Steam Controller dostępny jest na rynku od kilku dni. Pierwsi szczęśliwcy już zdążyli otrzymać złożone na stronie Valve zamówienia. Premiera sprzętu z nowej rodziny gamingowych urządzeń odbyła się w cieniu sporego kryzysu i kontrowersji. Wszystkie egzemplarze kontrolera błyskawicznie zniknęły ze sklepu, a do akcji wkroczyli spekulanci, którzy zaczęli odsprzedawać pada za horrendalne ceny na rynku wtórnym.
Steam Controller to dosyć standardowe urządzenie wycenione na 99 dolarów (w Polsce 419 zł). Jest to kontroler w pełni zintegrowany i kompatybilny z pecetami, laptopami, Steam Deckiem, a także nadchodzącą hybrydową konsolą Steam Machine i zestawem VR Steam Frame.
Pełna specyfikacja i praktycznie wszystkie powszechne funkcje urządzenia znane są już od dawna. Teraz, kiedy pierwsi szczęśliwi właściciele otrzymali Steam Controller w swoje ręce, okazało się, że Valve wdrożyło bardzo ciekawą funkcję, która rozpaliła społeczność graczy do czerwoności.
Steam Controller wydaje z siebie charakterystyczny dźwięk krzyku, gdy spada z wysokości na ziemię. Teraz najlepsze - jest to kultowy krzyk Wilhelma znany przede wszystkim w branży kinematograficznej. Dźwięk ten kojarzony jest przez dosłownie każdego filmowca - pierwotnie użyty został na potrzeby filmu Distant Drums w 1951 roku.
Krzyk Wilhelma występował licznie również w grach wideo, ale też w kultowych sagach Indiany Jonesa, Gwiezdnych Wojen czy nawet Władcach Pierścieni. "Krzyczący kontroler" musi spaść z odpowiedniej wysokości, by wydał z siebie dźwięk. Między krzykami jest ok. minuta przerwy, co zdążyli potwierdzić posiadacze Steam Controllera.
Nie radzimy jednak rzucać na lewo i prawo świeżym sprzętem. Jeśli chcecie sprawdzić tę ciekawą funkcję, to po prostu upuśćcie pada na coś miękkiego.










