikami, oraz dla osób, którym tytuł Fallout kojarzy się z tym brzydkim, rozpikselowanym czymś, w co namiętnie grał nocami ojciec czy starszy brat. Często pojawiają się głosy, że nowego Fallouta należy oceniać jako zupełnie nową grę, bez oglądania się w przeszłość. Jest w tym trochę racji, w końcu 10 lat w świecie gier to olbrzymia przepaść. Jednak z racji tytułu i kolejnego numeru sugerującego kontynuację sagi, nie można całkowicie odcinać się od wielkich poprzedników. Czego też z pewnością nie uczynimy, biorąc wszakże poprawkę na dekadę, która minęła od ostatniego skażenia naszych pecetów radioaktywnym opadem.

Escape

Grę rozpoczyna znane wszystkim doskonale, klimatyczne intro, po czym... Miłośnicy głosu Perlmana powinni zainstalować wersję z oryginalnym dubbingiem, gdyż tylko wtedy usłyszymy jego niesamowity głos. Tutaj brawa dla polskiego wydawcy, ponieważ Cenega powróciła do dawnej, chwalebnej tradycji. Mamy do wyboru trzy wersje instalacyjne gry - oryginalną anglojęzyczną, tę samą z polskimi napisami i pełną polonizację. Menu nie powala, ale ma klimat, który budują (przetłumaczone w polskiej wersji!) klimatyczne slajdy z reklamami. Wybieramy nową grę i oglądamy scenę... swoich narodzin. Początek gry to interaktywne i fabularyzowane tworzenie postaci, rozwiązane wszakże o wiele ciekawiej i bardziej klimatycznie niż w poprzednich grach Bethesdy. Cieszy też zachowanie opcji zmiany charakterystyk postaci przed wyjściem z Krypty. Choć za pierwszym razem jest to ciekawe i wciągające, przy kolejnych grach szybko dorobi się podobnego statusu, jak Świątynia Prób w F2 - nie chce nam się, ale musimy.

Pierwsze wyjście z Krypty (całkiem klimatycznej, choć zbyt wiele nie możemy w niej zwiedzić) robi naprawdę olbrzymie wrażenie. Przed nami rozpościera się aż po horyzont morze ruin, panuje niemalże grobowa cisza, gdzieś obok utworzył się niewielki pyłowy diabeł... Po raz pierwszy nie musimy o tym czytać, po prostu widzimy to na własne oczy. Aż prosi się, by zamiast biec od razu do pierwszego miasta, połazić choć kilka chwil po okolicy, napawając się klimatycznymi widokami. Grafikę i design w grze z czystym sumieniem można nazwać klimatycznymi i utrzymanymi w konwencji. Choć projektanci zmienili nieco design niektórych przedmiotów - przede wszystkim broni - to jednak wciąż mamy do czynienia z rasowym retro future, utrzymanym w klimacie lat pięćdziesiątych. Widać też duże postępy, jakie poczyniła Bethesda w przypadku projektów twarzy bohaterów niezależnych. Nie są już tak brzydkie i nieforemne, jak w podstawce Obliviona, choć ich mimika nadal ogranicza się niemalże wyłącznie do ruchu ust podczas rozmowy.

Raczej szybko wyłączymy też tryb TPP, gdyż nasza postać porusza się wyjątkowo niezgrabnie, dodatkowo przez cały niemalże czas ślizgając się po podłożu. Fallout 3 działa na silniku Obliviona, co szczególnie widoczne jest w przypadku wszelakich naturalnych jaskiń i większości zwierząt - wciąż mamy wrażenie, że zostały one pokryte wyjątkowo błyszczącym lakierem. Można również przyczepić się do słabej jakości wielu tekstur, jednak

Dowiedz się więcej na temat: rozgrywki | design | świat | umiejętności | klimat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje