Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Ace Attorney: Phoenix Wright Trilogy HD - recenzja

Reklama

Kilka słów o tym, jak dzięki smartfonowi zostać adwokatem

Posiadaczom konsol Nintendo tak naprawdę zazdroszczę trzech gier: Pokemonów, Mario i przygód adwokata Phoenixa Wrighta. Ta ostatnia stanowiła dla mnie największą tajemnicę (w produkcję ze stworkami już kiedyś grałem, podobnie jak w platformówki z wąsatym hydraulikiem), kiedy więc niedawno w AppStorze przeceniono wydany w ubiegłym roku na iOS pakiet trzech pierwszych części cyklu, bez wahania po nią sięgnąłem. I jak?

Zacznę nietypowo, bo od technikaliów. Capcom odrobił pracę domową i mobilny port jest bardzo dobrze wykonany. Świetnie wykorzystano przede wszystkim ekran dotykowy – sterowanie jest intuicyjne i nie nastręcza żadnych problemów. Developerzy mieli jednak ułatwione zadanie, bo choć oryginalne wersje gier pojawiły się na GBA, bazą edycji na iUrządzenia było wydanie na NDS-a, w którym dodano obsługę ekranu dotykowego. iPhony i iPady nie korzystają oczywiście ze stylusa, ale palec spisuje się równie dobrze.

Miłym dodatkiem jest zaimplementowanie dwóch trybów wyświetlania – pionowego i poziomego. W tym pierwszym ekran dzielony jest – niczym w wersji na NDS-a – na dwie części: na górnej pojawia się główna plansza z dialogami, a na dolnej szczegółowe informacje (np. o zgromadzonych przedmiotach). W drugim obraz rozszerza się na cały wyświetlacz, dzięki czemu grafika jest ładniejsza, ale niektóre rzeczy są poukrywane w dodatkowych menusach. Ja osobiście wolę tryb poziomy, bo po prostu jest on dla mnie wygodniejszy – nie lubię, gdy coś mi się wyświetla tylko na połowie ekranu.

A same gry? Spędziłem z nimi kilka godzin i doszedłem do wniosku, że seria Capcomu zasłużyła na sławę, którą się ją otacza. Wcielamy się w początkującego adwokata, tytułowego Phoenixa Wrighta, który musi wyciągać swoich klientów z tarapatów. Każda odsłona cyklu składa się z kilku odcinków, w których Phoenix podejmuje się jednej sprawy. Te z kolei dzielą się na dwie fazy – śledztwo (zbieramy dowody na niewinność oskarżonego) i rozprawę (próbujemy wybronić klienta). W tej pierwszej nie za bardzo podobała mi się konieczność kilkukrotnego wracania do już odwiedzonych lokacji. Okej – praca detektywa wymaga wielokrotnego przeszukiwania miejsca zbrodni, ale w produkcjach Capcomu w pewnych momentach zaczyna to nużyć.

Zdecydowanie znacznie ciekawszą są więc rozprawy sądowe – w ich trakcie musimy znaleźć nielogiczności w zeznaniach świadków wzywanych przez prokuratora. Trzeba być uważnym, bo każda pomyłka może doprowadzić do klęski – należy dokładnie śledzić treść zeznań i porównywać je ze zgromadzonymi dowodami, które bardzo często skrywają informacje niezbędne do wygranej. Można też przycisnąć świadka, zadając mu dodatkowe pytania.

A sprawy, w których weźmiecie udział wraz z Phoenixem nie należą do najprostszych – o ile pierwsza pełni rolę samouczka, o tyle kolejne są już bardziej skomplikowane. Jak na przykład ta, w której główny aktor w znanym serialu dla młodzieży zostaje oskarżony o zabójstwo swojego serialowego przeciwnika. Początkowo wszystkie dowody wskazują, że jest winny, ale ostateczne rozwiązanie sprawy mocno mnie zaskoczyło. Ba, przez większość epizodu byłem pewny, że mordercą jest zupełnie inna osoba.

Sporym plusem gier z Phoenixem Wrightem jest szeroki wachlarz postaci. Od zimnego i bezlitosnego prokuratora Milesa Edgewortha przez wybuchową strażniczkę pilnującą wejścia do studia filmowego po lalusiowatego prezesa znanej firmy, który trzęsie całym miastem. Każda z nich przedstawiona jest karykaturalnie, ale to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – sprawia, że z jeszcze większą ciekawością chce się poznać kolejnych bohaterów. Pod warunkiem, że nie macie uczulenia na japońszczyznę, którą gry są przepełnione. Nic w tym jednak dziwnego, skoro stworzyli je mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni, prawda?

Nie mógłbym też nie wspomnieć o dialogach, które są tak naprawdę głównym motorem napędowym narracji – są świetnie napisane i budzą mniejszy lub większy uśmiech na twarzy. Czasem rozmowy wydają się trochę przydługie, ale przestaje to przeszkadzać, gdy tylko Phoenix wdaje się w zabawną konwersację.

Jeśli nie macie NDS-a, a posiadacie iPhona lub iPada, to warto zainteresować się odświeżoną trylogią przygód Phoeniksa Wrighta. Problemem może jednak okazać się cena, która odbiega od standardów panujących na rynku mobilnym – gry podzielone są na epizody, a za wszystkie trzeba łącznie zapłacić od kilkunastu (w przypadku promocji) do kilkudziesięciu euro. Szkoda, że Capcom nie pokusił się o wydanie produkcji w jednym zbiorczym pakiecie, jak niedawno zrobiło to studio Microids z Syberią.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje