W branży elektronicznej nie zmienia się nic. Wystarczy retrospekcyjnie powrócić do czasów postpandemicznych, a konkretniej do premiery next-genowej konsoli PlayStation 5. Nie dość, że rynek był trudny z uwagi na kilka zewnętrznych czynników, to dodatkowo sytuacji nie pomagali spekulanci, którzy nabywali konsole, by odsprzedawać je z zyskiem po zawyżonych stawkach.
Teraz taki sam proceder ma miejsce przy okazji premiery pierwszego urządzenia z nowej rodziny gamingowego sprzętu od Valve. Mowa oczywiście o głośnym ostatnio Steam Controllerze. Pad zadebiutował w cenie 99 dolarów / 419 zł i wyprzedał się w 20-40 minut w zależności od konkretnego regionu.
Szybko okazało się, że kontroler trafił zarówno w ręce normalnych graczy, jak i scalperów, którzy zwietrzyli szansę zarobku. Zapasy na oficjalnej stronie dystrybucyjnej są wyprzedane, ale za to na zewnętrznych serwisach aukcyjnych mamy do czynienia z istnym armagedonem. Otóż urządzenie odsprzedawane jest za dwukrotność, a niekiedy nawet za trzykrotność nominalnej stawki wyznaczonej przez Valve.

Sytuacja jest o tyle komiczna, że Steam Controller nowej generacji nie trafił jeszcze w ręce nabywców, bowiem czas oczekiwania na dostarczenie produktu wynosi nawet 10 dni roboczych. To nie przeszkodziło scalperom w skrzętnym procesie zaprojektowania i umieszczenia konkretnych ofert sprzedaży na różnych portalach.
Rodzi się jednak mała iskierka nadziei. O ile rynek na ten moment zwariował, o tyle niewykluczone, że Valve wkrótce wyprodukuje znacznie więcej Steam Controllerów - tak przynajmniej wynika z samej zapowiedzi projektanta - inżyniera Lawrence'a Yanga. Jeśli każdy chętny nabywca będzie miał sposobność do zakupu, to spekulanci będą musieli obejść się smakiem…






![Niezapomniane przygodówki. Czy pamiętasz jedne z największych hitów? [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MR710NIPYRWBS-C401.webp)




