W skrócie
- System walki w Yakuza Kiwami 3 został gruntownie przebudowany, eliminując dawny problem blokowania ciosów przez przeciwników.
- Część kluczowych scen fabularnych, szczególnie związanych z sierocińcem, przeniesiono do opcjonalnych modułów lub je usunięto.
- Dodatek Dark Ties skupia się na Yoshitace Mine, oferując nową perspektywę i tryb Piekielnej Areny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Smartfon zamiast serca
- A może by tak w kręgle?
- Ciemna strona medalu
- Yakuza Kiwami 3 & Dark Ties - werdykt
- Yakuza Kiwami 3 - dla kogo jest ta gra?
- Yakuza Kiwami 3 - dla kogo nie jest ta gra?
Zacznijmy od tego, co najważniejsze dla każdego, kto pamięta oryginał. Yakuza 3 przez lata nosiła w środowisku niechlubny przydomek "Blockuza". Brało się to z tendencji przeciwników do nieustannego blokowania ciosów, przez które walki zamieniały się w test cierpliwości. Kiwami 3 zamyka ten rozdział raz na zawsze. Twórcy przebudowali system walki, nadając mu płynność, ciężar i dynamikę, której ta historia potrzebowała od lat.
Kiryu dysponuje tu dwoma stylami. Pierwszy - Styl Smoka Dojimy: Kiwami - to klasyka gatunku, idealna do pojedynków jeden na jednego, pełna sprawdzonych ruchów. Nowy jest styl Ryukyu, ukłon w stronę walki z grupami przeciwników. Opiera się na wykorzystaniu aż ośmiu typów broni. Łatwo go opanować, a do tego jest efektowny i skuteczny, szczególnie gdy ekran zalewa fala wrogów. Do tego dochodzą ataki krytyczne i potężne Wzmocnienie Smoka.

Rozwój postaci bazuje na punktach treningowych, które zdobywamy za realizację celów z listy wyzwań. Zamiast biegać po mistrzach, wspinamy się w rankingu Dojo Miyazato i odblokowujemy specjalne próby. System przejrzysty i satysfakcjonujący.
Smartfon zamiast serca
Niestety im głębiej wchodzimy w mechaniki, tym częściej odnosimy wrażenie, że deweloperzy poszli na skróty lub - co gorsza - nie zrozumieli ducha oryginału. Za przykład niech posłuży system akcesoriów do telefonu. Możemy go personalizować (obudowy, dzwonki, naklejki), a same gadżety ułatwiają walkę, co przypomina nieco system biżuterii Majimy z pirackiej odsłony serii. Problem w tym, że powiązano z nim mechanikę LaLaLa Loveland, w której zawieramy przyjaźnie w mieście. Brzmi nieźle, ale w praktyce to wydmuszka. Nagrodą za te relacje są kolejne cyfrowe akcesoria, które i tak znajdujemy na ulicy.

Jeszcze boleśniejsze jest cięcie wątku sierocińca. W oryginale opieka nad dziećmi była integralną częścią fabuły. Momenty te budowały motywację Kiryu i nadawały ciężar emocjonalny finałowym starciom. W Kiwami 3 te kluczowe sceny trafiły w dużej mierze do opcjonalnego modułu Rangi Tatusia. Owszem, możemy pomagać w lekcjach, łapać owady, gotować czy grać w planszówki, a za to odblokowujemy Wydarzenia Rodzinne. Sprowadzenie fundamentu fabularnego do roli minigry do odhaczenia to decyzja co najmniej kontrowersyjna. Niektóre kultowe sceny z oryginału w ogóle usunięto.
A może by tak w kręgle?
W aktywnościach pobocznych mamy do czynienia z istną sinusoidą. Sekcja arcade zasługuje na osobne wyróżnienie - emulacja klasyków jak Magical Truck Adventure czy Emergency Call Ambulance to czysta radość dla miłośników historii SEGI. Wracają też kręgle (pierwszy raz na tym silniku!) i fotobudka. Twórcy drastycznie zredukowali jednak liczbę zadań pobocznych. Brakuje wielu pamiętnych historii, w tym legendarnego śledztwa w Cafe Alps. To, co zostało, to zaledwie cień bogactwa pierwowzoru.

Pojawia się też nowy wątek Marginalnego Smoka, w którym Kiryu przewodzi gangowi motocyklowemu Haisai Girls i walczy z najeźdźcami z Tokio. Czekają nas tu bitwy z hordami i strategiczne przejmowanie terytoriów. Pomysł ciekawy, ale wykonanie to recykling schematów z innych odsłon serii. Podobnie sprawa ma się z Koloseum - jest uproszczone, krótkie i sprawia wrażenie dodanego na siłę.
Yakuza Kiwami 3 to jeden z najładniejszych tytułów na silniku Dragon Engine. Kamurocho i Okinawa wyglądają tu tak, jak fani wyobrażali je sobie od lat - gęsty klimat tropikalnej wyspy wylewa się z ekranu, a ulice Kamurocho błyszczą neonami w rozdzielczości, na jaką oryginał nie mógł liczyć.

Ciemna strona medalu
W pakiecie znajdziemy również Dark Ties - samodzielny dodatek skupiony na Yoshitace Mine. To interesujące spojrzenie na perspektywę antagonisty, które pokazuje jego drogę na szczyt klanu Hakuho. Fabuła rzuca nieco światła na relacje Mine z Kandą i jego fascynację Daigo Dojimą, choć pozostawia pewien niedosyt. Wątek tej specyficznej lojalności scenarzyści mogli pociągnąć znacznie głębiej.
Pod względem rozgrywki Dark Ties broni się całkiem nieźle. Mine walczy jednym stylem, ale mechanika Splecionych Serc pozwala na wejście w tryb Mrocznego Przebudzenia, a starcia zyskują wtedy na brutalności. Ciekawostką jest Piekielna Arena - tryb z elementami roguelite, w którym przebijamy się przez lochy, ryzykujemy utratę ekwipunku i rekrutujemy najemników. To najciekawszy element dodatku i jedyny, który naprawdę zaskakuje. Poza tym znajdziemy tu standardowy zestaw misji pobocznych pod szyldem Kontroli Zniszczeń Kandy. Całość przypomina strukturą Kaito Files z Lost Judgment - solidne, ale krótkie danie główne.

Yakuza Kiwami 3 & Dark Ties - werdykt
To najtrudniejsza do oceny odsłona serii od lat. Dostajemy nową oprawę wizualną i system walki, który naprawia największą bolączkę oryginału. Ale deweloperzy pozbawili grę kilku rzeczy, za które gracze kochali Yakuzę 3 - zepchnęli kluczowe momenty fabularne na margines i usunęli lubiane zadania poboczne. Dodatek Dark Ties to miły bonus, ale nie rekompensuje poczucia, że RGG Studio zaczyna zjadać własny ogon i serwuje nam odgrzewane mechaniki w nowym opakowaniu. To wciąż dobra gra, ale jako remake dzieła kultowego pozostawia spory niedosyt.
Yakuza Kiwami 3 - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów dynamicznej walki w stylu brawlerów, którzy chcą poznać historię Kiryu bez archaizmów ery PS3. Warto po nią sięgnąć też ze względu na wirtualną turystykę, bo cyfrowa Okinawa nigdy nie wyglądała tak dobrze.

Yakuza Kiwami 3 - dla kogo nie jest ta gra?
Dla purystów oryginału, których zabolą cięcia w zawartości i spłycenie wątku sierocińca. Odradzam też graczom zmęczonym formułą serii - nie znajdziecie tu rewolucji, a jedynie więcej tego samego.
- płynny i satysfakcjonujący system walki (koniec z blokowaniem!)
- dwa style walki Kiryu dobrze się uzupełniają
- piękna oprawa wizualna Okinawy i Kamurocho
- świetna emulacja klasyków w salonach arcade
- interesujący tryb roguelite w dodatku Dark Ties
- kluczowe wątki fabularne zepchnięte do opcjonalnych minigier
- usunięcie wielu kultowych misji pobocznych z oryginału
- niepotrzebne i nudne mechaniki (smartfon, przyjaźnie)
- odczuwalna powtarzalność i brak świeżości w rozgrywce
- wątek Mine w dodatku mógłby być lepiej napisany










