Twórca Minecrafta oskarżony o naruszenie patentu

Próbowała Notcha podkopać Bethesda - bezskutecznie. Teraz próbę podejmuje firma Uniloc, oskarżając twórcę Minecrafta o naruszenie patentu dotyczącego ochrony danych w sieci.

Szwedzki programista nie przejmuje się jednak zbytnio i - jak mówi - w pierwszej chwili zareagował na zarzut uśmiechem.

Reklama

"Krok 1 - Wstać. Krok 2 - Sprawdzić maile. Krok 3 - Zobaczyć, że oskarżają nas o naruszenie patentu. Krok 4 - Uśmiechnąć się" - czytamy we wpisie na Twitterze Notcha.

Uśmiech Notcha może wskazywać na dwie rzeczy. Primo - twórca Minecrafta jest świadom, że jeśli jakakolwiek walka się rozpocznie, on ją wygra. Secundo - to uśmiech pożałowania nad kolejnym przykładem absurdalnego działania amerykańskiego systemu patentowego, w ramach którego mogą bić się firmy o zupełnie innych interesach.

O co chodzi? O patent #6,857,067, opisujący "system i metody ochrony przed nieautoryzowanym dostępem do danych elektronicznych", rzekomo naruszony przez Markusa Perssona. Ściślej mówiąc, naruszenie miałoby mieć miejsce w mobilnej wersji Minecrafta na Androidzie podczas logowania. Luksemburska firma Uniloc zarejestrowała ów patent i domaga się w sądzie w Teksasie nie tylko pokrycia szkód przez Mojang, ale też dalszych opłat, czegoś w rodzaju tantiem.

I można śmiało popukać się w czoło, bo nie dość, że nagle się okazuje, że firma z Luksemburga ma jakiś oddział w Teksasie (poważnie? To jakaś mekka firm z branży IT i świetne miejsce na biznes?) to w dodatku aż zionie od nich typowym nastawieniem patentowych aferzystów. Jeden z szefów firmy na oficjalnej stronie został nawet opisany jako ten, który stworzył patent numer... i tak dalej. Szczycić się rejestracją patentu i budować na tym markę - tak trzymać.

Notch jest sprawą zażenowany. Jak dodał w późniejszych "ćwierkach": "Nieszczęśliwie dla nich, pozywają nas o patent związany z oprogramowaniem. Jeśli będzie trzeba, zapłacę furę pieniędzy za to, żeby nie zobaczyli ani centa. Patenty software'owe to zło wcielone. Innowacje w oprogramowaniu są darmowe z założenia i rozwijają się niesamowicie szybko. Patenty tylko ten proces spowalniają"

Na swoim blogu podkreślił też, że ze społecznego punktu widzenia niedorzecznym jest zachowanie, które nie pozwala innym rozwijać swoich pomysłów z niewiadomych względów. Wskazał też na problem samych patentów - działają one i rzucają kłody pod nogi nawet tym twórcom, którzy doszli do podobnych wniosków niezależnie, nie korzystając z materiałów posiadaczy patentu.

"Jeśli na pomysł jest tak łatwo wpaść, dlaczego nagradzamy tych, którzy zrobili to jako pierwsi?" - pisze Notch.

Trzeba Notchowi przyznać rację. Patentowe wojenki wskazują na to, że żyjemy w odtwórczej kulturze nie tylko dlatego, że różne widownie - melomani, kinomani, gracze - lubią, jak bohater Rejsu, słuchać piosenek których już znają i cieszyć się sprawdzonymi pomysłami. Z kazusu Notcha - a w szczególności z walk firm produkujących smartfony i tablety, gdzie patentowa wojna chyba za kilka lat przerodzi się w zbrojny konflikt - wynika jasno, że kreatywność może być urzędowo zakazana.

W te gry nie zagrasz już przez sieć

Dowiedz się więcej na temat: twórca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje