Od miesięcy głowiono się nad tym, ile trzeba będzie zapłacić za Steam Machine. To właśnie cena była jedynym czynnikiem, która miała determinować sukces bądź porażkę tego urządzenia. Wiemy już, że za najbardziej podstawową wersję sprzętu z 512 GB pamięci wewnętrznej i bez kontrolera trzeba w Polsce zapłacić 4389 zł.
W skrajnym przypadku za Steam Machine z 2 TB dyskiem i kontrolerem w zestawie jest to wydatek równy 6048 zł. Ogromne poruszenie pojawiło się u analityków branży technologicznej, graczy, a także miłośników konsolowej rozrywki. Niemal wszyscy przyznają, że ceny są gargantuiczne i zupełnie nieadekwatne do możliwości tego sprzętu.
Tymczasem w Japonii Steam Machine już został całkowicie wyprzedany w każdym wariancie. Wystarczyły dosłownie trzy godziny od startu sprzedaży. W Kraju Kwitnącej Wiśni proces sprzedaży prezentował się nieco inaczej niż w Europie - pośredniczyła firma Komodo Station i obyło się bez rezerwacji oraz kolejek do nabycia sprzętu.
Co bardziej intrygujące Japończycy musieli zapłacić w przeliczeniu znacznie więcej od Amerykanów. Podstawowa wersji po walutowej konwersji była droższa o blisko 130 dolarów, a za zestaw z 2 TB trzeba było wydać o 210 dolarów więcej niż w Stanach Zjednoczonych. To i tak nie powstrzymało masy chętnych i doszło do całkowitej wyprzedaży wszystkich wariantów hybrydowego peceta od Valve.
Fani w sieci sugerują, że Valve udostępniło pilotażowo niewielką liczbę egzemplarzy swojego gamingowego urządzenia, by zbadać dogłębniej rynek i popyt. Są też tacy, którzy uważają, że nawet cena 2 tys. dolarów nie zahamowałaby graczy przed masowym nabywaniem Steam Machine.











