Sztuczna inteligencja wykupiła magazyny
Początkowo gracze traktowali zniknięcie przycisku zakupu na stronie Steam Decka jako standardowe opóźnienie w dostawach. Gdy jednak dni mijały, a sprzęt nie wracał do sprzedaży, zaczęły pojawiać się podejrzenia o poważniejsze przyczyny. Valve wyjaśniło, że globalny łańcuch dostaw sparaliżowało zapotrzebowanie na komponenty do budowy centrów danych dla sztucznej inteligencji. Korporacje rozwijające modele językowe skupują każdą dostępną ilość pamięci operacyjnej i masowej, płacąc stawki, z którymi producenci elektroniki konsumenckiej nie mogą rywalizować bez podnoszenia cen dla klientów końcowych.
Skalę problemu widać w danych płynących od producentów podzespołów. Western Digital, jeden z liderów w produkcji dysków twardych, ogłosił, że cała alokacja napędów na 2026 rok jest już wyprzedana - a mamy dopiero luty. Valve, Sony i Microsoft, jeśli wcześniej nie zabezpieczyły dostaw, stoją dziś na końcu kolejki po niezbędne części. Ceny pamięci RAM w niektórych modelach wzrosły ponad dwukrotnie w porównaniu do ubiegłego roku, przez co produkcja sprzętu w dotychczasowych cenach stała się nieopłacalna. Steam Deck, który kusił graczy relacją ceny do możliwości, pada ofiarą tego mechanizmu - przy obecnych kosztach produkcji jego dotychczasowa cena to fikcja.
Pytanie o datę premiery Steam Machine
Kryzys nie tylko blokuje bieżący hit Valve, ale też podważa premierę stacjonarnej Steam Machine. Urządzenie zapowiedziano pod koniec ubiegłego roku, a szczegóły dotyczące ceny i daty debiutu miały paść w pierwszych tygodniach 2026 roku. Firma milczy, bo koszt produkcji skoczył w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Valve wpadło w pułapkę: ogłoszenie ceny sprzed kryzysu oznaczałoby gigantyczne straty na każdym egzemplarzu, a podniesienie jej do poziomu rynkowego zabiłoby zainteresowanie sprzętem jeszcze przed premierą.
Choć Valve dysponuje ogromnym budżetem i mogłoby teoretycznie dokładać do każdego sprzedanego urządzenia, skala obecnego kryzysu wykracza poza standardowe ryzyko biznesowe. Analitycy wskazują możliwość bezterminowego przesunięcia premiery Steam Machine, dopóki rynek nie wytraci impetu inwestycyjnego w infrastrukturę AI. Z tym, że oczywiście nikt nie wie, kiedy to nastąpi. Dla graczy oznacza to, że stacjonarny ekosystem Valve oddala się w nieokreśloną przyszłość, a firma traci impet, którego nabrała po sukcesie przenośnego Decka.
Ciemne chmury nad branżą
Problemy Valve to naturalnie nie wszystko. Jesteśmy w piątym roku obecnej generacji konsol - PlayStation 5 i Xbox Series X - a to tradycyjnie czas, gdy trwają prace nad następcami i wersjami ulepszonymi. Coraz częściej słychać jednak doniesienia, że start produkcji PlayStation 6 może zostać opóźniony, bo Sony nie może zagwarantować dostaw podzespołów w cenach, które pozwoliłyby na sprzedaż nowej konsoli za rozsądne pieniądze. Scenariusz, w którym nowa generacja kosztuje o kilka tysięcy złotych więcej niż poprzednia, nie jest już abstrakcją.
Obrywa też gracz budujący własny pecet, który liczył na spadki cen po latach zawirowań. Zamiast tego 2026 przynosi kolejne podwyżki. Ceny kości RAM oraz szybkich dysków SSD poszły w górę, przez co budowa przyzwoitego peceta do gier kosztuje dziś wyraźnie więcej. Sytuacja przypomina kryzys kryptowalutowy, z tą różnicą, że karty graficzne i pamięci tym razem znikają w czeluściach serwerowni gigantów technologicznych, a nie w koparkach.
Steam Deck był przystępną alternatywą dla graczy pecetowych, którzy nie chcieli wydawać fortuny na podzespoły. Tymczasem jego brak w sklepach może oznaczać, że era taniej elektroniki dla nas, zwykłych konsumentów, może właśnie dobiegać końca.
Nie kryzys, tylko zmiana?
Poprzednie braki podzespołów - podczas pandemii czy boomu na kryptowaluty - miały jeden wspólny mianownik: były przejściowe. Tym razem analitycy IDC wskazują na coś innego. Producenci pamięci - Samsung, SK Hynix i Micron - świadomie przestawili linie produkcyjne na wysokomarżową pamięć HBM dla serwerów AI, trwale ograniczając moce przeznaczone dla rynku konsumenckiego. To nie zator w łańcuchu dostaw, lecz celowa decyzja biznesowa. Każdy skrawek krzemu przeznaczony na moduł pamięci do serwera Nvidii to skrawek, którego nie dostanie producent handhelda.
Steam Deck nie jest tu wyjątkiem. W identycznej sytuacji znalazły się ASUS ROG Ally, Lenovo Legion Go i każde inne urządzenie przenośne oparte na szybkiej pamięci LPDDR5. Według IDC dostępność pamięci dla producentów elektroniki konsumenckiej będzie w 2026 roku poniżej historycznych norm, a wzrost podaży DRAM wyniesie zaledwie 16% rok do roku, przy wcześniejszym tempie przekraczającym 20%.
Dla Valve oznacza to, że nawet jeśli firma znajdzie dostawcę, zapłaci za komponenty stawki narzucone przez rynek, na którym dyktują warunki giganci z budżetami rzędu dziesiątek miliardów dolarów.
Czy wiesz, że...
Valve podjęło już jedną próbę podboju rynku konsolowego. Chodzi o Steam Machines z 2015 roku. Projekt ten zakończył się jednak komercyjną porażką. Głównymi powodami klęski były niejasna konfiguracja sprzętowa poszczególnych modeli oraz niedopracowany system operacyjny SteamOS, obsługujący wówczas zbyt mało gier.












