W skrócie
- Brandon Klayme został niesłusznie skazany na 1,5 roku więzienia przez błąd policji, która pomyliła jego login fus_ro_dah z nickiem prawdziwego sprawcy fus__ro_dah.
- Policjanci w swoim dochodzeniu pominęli dodatkową podłogę w pseudonimie na komunikatorze Kik, mimo braku jakichkolwiek innych dowodów łączących mężczyznę z przestępstwem.
- Prokurator generalny Nowej Szkocji wszczął śledztwo w tej sprawie, aby wyjaśnić, jak doszło do tak poważnych uchybień w pracy policji, oskarżycieli oraz sądu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Prokurator generalny Nowej Szkocji, Scott Armstrong poprosił o naradę Public Prosecution Service w ramach śledztwa dotyczącego katastrofalnej w skutkach pomyłki, która doprowadziła do aresztowania pewnego gracza. Śledztwo ma pomóc w dopilnowaniu, by podobna sytuacja nigdy więcej nie miała miejsca.
W zeszłym miesiącu na jaw wyszła sprawa Brandona Klayme, który został oskarżony i skazany na więzienie za przestępstwa, których nie popełnił. Jedynym powodem, dla którego to właśnie on został aresztowany, był jego pseudonim na platformie Kik - fus_ro_dah. Kik to aplikacja służąca do komunikacji w grupach użytkowników oraz do interakcji fanów ze streamerami.
Policja poszukiwała mężczyzny o pseudonimie fus__ro_dah, po tym jak wysłał on lubieżne zdjęcia 12-letniej dziewczynce ze stanu Wisconsin. Jednak przy analizie danych pozyskanych z komunikatora policjanci przegapili jeden szczegół - dodatkową "podłogę" _ w nicku. Nie było absolutnie żadnego innego dowodu wskazującego na to, że to Klayme dopuścił się przestępstwa. Czyli trafił za kratki z powodu jednej literówki.
Okazji by zauważyć pomyłkę było całe mnóstwo. Policja posługiwała się nakazem przeszukania dotyczącym adresu Klayme'a, przejęła jego telefony i komputery, ale nigdzie nie było nawet poszlaki związanej ze sprawą ani żadnego powiązania tego człowieka z dziewczynką. Policja nie była nawet w stanie udowodnić, że Klayme miał dostęp do platformy Kik w okresie, w którym doszło do wymiany wiadomości. "Bardzo nam zależy na wyjaśnieniu sprawy. Nie jestem pewien jak do czegoś takiego mogło dojść w naszym systemie. Zapytałem Public Prosecution Service o konkretne wprowadzenie we wszystkie kroki wykonane w tej sprawie. Kiedy dostanę odpowiedź, podejmę decyzję o następnych działaniach."
Armstrong nie wyklucza publicznego przesłuchania, jest też chętny by spotkać się z poszkodowanym i jego przedstawicielami by przedyskutować wszystkie kwestie. W międzyczasie analizowane jest jak pomyłkę przegapiła policja, oskarżyciele, obrońcy i cały sąd.











